Kubiczne fonty

Czasami myślę sobie, że niektóre wydarzenia, w których uczestniczyłem, zostały przez los zaplanowane. Ot, choćby sprawa polskich ogonków. Pierwszy komputer kupiłem, gdy okazało się, że można będzie na nim pisać polskie litery.

Czasami myślę sobie, że niektóre wydarzenia, w których uczestniczyłem, zostały przez los zaplanowane. Ot, choćby sprawa polskich ogonków. Pierwszy komputer kupiłem, gdy okazało się, że można będzie na nim pisać polskie litery.

W tamtych zamierzchłych czasach połowy lat 80. większość komputerów do pisania po polsku wymagała zainstalowania zestawu liter różnych dla każdego typu drukarki. Nie bardzo mi się takie rozwiązanie podobało, ponieważ chciałem teksty móc przenosić w dowolne miejsce. Kontakt z ARPANET-em miałem za sobą i wiedziałem, że prędzej czy później to, co napiszę, będzie wysyłane po drucie. Gdy więc przeczytałem w numerze pisma BYTE ze stycznia 1984 r., że właśnie wprowadzony na rynek Macintosh ma modyfikowalne fonty systemowe, zdecydowałem się od razu.

Nie było łatwo sprowadzić komputer przez mury graniczne, ale jakoś udało się i we wrześniu 1985 r. miałem na biurku 128 KB pamięci z jednym napędem dyskietek 400 KB. Kiedyś napiszę o tym więcej, dziś jednak chciałbym skoncentrować się na przeznaczeniu. Otóż, od początku byłem niejako zmuszony robić ogonki, bo znajomy, który komputer przysłał, też chciał pisać po polsku i znalazł mnóstwo oprogramowania do robienia liter. W tamtych czasach były to oczywiście litery punktowe - o laserze nie mogliśmy nawet marzyć (nie każdemu ciocia przysyłała komputer z na dokładkę...). Na szczęście dokumentacja do narzędzi fontowych przygotowanych przez Apple'a była precyzyjna i już po kilku wieczorach stworzyłem komplet polskich ogonków oraz sterownik klawiatury. Stosowana wtedy przeze mnie i znajomych drukarka matrycowa ImageWriter miała rozdzielczość 144 dpi (podwojona ekranowa), do ładnego pisania wystarczyło więc wykonać fonty w stopniach dwukrotnie większych niż widziane na ekranie.

Po ok. roku, w lecie 1986 r., byłem na stypendium w Niemczech i tam zetknąłem się z drukarką LaserWriter. Zrobiła na mnie wrażenie, więc starałem się dodać polskie ogonki do liter postscriptowych. Te doświadczenia okazały się bardzo przydatne, gdy cztery lata później pojawiła się fala komputeryzacyjna polskiej prasy. Muszę się tu przyznać, że te pierwsze ogonki były bardzo krzywe... Niestety, nie było łatwo rysować na wolnym komputerze, a poza tym nigdy nie przypuszczałem, że pokancerowane litery jeszcze po latach będą mnie straszyły z plakatów i reklam. Tak się bowiem złożyło, że głównymi odbiorcami ogonków okazały się agencje reklamowe oraz czasopisma.

Dziś nawet nie potrafię powiedzieć, ile krojów liter spolszczyłem. Gdybym nie liczył różnych wersji tych samych fontów, to pewnie ok. trzech tysięcy. Część z nich została wydana na sześciu płytach CD-ROM i poszła w świat. Ostatnio jeden ze znajomych dowiedział się w ZUS-ie, że do nowego zestawu komputerowego zakupiono tam "fonty kubiczne". Zainteresowany postanowił zaraz sprawdzić, co to za nowe kroje pojawiły się na rynku (jak się domyślam, było to bezinteresowne zauroczenie typografią). No i okazało się, że prosty ludek komputerowy tak właśnie nazywa litery zlokalizowane przeze mnie, wcale zresztą nie wiedząc, że nazwa pochodzi od imienia!

Widać było mi więc pisane w niebie (po polsku, z ogonkami) zostać bezimiennym twórcą. Któżby przypuszczał, gdy trzynaście lat temu dodawałem pierwsze piksele pod literą e!


TOP 200