Jubileusz, czyli po co piszę

Ani się obejrzałem, a tu kolejny jubileusz - 250 felietonów w sześć lat. Martwiłem się nieco, że znowu będę musiał pisać właściwie bez tematu, ale i tym razem Czytelnicy CW nie zawiedli. A w każdym razie jeden z nich. Oto co do mnie napisał (pisownia oryginalna):

Ani się obejrzałem, a tu kolejny jubileusz - 250 felietonów w sześć lat. Martwiłem się nieco, że znowu będę musiał pisać właściwie bez tematu, ale i tym razem Czytelnicy CW nie zawiedli. A w każdym razie jeden z nich. Oto co do mnie napisał (pisownia oryginalna):

"Panie Kubo!

Na samym początku czytałem Pana felietony z pewną przyjemnością, jednak ostatnimi czasy równie dobrze mógłbym zajrzeć do pisma niezwiązanego z komputerami i przeczytać podobne abstakcyjne wywody. Nie wydaje mi się, aby mógł się Pan równać ze Stanisławem Tymem, który jest jedyny w swoim rodzaju. Niestety pana FELIETON na temat końcówek w imionach skojarzył mi się z Panem Tymem jednoznacznie.

Uważam, ze jeśli zamierza pan odwałać pańszczyznę i "czesać" za to kasę, to niech pan sobie podaruje.

Computerworld jest czasopismem dla menedżerów i infromatyków (jak głosi podtytuł), nie zaś dla osób, które znają się takiej tematyce od wczoraj. Jeśli Pan tego nie zrozumie, to zapewne następnym razem będzie się pan rozwodził nad tym jak to wspaniale, że w Netscapie jest przycisk Reload, a poza tym powinien się nazwywać Refresh, a w ogóle to jak to przetłumaczyc na język polski i czy na przykład dobrym słowem nie było >przerefreszodsięzaładownica<.

Takie pisanie - wstyd.

\No regards

Maciej K."

Muszę się przyznać, że list Czytelnika szczerze mnie zasmucił. Po pierwsze, tematy które mi proponuje, wyczerpałem już wiele lat temu, walcząc o dobry polski język, nie tylko komputerowy. Jak widać wokoło - bez skutku. Po drugie, porównanie z Tymem jest dla mnie zaszczytem, ale chybionym, bo moimi mistrzami byli Kisiel oraz Głowacki. Szczególnie odwrotka tego ostatniego jest dla mnie ulubionym chwytem stylistycznym. Niestety, w czasach bez cenzury, a raczej z autocenzurą (pozdrowienia dla RedNacz), w praktyce można wszystko wprost napisać. Także miły list do mnie z serdecznymi pozdrowieniami.

Zachęcony przez Czytelnika postanowiłem zrobić analizę powodów mego pisania. Samemu trudno jest być sędzią w swojej sprawie, wybrałem się więc po poradę do najsurowszego krytyka mej pisaniny. Do żony. Bez wahania powiedziała: "Piszesz, bo lubisz, jesteś grafomanem, jesteś próżny, masz sprawy do załatwienia i chcesz zarobić". W tej kolejności. Wydaje mi się, że ani nic ująć, ani nic dodać. A skoro redakcja drukuje, to znaczy, że pisanie to sprzedaje siebie i CW. Taka niestety jest w dzisiejszych czasach rola felietonistów: nie zbawiamy już świata, tylko załatwiamy jakieś drobne, małe sprawy.

Sądząc z listu mego Czytelnika, felieton pod tytułem "Sz. Pani..." wzburzył go znacznie - napisał do mnie od ręki, nawet

nie poprawiając błędów. Tyle, że w miesiąc po ukazaniu się felietonu.

Nie całkiem widać jeszcze umarłem. Bowiem dla felietonisty nie ma nic gorszego niż milczenie odbiorców. Chętnie usłyszałbym więcej słów krytyki. Wszystkie felietony z CW są dostępne w moich prywatnym archiwum,http://www.tatarkiewicz.com.

Czytelników zainteresowanych wynikami jubileuszowego konkursu ogłoszonego jakiś czas temu śpieszę poinformować, że ze względów produkcyjnych (felietony piszę z wyprzedzeniem) ogłoszenie przyznanych nagród nastąpi w terminie późniejszym. Ale gry KUBA już zakupiłem!