Komputerowa perwersja

Dzisiejszej dziatwie szkolnej z pewnością nie mieściłoby się to w głowie, gdyby usłyszała, że na egzamin wstępny do liceum ogólnokształcącego (czyli, mniej więcej, w wieku lat 14) szedłem sam, a moi rówieśnicy też, w tzw. ubranku, które tym różniło się od dorosłego ubrania, że miało krótkie spodenki. Bo pierwsze długie spodnie, takie jak nosili dorośli, dostałem dopiero, gdy byłem już licealistą.

Dzisiejszej dziatwie szkolnej z pewnością nie mieściłoby się to w głowie, gdyby usłyszała, że na egzamin wstępny do liceum ogólnokształcącego (czyli, mniej więcej, w wieku lat 14) szedłem sam, a moi rówieśnicy też, w tzw. ubranku, które tym różniło się od dorosłego ubrania, że miało krótkie spodenki. Bo pierwsze długie spodnie, takie jak nosili dorośli, dostałem dopiero, gdy byłem już licealistą.

Nie inaczej było w chłodnych i zimnych porach roku, kiedy to do spodenek dodatkowo nosiło się jasne, beżowe bawełniane pończochy w prążki, zwane wtedy patentkami. Takie same pończochy nosiły nasze szkolne koleżanki, bo te "prawdziwe", ze sztucznego albo naturalnego jedwabiu, zarezerwowane były dla dorosłych kobiet. Pończochy były elementem stroju tak zwyczajnym i codziennym, że do dziś jakoś trudno mi dopatrywać się w nich skojarzeń, jakie tworzy się wokół nich obecnie, co widać w każdym, pierwszym lepszym "specjalistycznym" magazynie czy filmie. Jest tak może również dlatego, że gdy już zdarzyło się, że pokazało się, odsłonięte przypadkowo i na chwilę, miejsce gdzie rzeczona pończocha się kończyła, zazwyczaj towarzyszył temu mało apetyczny widok dramatycznego przeskoku od niczego sobie partii uda jeszcze uwięzionej w tej części garderoby, do wylewającego się powyżej jej granicy tłustego i białego ciała.

O dziwo - bawełniane rajstopy, zwane wówczas rajtuzami (czyżby od niemieckiego Reithosen?) robiono wyłącznie dla małych dzieci. Na dorosłych rajtuzy przeniosła dopiero brytyjska projektantka mody Mary Quant, dla której stanowiły one naturalne niejako uzupełnienie wymyślonej przez nią w latach 60. spódniczki mini. Spódniczka ta błyskawicznie dotarła i do Polski, tyle że początkowo bez rajstop, co sprawiło, że widoki jak wyżej opisany, bywały wtedy dość częste, szczęśliwie jednak minispódniczki nosiły głównie młode dziewczyny, a nie matrony.

Z czasem rajstopy tak się upowszechniły, że swym poprzedniczkom zostawiły rolę elementu ubioru mającego budzić dość jednoznaczne, czasem sięgające perwersji, skojarzenia, mimo że dla wielu są one ciągle i przede wszystkim niczym więcej jak symbolem czystej, wyszukanej elegancji.

Miały jednak pończochy i zastosowania uboczne i to czysto techniczne. We wszystkich podręcznikach dla kierowców pisano, i uczono na kursach, że pończochą można doraźnie zastąpić zerwany pasek klinowy w samochodzie. Wymagało to jednak obecności pasażerki i pewnej z jej strony ofiarności. Mam jednak wątpliwości, czy kontynuowanie jazdy w tych warunkach było całkiem bezpieczne, bo pończocha z pewnością w nowej roli wytrzymała, ale uwagę kierowcy mogła przecież zaprzątać powstała w ten sposób, swoista asymetria w stroju towarzyszki podróży i myśl o tym, jakby tu czynnie pomóc w naprawie sytuacji.

Były jeszcze robione z pończoch siatki do łowienia dafnii i osłony na mikrofony. I to zamykałoby naszą listę, gdyby do sprawy nie włączyły się - a jakże - nasze ulubione komputery.

Skarżył się więc niedawno w informatycznym programie BBC jakiś mieszkaniec Półwyspu Indochińskiego, że korzystanie z komputera utrudniają mu małe jaszczurki, które włażą do zasilacza i powodują tam zwarcia. Nikt w redakcji BBC za bardzo nie wiedział, co mu poradzić, aż tu, po kilku tygodniach, odezwał się jakiś Filipińczyk, który miał ten sam problem. Wyjął on i dorobił mu swoisty pokrowiec z matczynej pończochy, co nie utrudnia specjalnie zasysania i wydmuchiwania powietrza chłodzącego, uniemożliwia jednak skutecznie penetrację wnętrza przez jaszczurki.

Ot, i cała w tym nasza, komputerowa perwersja.


TOP 200