Internetowa prawdomówność

W sieci można natknąć się na różnego rodzaju treści, co do których nie mamy pewności w kwestii ich prawdomówności. Wiadomo, że internet raczej nie odpowie wprost na pytanie, czy dana strona jest wiarygodna, więc wpisywanie w wyszukiwarce frazy „wiarygodna witryna” jest bezcelowe. Natomiast można ocenić to na podstawie pewnych jej cech i zachowań.

Zwrócono się do mnie prywatnie o wyrażenie opinii na temat strony siatkowka-trzebiechow.pl. Pytającym był przeciętny użytkownik, zachęcony wyraźnie dyskontowymi w stosunku do oficjalnych kanałów dystrybucji cenami oferowanych tam ciuchów. Jednak i w jego odczuciu witryna nie wyglądała zbyt uczciwie, dlatego chciał się ze mną skonsultować. Już na pierwszy rzut oka widać, że nazwa domeny pasuje jak pięść do nosa w kontekście sklepu internetowego. Ale cóż, czasami ludzie mają dziwną fantazję.

Zajrzawszy na witrynę, postarałem się wytypować najgorsze jej cechy. Na plan pierwszy wysuwa się brak nazwy własnej oraz brak adresu kontaktowego – stacjonarnego, mailowego czy telefonicznego. Kompletnie więc nie wiadomo, kto za tym stoi. Komunikacja ze stroną odbywa się tylko protokołem http, co już dostatecznie powinno odstraszać potencjalnych klientów, zwłaszcza że musimy przy okazji zakupu podać swoje dane osobowe i, co gorsza, dane karty płatniczej, bo nie akceptuje się tu innych metod płatności. I to powinno wystarczyć, aby nie brnąć dalej. Niemniej z czystej ciekawości podrążyłem nieco głębiej. Stwierdziłem, że koszty przesyłki ekonomicznej Pocztą Polską (jedyna opcja) wynoszą zawsze cztery złote, bez względu na to, ile rzeczy się zamówi. Wreszcie nieco dziwnie, bo prawie po polsku brzmiące, są opisy. Dla rozrywki polecam rozdziały koszty dostawy i FAQ. Jednym słowem, nie chcąc używać cięższego kalibru określeń, oceniłem, że witryna nie jest prawdomówna i należy omijać ją z daleka.

Przeciętny użytkownik raczej nie zadaje sobie trudu, ani też nie zna innych mechanizmów, którymi mógłby zweryfikować wiarygodność tego rodzaju serwisów. Zresztą myślę, że przedstawione wcześniej zarzuty dla każdego powinny być wystarczające. Sprawdzenie domeny za pomocą serwisu WHOIS nie daje odpowiedzi na temat jej właściciela. Dowiadujemy się, że domena została zarejestrowana przez firmę niemiecką, a serwis jest postawiony na serwerze w USA. W celu ustalenia reputacji strony można posłużyć się dodatkowo programem WOT (Web of Trust), instalowanym jako opcjonalny dodatek do przeglądarki, co w tym przypadku daje nikłe wyniki, bo domena istniejąca zaledwie kilka miesięcy nie ma żadnych opinii.

Nie wiem, ilu ludzi, jeśli w ogóle, dało się nabrać na ten tani chwyt. Zbyt tanio powinno zawsze wzbudzać podejrzenia, ale co począć, skoro okazja kusi.


TOP 200