Komputer Doriana Graya

Ostatnio w nieinformatycznym towarzystwie wymknęło mi się następujące zdanie: "ten smartfon ma już dwa lata, muszę go odesłać na emeryturę i kupić nowy". Wywołało to kilka oburzonych komentarzy, wychodzących bądź to z przesłanek ekonomicznych ("stać cię Kuba na takie wywalanie pieniędzy?"), bądź to ekologicznych ("i znowu zaśmiecasz planetę!").

Prawdą jest, że zabawki informatyków starzeją się stosunkowo szybko. Nikt ich nie naprawia, praktycznie nikt nie sprzedaje używanego, kilkuletniego sprzętu - nie byłoby zresztą nabywców. Oddajemy je dzieciom, częściej - wrzucamy do najgłębszej z szuflad ("bo kiedyś pewnie się przyda"). Ale prawie nigdy nie pozbywamy się ich na dobre. Czy ktoś kiedyś zastanawiał się dlaczego?

Zdradzę w tym miejscu wielką tajemnicę informatyków. Otóż nasz gadżet spełnia rolę portetu Doriana Graya. Przypomnę: fabuła powieści Oskara Wilde mówi o pięknym, ale nikczemnym młodzieńcu. W młodości słynny malarz maluje jego portret, a on wypowiada życzenie, by to obraz a nie on się starzał. Mijają lata, on łamie serca, krzywdzi innych, wreszcie popełnia morderstwo - a wszystko to nie pozostawia na nim śladu. Zamiast niego postać na portrecie zmienia się na gorsze.

Nasza zawód wymaga ciągłej świeżości umysłu oraz sił witalnych. Rozwiązujemy skomplikowane, abstrakcyjne problemy w warunkach stresu. Musimy mieć mądrość, doświadczenie i rozwagę ludzi dojrzałych, jednocześnie nie tracąc błyskotliwości, szybkości działania i skłonności do podejmowania ryzyka - cech osób młodych. Na co dzień podejmujemy decyzje, od których zależy przyszłość naszych przedsiębiorstw. Jeśli będą prawidłowe, nikt ich nawet nie zauważy; jeśli popełnimy błąd, konsekwencje spadną nie tylko na nas, ale wielu innych.

Bierzemy to wszystko na własne ciało i duszę. Udźwignąć ten ciężar możemy tylko w jeden sposób. Każdy z nas ma urządzenie, które "przejmuje" stres i zmęczenie. To ono cierpi, kiedy my nie możemy; to ono bierze na siebie wszystkie złe emocje i trudne decyzje. To dzięki niemu my możemy ciągle być skupieni i wydajni, by budować i utrzymywać środowisko informatyczne naszych przedsiębiorstw. Nic dziwnego, że takie urządzenie po dwóch-trzech latach jest wrakiem i musi odejść na emeryturę, byśmy my sami mogli utrzymać formę.

Czy teraz łatwiej zrozumieć dlaczego tak kochamy nasze zabawki, dlaczego dbamy o nie i tak przeżywamy, gdy w końcu przyjdzie ich czas? To po prostu zwierciadło naszej prawdziwej duszy, historia naszych zmagań; sukcesów i porażek.

A jeśli ktoś chce wiedzieć, dlaczego stare urządzenia nigdy nie wędrują do śmieci, niech przeczyta zakończenie powieści Oskara Wilde.


TOP 200