List otwarty do prezesa GUC

Minęło już parę lat odkąd urzędy celne osobno clą nośniki, osobno zaś zawarte na nich oprogramowanie, a dokładniej - licencję na jego użytkowanie. Wydawałoby się więc, że pracownicy prestiżowego Urzędu Celnego na lotnisku Okęcie dobrze wiedzą, jaka jest różnica między nośnikiem a licencją.

Minęło już parę lat odkąd urzędy celne osobno clą nośniki, osobno zaś zawarte na nich oprogramowanie, a dokładniej - licencję na jego użytkowanie. Wydawałoby się więc, że pracownicy prestiżowego Urzędu Celnego na lotnisku Okęcie dobrze wiedzą, jaka jest różnica między nośnikiem a licencją.

Gdy w sobotę 31 sierpnia otrzymałem od firmy kurierskiej informację o nadejściu na mój adres przesyłki i pilny kontakt, nie przyszło mi do głowy, że znowu będę musiał dyskutować z Pańskimi pracownikami o pryncypiach. Jeden telefon do przewoźnika wystarczył, by dowiedzieć się, że przesyłka zawiera oprogramowanie i że trzeba ją zgłosić do odprawy, bo wartość przekracza 70 ECU.

Tak więc pojechałem na Okęcie - we wtorek 3 września o godzinie 8:15 firma kurierska już pracowała, ale Pana pracownicy nie raczyli pojawić się w terminalu. Uznałem jednak, że mam czas i poczekam na tzw. rewizję, czyli przejrzenie paczki, która jasno ukaże, że zawiera ona jedną dyskietkę. O godzinie 9:05 wezwano mnie wreszcie do hali odpraw. Po drodze pracownik firmy przewozowej poprosił dwie celniczki (jedna w umundurowaniu, druga w stroju cywilnym; obie zajęte były oglądaniem zdjęć z wakacji), przyniósł paczkę, otworzyliśmy ją i okazało się, iż rzeczywiście zawartością jest jedna dyskietka. Zresztą na fakturze zapisano "$60 XXXX single user", gdzie XXXX jest nazwą programu, a dalej "$65$ two year's upgrade" oraz transport ca. $70. Panie celniczki, jak widziałem, nic nie zrozumiały z faktury i mego tłumaczenia, zresztą ewidentnie spieszyło im się do zdjęć. Poprosiłem je więc o podanie nazwisk, gdyż już wtedy zaświtała mi w głowie myśl napisania do Pana listu.

Tonem niczym nie hamowanej furii pani mundurowa odpowiedziała, że zrobiono mi łaskę, rewidując przesyłkę, po czym obie panie udały się do swego kantorka, gdzie pogrążyłly się w oglądaniu zdjęć. Ja zaś udałem się do biura firmy kurierskiej, gdzie mili pracownicy poprosili mnie o napisanie wyjaśnienia. Zdawałem sobie sprawę z faktu, że nie mam żadnych szans z obrażonymi pracownikami aparatu przymusu państwowego, lecz dla porządku napisałem podanie. Dwa dni później dowiedziałem się, że zostało ono odrzucone, a przesyłka będzie podlegała cleniu. Tak to Pańscy pracownicy zemścili się, przy okazji zarabiając dla państwa nieco złotych (oszacowane przeze mnie cło od kwoty ca. $180 wyniesie nieco ponad $50).

Muszę, niestety, Pana zmartwić - tym razem akcja nie udała się. Wystarczył jeden telefon do producenta oprogramowania, który oczywiście zgodził się przyjąć przesyłkę z powrotem i wysłać mi oprogramowanie drogą elektroniczną. Nim przeczyta Pan ten list będę już legalnym posiadaczem programu antywirusowego, o który poszła cała sprawa. Podręcznik do takiego programu liczy ca. 20 stron i mogę go sobie wydrukować na laserze w wolnej chwili. Oczywiście nie zapłaciłem ani grosza cła. I nigdy już nie dam się nabrać na inne zakupy niż drogą elektroniczną.

Spodziewam się, że po tym liście Pański rzecznik wyjaśni, iż:

1. Obraziłem szanowane i cenione pracowniczki państwowe;

2. Jestem przestępcą, gdyż przemyciłem przez granicę celną liczne wartości, nie uiszczając należnych opłat;

3. Problem jest incydentalny.

Otóż spieszę Pana poinformować, że Pana odpowiednik w Niemczech niedawno zorientował się, iż poza jego urzędami po drutach przepływa rzeka nie oclonego oprogramowania o wartości wielu miliardóow (sic!) marek. Jak widzę, Pański urząd idzie dokładnie w tym samym kierunku. Życzę powodzenia!


TOP 200