Jakość dla małych i średnich

Trzy tygodnie temu pisałem, że jednym z pożytków płynących z recesji jest to, że firmy informatyczne coraz większą uwagę zwracają na jakość swoich produktów i procesów, gdyż zorientowały się, że bez usystematyzowania tych dwóch rzeczy nie są w stanie osiągnąć dobrych wyników sprzedaży. Na nic praca handlowców, na nic nowe reklamy w gazetach, na nic pracowicie pielęgnowane relacje z klientem, jeżeli nie zadbano o jakość.

Trzy tygodnie temu pisałem, że jednym z pożytków płynących z recesji jest to, że firmy informatyczne coraz większą uwagę zwracają na jakość swoich produktów i procesów, gdyż zorientowały się, że bez usystematyzowania tych dwóch rzeczy nie są w stanie osiągnąć dobrych wyników sprzedaży. Na nic praca handlowców, na nic nowe reklamy w gazetach, na nic pracowicie pielęgnowane relacje z klientem, jeżeli nie zadbano o jakość.

Na ten problem istnieje znana odpowiedź: system jakości. Firmy informatyczne na ogół wdrażają jeden z dwóch systemów: ISO 9001 albo CMM. Każdy z tych systemów ma jednak swoje wady, o których trzeba jasno powiedzieć. System ISO 9001 jest bardzo ogólny i w ostatnich latach się rozpowszechnił, choć określenie "zdewaluował" byłoby chyba właściwsze. CMM to co innego. To standard wymyślony przez Amerykanów dla firm wykonujących zlecenia głównie dla rządu - przede wszystkim dla dużych firm.

Oba standardy umiarkowanie przystają do polskich realiów. Po pierwsze i najważniejsze, są bardzo drogie. Wdrożenie ISO 9001 w średniej wielkości firmie to, lekko licząc, wydatek kilkudziesięciu albo wręcz stu kilkudziesięciu tysięcy złotych. CMM jest jeszcze droższy - ceny certyfikacji (assessment) zaczynają się od kilkunastu tysięcy dolarów, nie mówiąc o kosztach przygotowania i wdrożenia CMM na przynajmniej drugim poziomie.

Tymczasem realia polskich przedsiębiorstw są nieco inne. To firmy zatrudniające kilkanaście osób, z przychodem poniżej miliona złotych rocznie. Jak trafnie zauważył prof. Jerzy Nawrocki z Politechniki Poznańskiej, tych firm po prostu nie stać na wdrożenie praktyk CMM lub ISO, nie mówiąc o certyfikacji. A przecież dobrze byłoby, gdyby mogły wykazać się przed swoimi klientami posiadaniem jakiegoś standardowego, podstawowego systemu jakości. Może po prostu taki system powinny zaprojektować same?

Wydaje mi się, że najprostszy mógłby obejmować inżynierię wymagań, planowanie procesu i zarządzanie nim, kontrolę jakości oprogramowania oraz zarządzanie konfiguracją. Ponadto mógłby także zawierać zbieranie miar oraz definicję procedur i procesów, przede wszystkim związanych z podejmowaniem decyzji i obsługą błędów, bo one są najważniejsze w firmie informatycznej.

Oczywiście system jakości powinien być opisany w książce dostępnej za niewygórowaną opłatą albo wręcz za darmo, w Internecie. Kto by chciał, wdrożyłby taki system na podstawie opisu, kto inny mógłby wynająć do tego zewnętrznych konsultantów. Niezależna (powtarzam: NIEZALEŻNA) organizacja mogłaby przyznawać firmom certyfikat, którym one następnie mogłyby się legitymować przed swoimi klientami. Certyfikacja kosztowałaby 5-10 tys. zł. Przypomnę, że fundusz PHARE finansuje zamierzenia związane z jakością zarządzania, rzeczywisty koszt może więc być jeszcze niższy.

Szczegóły takiej inicjatywy musiałyby powstać oczywiście podczas "burzy mózgów" w gronie specjalistów z dziedziny zarządzania i informatyki z przedsiębiorstw i uczelni. Potem trzeba przeprowadzić kilka projektów pilotażowych, zebrać wnioski, uaktualnić system i wtedy dopiero go opublikować.

Nie ma jednak sensu tego robić, jeżeli ze strony samych firm nie będzie odzewu. Jeżeli chcą Państwo się wypowiedzieć, czy taka inicjatywa ma sens, zapraszam na stronęhttp://ebit.pl/system_jakosci, gdzie znajdą Państwo prostą, internetową sondę, zawierającą tylko jedno pytanie z dwiema możliwymi odpowiedziami. Proszę odpowiedzieć na nie, a będzie wiadomo, czy jest zapotrzebowanie na taki system.


TOP 200