Kto liczy nasze pieniądze

Przygotowuję właśnie do druku kolejną wielką książkę ''Ojca zarządzania'', Petera Druckera, ''Zarządzanie w czasach burzliwych''. I zastanawiam się, jak też to ekonomiści potrafili się przez tyle lat uchronić przed takimi lekturami. I przed wnioskami z tychże.

Przygotowuję właśnie do druku kolejną wielką książkę ''Ojca zarządzania'', Petera Druckera, ''Zarządzanie w czasach burzliwych''. I zastanawiam się, jak też to ekonomiści potrafili się przez tyle lat uchronić przed takimi lekturami. I przed wnioskami z tychże.

W czym rzecz, zaraz wytłumaczę. W roku 1922, po pierwszej wojnie światowej Irving Fisher, jeden z najinteligentniejszych ekonomistów historii, autor słynnego, podstawowego dla polityki monetarnej równania, wiążącego ilość pieniądza w obiegu z poziomem cen, wygłosił w bostońskim Towarzystwie Kultury Etycznej odczyt pod tytułem - "Etyka w systemie monetarnym". Fisher, syn pastora, zwrócił uwagę na amoralność ukrywania przed opinią publiczną faktu, że pieniądz stopniowo traci na sile nabywczej w procesie inflacji i że zjawisko to zachodzi nie tylko w krajach, które bez opamiętania drukują banknoty.

Jednakże od tamtego czasu spadek wartości pieniądza aż po naszą epokę ciągle traktuje się jak wypadek przy pracy lub jako wynik, ot, "błędu technicznego" w prowadzeniu polityki monetarnej. Ciągle mamy wierzyć, że gdyby nie kryzys naftowy 1973 r., gdyby nie nadmierne zadłużenie wewnętrzne rządu Stanów Zjednoczonych, gdyby nie beztroska i nieumiejętna emisja państwowych papierów wartościowych, itd. itp. nie byłoby żadnej inflacji i pieniądz zachowywałby wartość przynajmniej względnie stałą, a ceny mogłyby spadać, tak jak spadały w drugiej połowie XIX wieku (spadały wtedy ceny artykułów powszechnego spożycia - dzięki obniżającemu koszty własne przewrotowi w technice i organizacji produkcji, no i... dzięki pełnej konkurencji; jak dziś na rynkach produktów elektroniki).

Irving Fisher zmarł w roku 1947. Po sześćdziesięciu latach od jego pierwszych uwag podjął temat Peter Drucker. Pytając, na jakiej właściwie podstawie traktujemy serio kalkulacje i bilanse w biznesie.

Do dziś sporządza się je tak, jakby pieniądz zarobiony był równy pieniądzowi inwestowanemu. Jakby pieniądz wydany z początkiem roku był po upływie tegoż roku równy pieniądzowi z bilansu. Jakby pieniądz, odprowadzany w ciągu roku do budżetu z tytułu VAT czy też zaliczek na podatki był równy pieniądzowi, w jakim budżet oddaje potem nadwyżki podatnikowi.

Co ciekawe, nikogo nie interesuje, ile naprawdę traci. Tak, jakby tracił ktoś inny. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, przed pięcioma laty, próbowaliśmy na łamach "Nowoczesności" zaczynić ruch samodzielnego badania postępów inflacji przez środowisko naszych Czytelników. Opracowaliśmy uproszczony "wskaźnik Fishera", oparty na jego wzorach; bowiem wystarczy niewiele ponad sto składników "koszyka", sto "reprezentantów", byle poprawnie dobranych, by każdy mógł wręcz na własną rękę śledzić proces inflacji. Ówczesny prezes GUS sam zainteresował się naszą inicjatywą i polecił swoim współpracownikom przeliczać dane o cenach, gromadzone przez Główny Urząd Statystyczny, według naszego koszyka. Nasz koszyk, odpowiadający stricte zmianom w kosztach utrzymania, był - rzecz niedziwna - bliższy temu, co odczuwały kieszenie rodzin. Ceny artykułów luksusowych, bardziej stabilne, po prostu go nie obchodziły.

Niestety, to nikogo nie interesowało i nadal nie inteesuje. Co więcej, żadna księgowość nie wypracowała do dziś żadnych procedur, pozwalających szacować rzeczywiste koszty własne i obroty, rzeczywiste zyski lub straty - ponieważ księgowość rejestruje i analizuje tylko "fakty pozytywne", uchwytne, to co się fizycznie zdarzyło (jeśli przelew można uznać za fakt fizyczny), a pieniądz traci na wartości poza księgowością. W księgowości samej nie traci nic.

Żaden ze znanych mi skomputeryzowanych systemów zarządzania nie proponuje takich analitycznych procedur. Ale nie może proponować: to nie praca informatyków. Najpierw muszą o tym pomyśleć ekonomiści i menedżerowie. Adresaci pytań i pretensji Druckera.