Linuksem w Windowsy

Niedawno byliśmy świadkami prawdziwej batalii na argumenty, jaka na tych łamach rozegrała się pomiędzy zwolennikami oprogramowania otwartego i darmowego oraz zamkniętego i odpłatnego. Aby nie wchodzić zbytnio w szczegóły, które oprogramowanie kiedy i na jakich zasadach ma taki a nie inny status, przyznajmy szczerze, że zarzewie tego sporu stanowią zawsze animozje między zwolennikami systemów Linux i Windows. Za to wyznawcy Mac OS siedzą cicho jak mysz pod miotłą, bo jest ich mało, więc wpływu na główne nurty informatyki nie mają.

Niedawno byliśmy świadkami prawdziwej batalii na argumenty, jaka na tych łamach rozegrała się pomiędzy zwolennikami oprogramowania otwartego i darmowego oraz zamkniętego i odpłatnego. Aby nie wchodzić zbytnio w szczegóły, które oprogramowanie kiedy i na jakich zasadach ma taki a nie inny status, przyznajmy szczerze, że zarzewie tego sporu stanowią zawsze animozje między zwolennikami systemów Linux i Windows. Za to wyznawcy Mac OS siedzą cicho jak mysz pod miotłą, bo jest ich mało, więc wpływu na główne nurty informatyki nie mają.

Zawsze wciągają mnie takie dyskusje pomiędzy obozem zwolenników Linuksa i Windowsów. Bawią mnie one dlatego, że równie owocnie wpływają na rozwój technologii, jak przedwyborcze publiczne dysputy polityków na jakość życia obywateli. O wszystkim decyduje popyt, czyli krwiożercze prawa rynku kapitalistycznego - z twarzą ludzką lub bez niej. Przypuszczam, że kiedyś dojdzie do umówionego spotkania na pięści między kibicami poszczególnych systemów operacyjnych. W końcu, jeśli kibicować, to pełną gębą i zgodnie z panującymi w kraju trendami.

Okazuje się, że niemal każda dyskusja może zboczyć z pierwotnego wątku, doprowadzając dyskutantów do rozważań nad wyższością jednego systemu nad drugim. Niemożliwe? Ostatnio, przeglądając listę dyskusyjną w temacie "praca poszukiwana", natknąłem się na wywody prowadzące od tematu poszukiwania dobrej pracy do dyskusji o wyższości systemów. A było tak. Ktoś zapytał, w czym najlepiej specjalizować się w , aby za kilka lat mieć poszukiwany zawód. Niektóre głosy doradcze mówiły, że zdobycie umiejętności analityka-programisty baz danych to całkiem niezła inwestycja. A jeśli wzbogacić repertuar o programowanie w Javie, to można następnie trudnić się projektowaniem aplikacji dla baz danych. Ktoś celnie stwierdził, że w informatycznym fachu, jeśli chce się być na fali, trzeba się kształcić do emerytury - chyba, że jest się menedżerem. Potem było coś o rozwiązaniach mobilnych, wdrożeniach, i tak po nitce do kłębka, aż wreszcie ktoś wskazał system Linux jako specjalizację przyszłości. No i zaczęło się, aczkolwiek przyznać trzeba, że bardzo kulturalnie.

Dowodząc, że technologiczna przyszłość w tej materii jest taka sobie, od razu powołano się na argument odłożenia zapowiadanej migracji na platformę Linux miejskich systemów informatycznych w Monachium. Ktoś dalej stwierdził, że każdy nowy rocznik użytkowników jest głupszy, stąd nie ma szans na rozpowszechnienie Linuksa

- w końcu bardziej wymagającego systemu pod względem złożoności konfiguracyjnej "na dzień dobry". Wreszcie odezwały się głosy, że Windowsy są co prawda odpłatne, ale dużo lepiej profilowane pod przeciętnego użytkownika i ta komercja wychodzi na każdym kroku, ukazując lepiej zaprojektowany interfejs. Z kolei twórcy odmian Linuksa nie potrafią się wczuć w rolę zwykłego użytkownika, tworząc narzędzie bardziej dla hobbystów uważających się za coś w rodzaju "informatycznych macho".

Oczywiście oprócz kilku dowcipnych docinków nic wielkiego z tej dyskusji nie wyniknęło i nadal nie wiadomo, która specjalizacja informatyczna jest śpiewką przyszłości.


TOP 200