Jak przełamać ministerialny impas

Pisałem tu już o naszym systemie podatkowym, o jego niedojrzałości i wadach, o tym, że sami ludzie biznesu, a już zwłaszcza komputerowego, powinni być zainteresowani w analizie i konstrukcji czegoś na poziomie wymagań epoki. Cała zaś prasa nie raz wywnętrzała się, i słusznie, nad ministerstwem finansów, które zawarło kontrakt z firmą Bull na informatyzację tegoż systemu.

Pisałem tu już o naszym systemie podatkowym, o jego niedojrzałości i wadach, o tym, że sami ludzie biznesu, a już zwłaszcza komputerowego, powinni być zainteresowani w analizie i konstrukcji czegoś na poziomie wymagań epoki. Cała zaś prasa nie raz wywnętrzała się, i słusznie, nad ministerstwem finansów, które zawarło kontrakt z firmą Bull na informatyzację tegoż systemu.

Ministerialni "hydraulicy", jak zwykło się w środowisku fachowców od zastosowań zwać fachowców od sprzętu, wydali nań olbrzymie pieniądze, a teraz komputery stoją na szafach w urzędach skarbowych. Stoją tak od kilku lat, zestarzały się moralnie na tyle, że należałoby je przeszacować znacznie poniżej ceny zakupu, pomijając wszelkie przeliczenia "w górę", odpowiednio do stopy inflacji (swoją drogą, w czyjeż one idą koszty własne?).

Stoi, co charakterystyczne, tych pudeł - za mało. W znanych mi urzędach skarbowych na jeden pokój z sześcioma paniami - jedno, dwa. Nie powiem, bo to już banał, jak i w jakich warunkach te panie pracują. Oglądamy pałace innych instytucji państwowych, szastających naszymi pieniędzmi na marmury i luksusy; ten resort, resort pieniędzy, traktuje swoich pracowników jak pomiotła. Sześć biurek na kilkanaście metrów kwadratowych i po kilkaset spółek do skontrolowania na jedną urzędniczkę, na domiar nędznie płatną. Nie ma żadnego, jak przed wojną (o czym tu już pisałem) towarzystwa skarbowców, czyli praktyków, które wydawałoby dla członków jakieś materiały informacyjne czy szkoleniowe i udzielało rad panom ministrom (ministry same wszystko lepiej wiedzą).

Nie piszę jednak, by raz jeszcze utyskiwać. Chodzi o rozpoznanie tego rynku, do którego z pozoru nikt nie może znaleźć klucza. Ministerialna bzdura zdaje się paraliżować wyobraźnię. Tymczasem poniektóre urzędy skarbowe, dzięki prywatnym kontaktom z informatykami, same już zaczęły sobie radzić. Jak to finansują, nie wiem; ale wiem, jak do tego ambarasu podejść.

Otóż wcale nie trzeba informatyzacji całego systemu podatkowego. Są zadania, które skomputeryzować można bez oglądania się na całość systemu - byle zapewnić jakiś interface z przyszłą całością. Co więcej, te właśnie zadania decydują o sprawności systemu podatkowego. I są to właśnie zadania tych obciążonych ponad miarę, lekceważonych przez resort pań.

Zadaniem ich jest analiza zeznania podatkowego. Nawet, jeśli nie będzie od początku czytników pisma drukowanego i ręcznego, jeśli będą one dane wprowadzały do komputera same, komputer może zdjąć z nich najtrudniejszą i najbardziej pracochłonną robotę - analizę danych zeznania.

Tego nie zrobią żadni analitycy ministerialni. Metodykę takiej analizy opracować można tylko w bezpośredniej współpracy z owymi właśnie paniami i ich bezpośrednimi zwierzchnikami, szefami urzędów skarbowych, praktykami, jak one. Tylko one i oni wiedzą naprawdę, jak ludzie mylą się przy wypełnianiu kwestionariuszy i jak analiza liczb pozwala wyłowić próby oszustwa, jakie proporcje między liczbami poszczególnych pozycji ujawniają, że coś jest nie w porządku.

Co więcej, logika tych porównań w sensie software'owym jest dość prosta, powtarzalna. Nawet, jeśli zmienią się z czasem, po jakiejś reformie, pozycje zeznania, pojawią się inne podstawy odpisów z tytułu ulg, mechanizm porównań będzie taki sam - kilka prostych operacji: czy "a" jest większe od "b", jeśli tak, to ile razy lub o ile, jeśli iloraz czy różnica jest większy (większa) o co najmniej "c", to... I tak dalej. Żadnych specjalnych, frymuśnych cudów. Można by nawet opracować sparametryzowany komplet takich procedur, do definiowania przez każdego z użytkowników - gdyby nie to, że tu akurat każdy użytkownik stoi w obliczu dokładnie tych samych zadań. Słowem, jest jakiś punkt startu, szansa przełamania impasu - i znów siłą własnej inicjatywy, bez oglądania się na chore ministerium.

A że przy okazji warto rozwinąć ruch na rzecz przekazania urzędów skarbowych gminom, o tym już nie mówię.


TOP 200