Jak nisko...

Sfera stosunków regulowanych przez protokół dyplomatyczny była zawsze ostoją dobrych obyczajów i wysokiej kultury stosunków. Toteż scena ze znanego kiedyś dowcipu, który usłyszałem podczas którejś lekcji, jeszcze w liceum, z pewnością nie mogła mieć miejsca w rzeczywistości. Sam dowcip jednak jest wart przypomnienia, mimo (a może właśnie dlatego) że zawarta w nim skala wartości, jakby się nam dziś odwróciła.

Sfera stosunków regulowanych przez protokół dyplomatyczny była zawsze ostoją dobrych obyczajów i wysokiej kultury stosunków. Toteż scena ze znanego kiedyś dowcipu, który usłyszałem podczas którejś lekcji, jeszcze w liceum, z pewnością nie mogła mieć miejsca w rzeczywistości. Sam dowcip jednak jest wart przypomnienia, mimo (a może właśnie dlatego) że zawarta w nim skala wartości, jakby się nam dziś odwróciła.

Do rzeczy więc: otóż, gdy Polska odzyskała niepodległość po pierwszej wojnie, funkcję premiera jej rządu pełnił przez czas jakiś Ignacy Paderewski, znany przede wszystkim jako wybitny pianista. Pewnego razu, na niwie dyplomatycznej, Paderewski spotkał premiera Francji. Ten, słysząc nazwisko Polaka, odrzekł, że zna pianistę, który tak samo się nazywa. Na to nasz rodak, że to właśnie on, we własnej osobie. - I tak nisko Pan upadł? - miał odrzec Francuz.

Dość dawno temu, w którymś z felietonów zajmowałem się lawiną spektakularnych upadków, jakie były udziałem nader licznych firm internetowych. Firm, które upadły tak szybko, jak powstały, zamieniając w nicość pieniądze udziałowców i ich nadzieje na szybkie i łatwe fortuny.

Jako przyczyny wymieniano kiepskie przygotowanie tych przedsięwzięć, brak doświadczenia biznesowego, a także - naiwność i niefrasobliwą rozrzutność zarządzających i właścicieli. Nie bez znaczenia była również niczym nieuzasadniona wiara w nieustający i coraz szybszy postęp, czego sztandarowym symbolem miało być kontaktowanie się ze światem głównie poprzez Internet.

Dziś wiemy, jak szybko ta iluzja się skończyła, mimo że niektóre jej akty trwały i tak zadziwiająco, jak na okoliczności, długo. Znalazły się jednak wśród nich i takie nieliczne przypadki, w których nie tylko nie wystąpiły znamiona upadku, a wyraźne były symptomy rozwoju. Towarzyszą im jednak nawroty do tradycji, skutkujące swoistym współistnieniem starego z nowym. Do zjawisk takich należy z pewnością np. zaskakujący powrót do tradycyjnej bankowości oddziałowej, gdzie klienci chętnie łączą dostęp na odległość z wizytami w placówkach bankowych.

Miało jednak być nie o próbach podfruwania, a o bardzo niskich upadkach.

Był sobie (i jest nadal) amerykański portal internetowy Lycos. Wcale niemały, bo siódmy w swoim kraju co do liczby odwiedzin i mający blisko 200 tysięcy płatnych użytkowników. Co go wyróżnia dodatkowo, to serwis Tripod, umożliwiający użytkownikom łatwe tworzenie stron sieciowych oraz popularny, internetowy magazyn techniczny o nazwie Wired.

W szczytowym okresie internetowego boomu Lycos został przejęty przez hiszpańską firmę Terra, której z kolei właścicielem w trzech czwartych jest główny hiszpański operator telekomunikacyjny - Telefonica. Terra nabyła wówczas portal Lycos za skromne 12,5 miliarda (!) dolarów.

Z powodu malejących dochodów i wiecznego deficytu, w kwietniu tego roku Telefonica postanowiła sprzedać ten portal, żądając zań "zawrotnej" kwoty 170 mln USD, w czym było jeszcze wynagrodzenie banku Lehman Brothers, mającego pośredniczyć w sprzedaży.

Przez kilka miesięcy oferta wzbudzała niewielkie zainteresowanie, aż w końcu znalazł się nabywca. Jest nim koreańska firma o nazwie Daum Communications, będąca m.in. operatorem internetowym i właścicielem innego portalu.

W Południowej Korei z Internetu korzysta 35 mln ludzi (na niecałe 50 mln ludności), a co trzeci z nich cieszy się dostępem szerokopasmowym, co jest rekordem światowym. Daum nie myśli jednak o swoich, lecz, kupując Lycos, chce zostać graczem globalnym.

Po dość długich negocjacjach, Daum kupił portal Lycos za mniej niż 1% tego, co zapłaciła zań kiedyś Telefonica, bo za 95 milionów dolarów.

Upadek to, czy przepadek?


TOP 200