Inżynierowie

W dzisiejszych czasach określenie "inżynier" nie brzmi już tak dumnie jak przed wojną. Ba, nie brzmi nawet tak dumnie, jak brzmiało jeszcze za czasów komuny. Nastąpiła obecnie jakaś denominacja inżynierów, na co wpływ ma niski popyt na konstruktorów.

Inżynier z racji rzeczy powinien być konstruktorem (tak zwana twórcza odmiana inżyniera) lub dobrej klasy specjalistą zabezpieczającym procesy produkcyjne. Ponieważ mało się u nas obecnie konstruuje, a i produkcja według pozyskanych technologii też dosyć skromna, więc i wykorzystanie tej kadry takie sobie. W związku z tym, że większość technologii jest pozyskana z zagranicy, życie inżyniera jest coraz łatwiejsze, wymagając mniejszego wysiłku intelektualnego. Nie trzeba przeprowadzać skomplikowanych obliczeń ani nawet wyobraźni uruchamiać. W razie czego jest internet i wyszukiwarki. Nietrudno więc teraz "wyhodować" inżyniera w szkole wyższej o podłej reputacji bez zaplecza laboratoryjno-sprzętowego.

Czasami jednak polski inżynier obudzi się z letargu i coś wymyśli, i czymś zachwyci. Ciągle jeszcze powstają jakieś konstrukcje będące przejawem rodzimej myśli inżynierskiej. I to nie tylko w drogownictwie czy budownictwie. Bywają przecież subtelniejsze formy wyrazu, takie jak mechanika precyzyjna, robotyka czy wreszcie inżynieria biologiczna. Nieraz aż dziw bierze, jak sztuczny manipulator potrafi zastąpić utraconą kończynę. Widać, że wielu mamy młodych i zdolnych inżynierów, których ambicją nie było jedynie uzyskanie papieru z napisem "dyplom".

W przeciwieństwie do konstruktorów tworów materialnych, inżynierowie informatycy bujają gdzieś w obłokach, tworząc abstrakcyjne rozwiązania wykorzystujące nowe technologie i/lub przez te nowe technologie używane. Niemniej przeważnie daleko leżą one od zastosowań w produkcji czy sterowaniu procesów, więc jako taka wiedza inżynierska nie jest tu potrzebna. Tego rodzaju oprogramowanie (bo do tego najczęściej rzecz się sprowadza) wykona również matematyk - wystarczy, aby potrafił operować abstrakcją, w co w przypadku tych ludzi raczej nie należy wątpić.

Postrzeganie inżynierów przez laików obarczone jest atawizmem przypisującym inżyniera do pełnienia roli w twardej, materialnej rzeczywistości - tam, gdzie mamy do czynienia z żelazem, ogniem, wodą. Uproszczenie może być posunięte do tego stopnia, że ktoś będzie dopatrywał się inżynierskich umiejętności tkwiących w konserwatorze potrafiącym naprawić klamkę, kran czy zamocować to i owo. Właściciel firmy, w której zatrudniony jest Lokalny Informatyk, ma takie właśnie postrzeganie świata: w pracowniku fizycznym widzi inżyniera, a w swoim informatyku (który de facto jest inżynierem) widzi jedynie prostaka od komputerów. Może to wynikać z tego, że właścicielami firm są w dużej części ludzie biznesu, którzy nigdy nie zetknęli się z żadnego rodzaju inżynierią w praktyce, bo nigdy nie mieli do czynienia z zakładem produkcyjnym. Poza tym prawie każdy użytkownik, nie będąc inżynierem, posługuje się biegle komputerem i aplikacje umie instalować, a nowy kran to już nie każdy potrafi zamontować.


TOP 200