Jak za dawnych lat

W pewnym niezbyt zaawansowanym wieku człowiek dochodzi do epokowego wniosku, że powierzchnia i objętość mieszkania są ograniczone i znalezienie ukrytych w nim prezentów jest tylko efektem konsekwentnego przeczesywania wszystkich jego zakamarków.

W pewnym niezbyt zaawansowanym wieku człowiek dochodzi do epokowego wniosku, że powierzchnia i objętość mieszkania są ograniczone i znalezienie ukrytych w nim prezentów jest tylko efektem konsekwentnego przeczesywania wszystkich jego zakamarków. Potem największy problem jest z tym, aby - rozpakowując prezenty na tle choinkowych lampek - najmniejszym gestem twarzy nie zdradzić braku zaskoczenia, a nawet dodatkowo zaskoczenie to zwiększać. W każdym razie proceder ten niewinny uprawiałem dla zaspokojenia swej diabelnej ciekawości przez kolejne lata, a ojciec (ojcowski nos) wynosił je w coraz bardziej odległe miejsca. Wraz z tym powiększał się krąg miejsc, którymi byłem zainteresowany. W ten sposób, nie ukrywam, gwiazdka wydłużała się do trzech, czterech tygodni i miało to duże zalety.

Mieszkałem swego czasu w dużej, przedwojennej kamienicy, za sąsiadów mając rodzinę, w której pięcioro starszych ode mnie braci wychowywanych było. Instrumentem wychowawczym numer jeden była wisząca w przedpokoju ususzona noga sarny, osadzona na wiotkim kiju, zakończona estetycznym kopytkiem. Bracia owi gwiazdkę przeżywali także na długo przed pojawieniem się pierwszej gwiazdy na niebie. Tego pamiętnego roku dotarliśmy w poszukiwaniu skarbów na strych rozmiarów jak ze cztery domy. Na czymś w rodzaju półki podczepionej do komina natrafiliśmy na zestaw licznych kartonów. Od tego dnia, każdą wolną chwilę spędzaliśmy na zabawie mechaniczną kolejką. Pomykały osobowe i towarowe pociągi między pajęczynami, nieustannie testowane na utrzymanie się na torach, na coraz to wymyślnych zakrętach. Pomykały, aż jeden z braci kontrolujący ruch z wysokości belki stropowej stracił równowagę i wywołał katastrofę. To była największa katastrofa kolejowa, jaką przeżyłem w życiu. To była katastrofa, którą można by porównać do rozbicia przechowywanego na mikołajowy prezent najlepszego z dostępnych dziś komputerów PC, taka była na owe czasy wartość unicestwionej kolejki. I mimo że koledzy/bracia odczuli katastrofę na własnym ciele, a mnie uratował fakt, iż nie była to niespodzianka dla mnie, niczego to katastroficzne wydarzenie nas nie nauczyło. Dalej z początkiem każdego grudnia rozpoczynały się łowy.

Którego grudnia się to skończyło, nie wiem, wiem natomiast, że dziś dokładnie takie samo zachowanie, dodam, że pochwalane przeze mnie zachowanie, obserwuję u dzieci. Widać ta gorączka długich grudniowych wieczorów wyzwala w młodych ludziach niepohamowaną ciekawość. Inną jest sprawą, że jest to ciekawość do coraz ciekawszych rzeczy, bo komputer np. to ciekawa jest rzecz. Ja mam nadzieję natomiast, że mój brak ciekawości to nie jest jakaś trwała zmiana i że jest to czasowy brak ciekawości, bo bardzo mi się podobały młodzieńcze lata. Spoważniałem, innymi słowy, tylko na chwilę i rozmyślanie nad prezentami nie rozprasza mnie nad książką tylko przejściowo. Bo gdyby to było spoważnienie na poważnie, to aż strach pomyśleć, co myślą o mnie dzieci. Pomyśleć mogą, że ja np. całkiem poważnie przejąłem się elektronicznym biznesem i - co gorsza - pomyśleć mogą, iż nie ma dla mnie ratunku, taki już poważny jestem. Martwi mnie, że to może być nawet prawda, bo zachowanie innych dorosłych pokazuje, iż mogą mnie właśnie tak traktować, traktować jak poważnego człowieka, bo z biegiem lat dostaję coraz skromniejsze prezenty pod choinkę. Tymczasem chciałbym z upływem lat dostawać pod choinkę prezenty coraz większe. I to by jednak oznaczało, że całkiem jeszcze nie spoważniałem, czego i Państwu życzę w Nowym Roku!


TOP 200