Kozioł ofiarny

Chociaż informatyka od lat na dobre zadomowiła się w naszym życiu codziennym i niby nie wzbudza specjalnej sensacji, to ciągle spotyka się poglądy, stawiające komputery z ich oprogramowaniem w przedziale machin piekielnych o nieracjonalnym sposobie działania. Utwierdzają mnie w tych spostrzeżeniach liczne relacje, konkludujące: komputer zawinił, błąd komputera itd. Czy to problem z rezerwacją miejsc, czy nieudaną prognozą pogody - wszystkie niepowodzenia można zrzucić na bezduszne urządzenia - a przynajmniej tak zdaje się osobom głoszącym owe tezy.

Chociaż informatyka od lat na dobre zadomowiła się w naszym życiu codziennym i niby nie wzbudza specjalnej sensacji, to ciągle spotyka się poglądy, stawiające komputery z ich oprogramowaniem w przedziale machin piekielnych o nieracjonalnym sposobie działania. Utwierdzają mnie w tych spostrzeżeniach liczne relacje, konkludujące: komputer zawinił, błąd komputera itd. Czy to problem z rezerwacją miejsc, czy nieudaną prognozą pogody - wszystkie niepowodzenia można zrzucić na bezduszne urządzenia - a przynajmniej tak zdaje się osobom głoszącym owe tezy.

Pewnego ranka przychodzę do pracy i jestem wzywany do awarii komputera - jakiś plik z wyczyszczoną zawartością, zmienione mapowanie w Windows, a użytkownik utrzymuje, że tak się samo porobiło przez noc. W krasnoludki nie wierzę, za to w brak ochrony danych na dysku lokalnym i działalność ludzką, owszem. Wygodniej scedować winę na sprzęt, który obronić się nie może, niż przyznać się do własnych nieumiejętności i błędów. Owe stwierdzenia mogą zostać zaakceptowane przez laików, podejrzewających w tej całej technice jakiś jeden wielki szwindel, natomiast ludzie kierujący się zdrowym rozsądkiem oraz profesjonaliści, zawsze doszukują się realnych przyczyn takiego stanu rzeczy. Nie wiem jaki obecnie jest procentowy podział naszego społeczeństwa w kwestii wiary w chochliki komputerowe, ale przypuszczam, że mimo wszystko panuje u nas ciemnogród i jeszcze dosyć daleko do pełnej świadomości w dziedzinie zasad działania maszyn programowalnych. Bądźmy więc pewni, że jeżeli gdziekolwiek wydarzy się jakieś niepowodzenie, a był przy tym używany komputer, wówczas pierwsze próby przypisania winy skoncentrują się na informatyce - i czasami się to udaje, tuszując rzeczywiste przyczyny.

Nie wiem czy właściwie zaobserwowałem, ale ostatnimi laty przed wyborami odżywają pewne dyżurne tematy. Jednym z nich, o ile zdążyłem się zorientować, jest niezwykle przeciągana sprawa firmy ART-B. Temat dla mnie ciekawy, chociaż wszystko ma swoje granice (cierpliwości), i podczas gdy jestem karmiony któryś raz z rzędu tą samą papką, wykazuję irytację. W dniu 27 sierpnia br. w programie II TVP wyemitowano kolejny program dotyczący tej sprawy. Wypowiadały się wszystkie strony i oczywiście racje były podzielone - sprawa ciągnie się wiele lat i nie widać rychłego końca. Trudno w tym wszystkim zorientować się dokładnie komu na czym zależy, a jak było naprawdę, wiedzą tylko bezpośrednio zainteresowani. Wydaje się, że z biegiem lat temat ulega wyczerpaniu, budząc coraz mniejsze emocje. Być może też kwestia wymaga jakiegoś zgrabnego zakończenia, tak aby nikogo specjalnie nie skrzywdzić i wyjść z tego z twarzą - tylko pytanie, jak? Otóż, gdy ART-B było na topie (jeszcze przed historią z Ursusem), nawet w prasie szeroko omawiano sposób, w jaki firma wykonywała operacje finansowe. Pamiętam, że w jednej z większych gazet codziennych znalazł się autoryzowany wywiad, w którym bodajże Gąsiorowski podawał funkcje finansowe arkusza kalkulacyjnego 1-2-3, zastosowane przez ART-B do symulacji komputerowej oscylatora - oszacowania częstotliwości operacji bankowych i zysków z nich płynących. A więc znowu te komputery! Chyba mamy winowajcę.


TOP 200