Lekarstwo na naiwność. Felieton Michała Bonarowskiego

Lubimy się oszukiwać, wierząc w lepsze jutro. Na tyle mocno, że nawet gdyby wynaleziono środek na naiwność i rozdawano go za darmo, to czuję, że 50 mln chętnych znalazłby wolniej niż samoloty, samochody i telewizory razem wzięte.

Znamy te tabelki, pokazujące czas, w jakim różne wynalazki z ostatnich 100 lat zdobywały 50 mln użytkowników. Listę zaczynają w żółwim tempie linie lotnicze: 68 lat, gonione przez ślamazarne samochody: 62 lata, niespieszne telefony: 50 lat, elektryczność: 46 lat, karty kredytowe: 28 lat i zamykająca poczet ślamazarów powyżej 20 lat telewizja: 22 lata. Liga średniaków, czyli poniżej 20 lat, to: bankomaty: 18 lat, komputery: 14, telefony komórkowe: 12, internet: 7 lat. Poniżej 5 lat potrzebowały takie cuda, jak: iPod i YouTube: 4 lata, Facebook: 3 - Twitter: 2, a przebój z 2016 r., Pokemon GO, tylko 19 dni.

Tych zestawień jest mnóstwo i mieści się w nich sporo innych wynalazków, więc powyższy żelazny kanon podaję tylko jako tło. Jest bowiem sporo projektów, które idą lub pójdą przebojem szybciej i głębiej, niż myślimy. Weźmy na warsztat seks, a konkretnie przedmioty do jego uprawiania. Na bok odkładamy fikuśne elektryczne masażery wykorzystujące ruch posuwisto-zwrotny. Tu idzie o naprawdę wielką rzecz, a konkretnie o całą „istotę” – lalkę, która w igraszkach może zastąpić drugiego człowieka. I okazuje się, że takie coś istnieje i działa na skalę, która wymyka się prostym statystykom.

Zobacz również:

Otóż pełnowymiarowa lalka erotyczna, imitująca partnerkę, kosztuje dziś 15–60 tys. zł. Nie tylko mówi, uśmiecha się i reaguje na dotyk, ale ma osobowość. Według japońskich szacunków sprzedało się już kilkadziesiąt egzemplarzy, a fabryki nie wyrabiają z zamówieniami. Czyli 50 mln jest na bliskim horyzoncie i nie w odległej, ale najbliższej przyszłości. Nieco dalej, ale wciąż blisko, bo za ok. 30 lat, być może większość z nas będzie wchodzić częściej w relacje z seksmaszynami niż z żywymi ludźmi.

Kiedy to piszę, w niepoprawnym umyśle przypominam sobie wszystkie kosmate żarty o tym, kogo i kiedy boli głowa, kto kogo i jak przyłapał in flagranti, kto ma co z silikonu i podobne. Cała ta wesoła karuzela wkrótce przeminie, bo po seks bez zdrady będzie można sięgnąć jak po wiatraczek w upalny dzień. No ale to nic, bo rozwój sztucznej inteligencji spowoduje, że te lalki w połowie wieku mają mieć prawdziwe uczucia.

Wiem, jak śmiesznie to brzmi, ale nic nie poradzimy, że personifikujemy przedmioty na potęgę, więc czemu nie mielibyśmy traktować androidalnego mechanizmu jak innych urządzeń? Kto nigdy nie krzyczał na zepsuty samochód, waląc w niego, niech pierwszy rzuci, czym tam uważa za słuszne. Jak większość urządzeń na świecie, także gadające sekslalki produkowane są w Chinach, ale jak zwykle to Japonia wiedzie prym w tym technotrendzie. Szacuje się, że w Japonii, co 10 mężczyzna korzystał z seksrobota. O kobietach mało wiadomo, ale wkrótce równouprawnienie zrobi swoje. Niektórzy tak rozsmakowali się w plastikowych relacjach, że „żenią się” ze swoimi lalkami i prowadzą jakby normalne wspólne życie. Jeden Walijczyk stworzył kilka lat temu Samanthę, kobietopodobnego seksrobota, z którym mieszkają wspólnie on, jego żona i dwoje dzieci. Samantha podobno potrafi odpowiadać na proste pytania i opowiadać dowcipy. Ciekawe o czym?

Na razie seksroboty nie kwapią się jeszcze do prania, ale to właśnie ten proces ma szansę zmienić nasz świat jak mało co. Otóż pranie jest – po przemyśle i rolnictwie – najbardziej wodożernym procesem cywilizowanego świata, a do tego przyczynia się do skażenia rzek i oceanów i wyjałowienia gleby. Prać jednak trzeba.

Tymczasem już ponad 4 lata temu powstała technologia pozwalająca wyprać pranie w szklance wody zmieszanej z perełkami polimeru. Robi to przemysłowa pralka Xeros, która zamiast wody i detergentu używa milionów malutkich perełek polimeru, które czyszczą lepiej niż proszek, a do tego wywabiają zapachy. W jednym zestawie perełek można prać 500 razy, a potem można je przerobić na coś innego, nieszkodzącego środowisku. Smaczków jest więcej: technologia ta prawie nie zużywa energii i nie trzeba prać oddzielnie ubrań kolorowych i białych. Nie wiadomo, ile taka pralka będzie kosztować w markecie, ale na pewno ma szansę na szybkie pozyskanie 50 mln użytkowników. I to spowodowałoby zmiany znacznie istotniejsze niż Pokemon GO.

Ale w rankingu najbardziej pożądanych wynalazków wyżej jest na pewno lek na raka. Pod koniec stycznia izraelscy naukowcy ogłosili, że za rok zaprezentują skuteczny lek na wszystkie rodzaje nowotworów. Według Accelerated Evolution Biotechnologies lek ten będzie tańszy od wszystkich innych, ma działać już w pierwszym dniu stosowania a leczenie potrwa zaledwie kilka tygodni, przy minimalnych skutkach ubocznych. Lek MuTaTo to kombinacja wielu peptydów i silnej toksyny, która atakuje i zabija komórki nowotworowe. Podobno trwają już przygotowania do testów klinicznych.

Gdyby to była prawda, to 50 mln użytkowników ten lek miałby w kilka dni. Gdyby to była prawda, bo inni lekarze wątpią w prawdziwość tych doniesień. Terapia miałaby być skuteczna na wszystkie, czyli ponad 200, rodzaje raka. Tym bardziej trudno w te rewelacje uwierzyć, że wyników badań jeszcze nie opisano w żadnym czasopiśmie naukowym.