Listy

Przeczytałem z rozbawieniem, ale nie ukrywam, że i z pewną irytacją artykuł Jakuba Chabika (Computerworld nr 30/98) o potrzebie utworzenia informatycznego kartelu. Podczas lektury przyszedł mi do głowy pewien problem - który ująłbym tak: jak mówić o prestiżu zawodu informatyka, skoro nie wiemy kogo nazywać informatykiem?

Przeczytałem z rozbawieniem, ale nie ukrywam, że i z pewną irytacją artykuł Jakuba Chabika (Computerworld nr 30/98) o potrzebie utworzenia informatycznego kartelu. Podczas lektury przyszedł mi do głowy pewien problem - który ująłbym tak: jak mówić o prestiżu zawodu informatyka, skoro nie wiemy kogo nazywać informatykiem?

Czy tytuł ten przysługuje tylko tym, którzy ukończyli wydział informatyki, czy także tym, którzy zajmują się informatyką praktycznie, a ukończyli inne wydziały, np. fizykę lub matematykę? A co z samoukami czy uczestnikami licznych kursów? Czy hakerzy - fanatycy technologii informatycznej, których umiejętności i wiedza często przekraczają znacznie to, czym dysponują dyplomowani absolwenci wydziałów informatycznych - też mają prawo tak się nazywać? A jeśli nie, to dlaczego i kto ma o tym decydować?

A może powinna uprawniać do miana informatyka sprawowana funkcja, np. główny informatyk?

Dzisiaj każdy, kto choć trochę opanował umiejętność posługiwania się narzędziem, jakim jest technika informatyczna, chce być informatykiem. Lecz jak właściwie ma się nazywać - zaawansowanym użytkownikiem? A może specjalistą od Worda, Javy lub Unixa?

Myślę, że w tym kontekście trudno mówić o podniesieniu prestiżu zawodu informatyka, skoro nie wiemy kto nim jest?

Może więc dać sobie z tym spokój i skoncentrować się na wymianie doświadczeń, nie pytając skąd kto przychodzi, i zbudować lobby praktykujących informatykę - np. w formie stowarzyszenia?

Antoni Bryczyński

Poznań

<hr size=1 noshade>

Bardzo mi przypadł do gustu artykuł Rafała M. Gęślickiego "Zawód czy powołanie..."(Computerworld 33/98) choć nie do końca zgadzam się z zawartymi w nim tezami.

Informatycy (z wykształcenia) są indywidualistami i mają poczucie swojej wartości, w którym otoczenie ich utwierdza - lecz nie obronią się przed specjalizacją, którą wymusza praktykowanie tego zawodu. I choć łatwiej im opanować wybrane zagadnienie, nie wyeliminuje to przecież tych, którzy tylko do takiego zakresu ograniczają swoją wiedzę, lecz są na tym polu ekspertami. Dlatego uważam, że nie ma sensu tworzyć karteli informatyków, lecz stowarzyszenia ludzi zawodowo zajmujących się określonymi problemami informatycznymi, aby ułatwić sobie wymianę doświadczeń. Struktura takiego stowarzyszenia powinna być podporządkowana problemom, a nie strukturom systemu oświaty.

Wacław Krawczyk

Bytom