Jaka czarna płyta?

Trzeci już (i szczęśliwie ostatni) raz zajmujemy się tu sprawą przenoszenia nagrań do komputera. Z tego, co miało być jednym tekstem, zrobił się tryptyk, a główny temat, czyli czarna płyta, odpłynął nam powoli gdzieś w dal.

Trzeci już (i szczęśliwie ostatni) raz zajmujemy się tu sprawą przenoszenia nagrań do komputera. Z tego, co miało być jednym tekstem, zrobił się tryptyk, a główny temat, czyli czarna płyta, odpłynął nam powoli gdzieś w dal.

A jest tak dlatego, że przekształcenie nagrań z tychże czarnych płyt w wersję cyfrową jest, jak nam wynikło, złożoną specjalnością samą w sobie, a zorganizowane ich przechowywanie w komputerze, to zupełnie inna sprawa. Postanowiłem więc zacząć niejako od końca i najpierw zatroszczyć się o sam magazyn, a dopiero potem o to, co i jak w nim składować.

Ponieważ nie przepadam za instalowaniem programów na próbę, bo zawsze coś po tym pozostaje, najpierw przeprowadziłem rodzaj badania opinii, czyli poczytałem co o tym i tamtym oprogramowaniu sądzą inni.

Wyszły mi z tego dwie konkluzje: nie znajdę raczej czegoś gotowego, zgodnego z moimi życzeniami, a z tego co jest dostępne bezpłatnie, najlepsze są iTunes (na mojej "krótkiej liście" pozostały MusicMatch i Audible Manager).

Dlaczego bezpłatnie? Nie dlatego, bym żałował tych 20 - 30 dolarów na jakiś shareware, tylko ponieważ mam obawy, do czego jeszcze wykorzysta numer mojej karty płatniczej jakaś nieznana firma i co jeszcze tajemnego potrafi robić (bez mojej wiedzy) kupiony od niej program.

Mój wybór padł na iTunes bynajmniej nie dlatego, że dobrze współdziałają z urządzeniem iPod, bo takowego nie mam i w ogóle nie jestem zwolennikiem tzw. muzyki w drodze.

Jaka czarna płyta?

No więc mam działające iTunes for Windows (!) i przystępuję do prób. Podstawowe kategorie umożliwiające porządkowanie to: gatunek muzyki, wykonawca i tytuł utworu, a także - tytuł płyty. To, na czym mi zależało, czyli np. komplet: solista-dyrygent-orkiestra, można wpisać tylko pomocniczo w miejsce przeznaczone na tekst piosenki.

Aby od razu skomplikować programowi działanie, a jednocześnie łatwo i szybko sprawdzić jego podstawowe funkcje, wybieram do przeniesienia zestaw pięciu płyt CD, wydanych kiedyś przez Polskie Radio pod łącznym tytułem "Tamte prywatki". Utworów blisko setka, a ci sami wykonawcy - co ważne! - powtarzają się na różnych płytach.

Pierwsza płyta i pierwsze zaskoczenie: tytuły i nazwiska zapisano na płycie z tzw. polskimi znakami, których iTunes nie rozpoznają i zapisują w swym katalogu jako "krzaczki". Co gorzej - każdy utwór trafia na dysk jako osobny plik (MP3 lub WAV - do wyboru) z tymi samymi "krzaczkami" w nazwie. No i trzeba żmudnie poprawiać z klawiatury - najpierw w katalogu iTunes, potem - nazwy plików w Windows, a potem jeszcze - jedno z drugim łączyć, bo pierwotny związek między nimi w wyniku tej operacji jakoś zaginął.

Na kolejnej płycie nie ma polskich liter, więc znowu trzeba poprawiać ręcznie, bo inaczej będziemy mieć wykonawców Młynarskiego i Mlynarskiego. Na dalszej płycie producent w ogóle zaniedbał dodania informacji, więc utwory wchodzą do katalogu jako track 01, track 02 itd., a pole wykonawcy zostaje puste, więc kolejny raz trzeba poprawiać. Na dodatek w tytułach płyt z tego zestawu brak konsekwencji, więc i tu trzeba samemu zaprowadzać porządek.

Oprócz polskich, do iTunes ręcznie dają się poprawnie wpisywać hasła m.in. francuskie, włoskie, niemieckie i rosyjskie. Skoro tak - no to idziemy na całość i dajemy systemowi płytę rosyjską. Pada na "Chór Aleksandrowa", gdy jednak w polu tytułu zamiast "jar~xa" pojawia się "Katyusha", ta próba przedwcześnie się kończy.

Zestaw płyt Polskiego Radia, który posłużył do tych prób, pochodzi z roku 1998 i od tego czasu grzecznie pozostawał w nienaruszonym opakowaniu z folii. Nader dobrze wróży to potrzebie pracochłonnego przedsięwzięcia, którym od trzech tygodni tu się zajmujemy.


TOP 200