Jak daleko do Berlina?

Jakoś tak na początku lat 70. (1972?), pojawiła się możliwość wyjazdów do NRD legitymując się na granicy tylko polskim dowodem osobistym. Wraz z nią uruchomiono pociąg pospieszny, który wczesnym rankiem wyruszał z Poznania do Berlina, by wrócić wieczorem, jeszcze tego samego dnia. Nie jest to przecież daleko, niecałe 250 km, czyli bliżej niż do Warszawy.

Pociąg, już klasy Eurocity, kursował w tej relacji jeszcze kilka lat temu. Teraz pociągi do Berlina jadą tylko z Warszawy i pierwszy dociera do celu koło południa. Kto chce pojechać wcześniej, musi kombinować i trzema osobowymi dojechać do Franfurtu nad Odrą, by dalej jechać tamtejszym regionalnym (pociąg co pół godziny, przez cały dzień), co razem zajmuje prawie 5 godzin. Ale to tylko w dni robocze, bo w soboty i święta zostaje podróż via Szczecin lub Gorzów, z wyjazdem o uroczej porze, czyli w okolicach trzeciej nad ranem - docierając do tego ostatniego, w zależności od kaprysu, odwagi i stopnia determinacji - albo pociągiem Terespol - Szczecin (znany od dawna jako "przemytnik") do Krzyża i dalej regionalnymi, albo autobusem.

W drogę powrotną z Berlina trzeba się udawać ostatnim w danym dniu Eurocity do Warszawy, wyjeżdżającym tuż po czwartej popołudniu, bo później to znowu tylko przez Szczecin.

Poprawę w tym względzie miała przynieść wspólna inicjatywa Wielkopolski i regionu Berlin-Brandenburg, zmierzająca do uruchomienia codziennego, taniego połączenia lokalnego, coś jak wspomniany tu na początku pociąg z lat 70. Na to jednak potrzebna jest zgoda rządu, którego resorty znalazły ileś tam powodów, by sprawę skutecznie zablokować. Pośród argumentów "na nie" (podaję za serwisem gazeta.pl) znalazły się takie kurioza, jak "osłabienie spójności terytorialnej kraju" (!), czy "marginalizacja portów lotniczych w Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie i Zielonej Górze". To ostatnie wynika z obawy przed lotniskiem Berlin Brandenburg International (BBI), czyli przekształcanym NRD-owskim Schoenefeld, na które i tak już kursuje codziennie z Poznania ileś tam autobusów i mikrobusów. Lotnisko to, mimo trwania budowy, cały czas działa jako Schoenefeld, a BBI ma być gotowy za dwa lata, z docelową liczbą 27 milionów pasażerów rocznie, czyli znacznie więcej, niż wszystkie lotniska w Polsce wzięte razem. Chyba zostanie nam szczelnie zamknąć granicę na Odrze i Nysie...

Władze podniosły również kwestię rzekomego dofinansowywania przewozów odbywających się za granicą państwa mimo, że my mieliśmy płacić tylko do niej, a dalej już sąsiedzi. Mało tego - są już precedensy: od dawna przecież kursują takie pociągi np. z Wrocławia do Drezna, z Zielonej Góry do Frankfurtu oraz ze Szczecina i Kostrzynia do Berlina. Dlaczego więc nie mogą z Poznania?

Działania te przypominają pod jakimś względem niedawne i niesławne próby kontroli i blokowania dostępu do Internetu i okażą się w końcu, równie jak tamte, nieskuteczne. Co w międzyczasie stracimy, jednak, na zawsze będzie nasze.

Całkiem niedawno, bo kilka tygodni temu, pięć województw Zachodniej Polski podpisało porozumienie o wspólnej strategii rozwoju, w którym mówi się o "programie operacyjnym dla Polski Zachodniej" i gdzie pojawia się też hasło komunikacji i społeczeństwa informacyjnego. Ważną częścią tej strategii jest m.in. zamiar równania do lepszych, czyli sąsiadujących rejonów Czech i Niemiec.

W wydanym przy tej okazji komunikacie czytamy też, że inicjatywa ta wpisuje się w utrzymanie polityki spójności Unii Europejskiej. Czyż nie jest to kolejna, jawna niemal, próba osłabienia integralności terytorialnej kraju? A może nawet cichy początek przygotowań do przyszłej secesji?


TOP 200