Intruz, łobuz oraz imprimatur

Kiedy zaczynałem pisać felietony do Computerworlda, w żaden sposób nie mogłem przewidzieć, że będę to robił przez następne pięć lat i że napiszę ich dwieście. Ba, gdyby mi Redaktor Naczelny powiedział, że mam napisać 200 tekstów, to pewnie z przerażenia w ogóle nie podjąłbym wyzwania. Tymczasem czas leci szybko i anim się obejrzał, gdy licznik wybił okrągły numer. Pomyślałem sobie, że ciekawe byłoby sprawdzić, jakież to reakcje wywołuje moje pisanie. Wpisałem "Tatarkiewicz" w przeszukiwarce sieciowej i zdałem się na los szczęścia.

Kiedy zaczynałem pisać felietony do Computerworlda, w żaden sposób nie mogłem przewidzieć, że będę to robił przez następne pięć lat i że napiszę ich dwieście. Ba, gdyby mi Redaktor Naczelny powiedział, że mam napisać 200 tekstów, to pewnie z przerażenia w ogóle nie podjąłbym wyzwania. Tymczasem czas leci szybko i anim się obejrzał, gdy licznik wybił okrągły numer. Pomyślałem sobie, że ciekawe byłoby sprawdzić, jakież to reakcje wywołuje moje pisanie. Wpisałem ''Tatarkiewicz'' w przeszukiwarce sieciowej i zdałem się na los szczęścia.

Myślałem, że jubileuszowy felieton będzie zawierał kilka pochlebnych cytatów, parę negatywnych oraz smutną dla autora konkluzję, że tak naprawdę mało kogo obchodzi moje walenie w klawiaturę. Jakoż udało mi się znaleźć na sieci dwa polskie cytowania:http://ajax.umcs.lublin.pl/~dybul/reklama.htm orazhttp://www.oaza.org.pl/INE98/html/t1557.htm, przy czym to drugie w dostojnym towarzystwie. Jeden razhttp://hacke.infinit.se/docs/voices/voice1.html poinformowano o mnie zagranicę, czego nigdy bym się nie spodziewał. Nie udało mi się znaleźć głosów negatywnych, więc nieco smutny przygotowałem się do stworzenia nudnego felietonu jubileuszowego, bo ropuchowy zachwyt nad samym sobą nie leży w moim stylu.

Tymczasem w tygodniu poprzedzającym napisanie dwusetnego felietonu dostałem list. Pozwalam sobie zacytować go w całości, bo jest nader symptomatyczny:

"To: [email protected]

From: Y. i Z. X.

Subject: mijanie się z prawdą w CW Nr 28/392

Szanowny Panie

Podobnie jak Pan pisuję (z synem) w IDG, z tą różnicą, że w NetWorldzie, znacznie obszerniej i - mam nadzieję - prawdziwie. Mam prawo żądać od Szanownego Pana uzasadnienia zwrotu, jakiego Pan użył w CW Nr 28/392 (ostatnim): "... a dziś nie tylko redaktor, ale i osoba dobrze znana w Watykanie. To prawie tak jakbym dostał list z papieskim imprimatur (??? - znaki moje)." Jeśli nie uzyskam satysfakcjonującej odpowiedzi, pozostanie Pan intruzem i łobuzem, z którym trudno będzie znaleźć się pod tym samym dachem IDG.

PS Powołanie się na koneksje nie należy do dobrego tonu. Z tych względów nie powołam się na swoje.

Y. X."

Odpisałem, że ks. Boniecki jest redaktorem Tygodnika Powszechnego (ostatnio nawet naczelnym) i osobą znaną w Watykanie, więc nie bardzo rozumiem, co mam uzasadniać. Nie otrzymawszy odpowiedzi na mój list elektroniczny, postanowiłem publicznie przeprosić panów X.

Rzeczywiście, zwrot "papieski imprimatur" ma ponurą historię. Kiedyś za jego brak palono na stosie. A potem już tylko umieszczano na indeksie.

Rozumiem więc, że w duchu gdańskiego kazania Jana Pawła II, cytuję: "Jesteśmy wezwani do budowania przyszłości opartej na miłości Boga i bliźniego" (5/6/99), już dziś postanowili panowie tworzyć podwaliny nowej Polski. Tym bardziej że - jak wykazują sondaże opinii publicznej przeprowadzone przez Demoskop - 93 proc. badanych uznało, iż nauka głoszona przez Papieża wywiera wpływ na postępowanie Polaków. Jak widać powyżej, naprawdę wywiera.

Pozostając więc "intruzem i łobuzem", co gorzej z koneksjami nie wiadomo gdzie, uprzejmie informuję, że nie muszą panowie znajdować się pod wspólnym dachem ze mną. Zamiast pisywać "obszerniej" wystarczy(ło) zacząć pisywać prawdziwiej. Listy.


TOP 200