Kolorowa śmierć lampy

Pracując z komputerami przyzwyczajamy się, że co roku są one szybsze, mniejsze i pojemniejsze, nieco jak w zawodach olimpijskich a rebours. Dla przypomnienia, szczytne hasło nowoczesnych olimpijczyków brzmi ''Citius, Altius, Fortius'' (łac. szybciej, wyżej, mocniej).

Pracując z komputerami przyzwyczajamy się, że co roku są one szybsze, mniejsze i pojemniejsze, nieco jak w zawodach olimpijskich a rebours. Dla przypomnienia, szczytne hasło nowoczesnych olimpijczyków brzmi ''Citius, Altius, Fortius'' (łac. szybciej, wyżej, mocniej).

Co do wyżej, to można powiedzieć, że mały wyżej zalezie. Całkiem do niedawna w tym olimpijskim wyścigu jeden element komputerów pozostawał stały. Była nim lampa katodowa. Oczywiście zmieniła nieco swoją rolę, bo ze strażniczki bitów w pierwszych komputerach lampowych przekształciła się w ich wizualizatorkę. I tak już zostało na lat pięćdziesiąt.

Pamięć ludzka jest zawodna. Wydawałoby się, że kto jak kto, ale świadkowie i uczestnicy (r)ewolucji powinni wiedzieć co i kiedy wydarzyło się. Mało ludzi pamięta zapewne z własnego życia moment wynalezienia diody lampowej, czyli rok 1904. Trioda zaś to rok 1906 - zapewne więc powinniśmy świętować stulecie technologii komputerowej. Pierwszy komputer lampowy ENIAC powstał jednak dopiero w roku 1946 - okres, który dobrze pamięta jeszcze wielu żyjących ludzi. Niestety, powiedzenie, że ktoś kłamie jak naoczny świadek nie jest głęboką metaforą, choć elegancko należałoby powiedzieć "konfabuluje jak użytkownik komputera".

Pod choinkę dostałem książkę Andrzeja Krzywickiego "Diabelski młyn", wyd. Czytelnik 2005. Dowiedziałem się z niej, że autor wspomnień pod koniec roku 1963 wyjechał z Polski na stałe. Na stronie 116 informacja: "...pracowaliśmy z Olegiem na CERN-owskim komputerze. Z dzisiejszej perspektywy ten komputer wygląda żałośnie. Zajmował masę miejsca. Pracował na lampach, które się ciągle przepalały. Program trzeba było przedziurkować na kartach. Liczył rozpaczliwie powoli, wolniej niż obecne kalkulatory kieszonkowe". Mocne słowa. Niestety, chyba nieprawdziwe i to z wielu powodów.

Wiadomo, że w roku 1964 europejskie laboratorium fizyki CERN wymieniło tranzystorowy komputer IBM z serii 7090 na tzw. sedesa, czyli CDC 6600, patrzhttp://ref.web.cern.ch/ref/CERN/CNL/2001/001/mainframes/ . Tak więc jest mało prawdopodobne, aby syn słynnej gorszycielki (polecam ciekawe wspomnienia Ireny Krzywickiej, choć nie ma w nich nic o komputerach) wykonywał swoje obliczenia na lampowym komputerze, bo takowych już od dawna w Genewie nie używano.

Niedokładna jest też informacja o szybkości komputerów z początku lat sześćdziesiątych. Otóż IBM 7090 (skonstruowany w roku 1959) miał słowo 36-bitowe z cyklem 2 mikrosekundhttp://www.frobenius.com/7090.htm . Dziś powiedzielibyśmy, że miał zegar 2,25 MHz w przeliczeniu na 8-bitowe słowa. Zastępujący go CDC 6600, zapewne używany do obliczeń przez Krzywickiego, miał słowo 60-bitowe i zegar 100 nanosekundhttp://www.ddj.com/documents/s=1493/ddj0005hc/ , a więc w przeliczeniu na słowa 8-bitowe zegar około 75 MHz, zbliżony do komputerów osobistych z lat 90. Dzisiejsze kalkulatory, jak na przykład model HP 33shttp://www.hp.com/calculators/scientific/33s/specs.html , wykorzystują procesory typu 8502 z zegarem 2 MHz przy słowie 8-bitowym.

Na świecie nic nie jest wieczne, więc i monitory z bańką szklaną stają się rarytasemhttp://www.computerworld.pl/news/85405.html . Zresztą nie ma żadnego powodu, aby je dalej produkować, bo jakość kolorów zapewniona przez doskonałe luminofory może być uzyskana także w panelach FED, por.http://www.manep.ch/en/technological-challenges/nanotubes.html . Za kilkadziesiąt lat ktoś napisze we wspomnieniach, że w roku 2006 korygował kolor zdjęć na monitorze, który strasznie je przekłamywał. I nikt nie zaprotestuje.


TOP 200