Internetowa mozaika

Historia kołem się toczy, o czym świadczą liczne fakty z naszego życia. O ile odświeżania zleżałych wzorców mody odzieżowej wszyscy doświadczyliśmy, o tyle trudno sobie wyobrazić podobne zjawisko w nowych technologiach.

Historia kołem się toczy, o czym świadczą liczne fakty z naszego życia. O ile odświeżania zleżałych wzorców mody odzieżowej wszyscy doświadczyliśmy, o tyle trudno sobie wyobrazić podobne zjawisko w nowych technologiach.

Oczywiście powrót starego nigdy nie jest dosłowny, bo wówczas stalibyśmy w miejscu, imitując działania pseudorozwojowe. Raczej mamy do czynienia z nawiązywaniem do pewnych znanych z przeszłości wzorców i transponowaniu ich do nowocześniejszej formy. Tak też bywa czasami z nowym oprogramowaniem.

Niedawno pojawiła się wersja 2.0 przeglądarki Firefox. Tym razem wyjątkowo, ledwo się o tym dowiedziałem, od razu zainstalowałem ją na domowym komputerze. Jest to zjawisko w moim wydaniu o tyle rzadkie, że zawsze pozostaję w sensie praktycznym o wieki za wszelkimi nowinkami. Tym razem było inaczej, a może miałem po prostu chwilę czasu na zabawę. Ta wersja Firefoksa spisywała się na moim testowym zestawie witryn (posiadam takowy) zupełnie poprawnie, w przeciwieństwie do jej poprzednika, który z nieznanych mi powodów nie radził sobie z niektórymi odnośnikami. Ale mniejsza o szczegóły. Już w tej chwili ta przeglądarka wygrała u mnie ponownie z komercyjnym IE. Niniejszym muszę wyjaśnić, dlaczego użyłem określenia ponownie.

Gdy Internet stawiał pierwsze kroki, Microsoft nie oferował ani graficznego systemu operacyjnego, ani tym bardziej przeglądarek internetowych. Podstawą surfowania był terminal znakowy systemów uniksowych oraz tekstowa przeglądarka Lynx, zresztą dostępna i dzisiaj. Gdy pojawiły się graficzne okienka, jakoś nieporadnie było tym Lynksem się posługiwać, tym bardziej że w Internecie zaczęło robić się wesoło i kolorowo. Z pomocą przyszedł produkt graficzny NCSA Mosaic, wykonany na uniwersytecie Illinois w National Center for Supercomputing Applications (NCSA). Dalej idąc, od Mosaic wywodzi się przeglądarka Navigator firmy Netscape. Pierwotnie nazwą firmy rozwijającej tę technologię miała być właśnie Mosaic, lecz właściciel nazwy, uniwersytet w Illionois, nie wyraził na to zgody. Mozilla była nazwą wewnętrzną (kodową) Netscape

Navigatora, co powstało ze zlepka słów "Mosaic Killer". Mozilla w postaci uwolnionej, jako samodzielna przeglądarka, pojawiła się gdzieś w 1998 roku, by później po latach przepoczwarzeń i ewolucji objawić się w produkcie o nazwie . Po szczegóły tej historii warto sięgnąć chociażby do Wikipedii.

Przez lata, pracując w środowisku Windows, używałem przeglądarki Mosaic, a potem Netscape Navigatora. Jeszcze z początkiem naszego wieku do IE podchodziłem jak przysłowiowy pies do jeża. Jednak w pewnym okresie musiałem się przesiąść na IE, gdyż wiele stron WWW nie było poprawnie obsługiwanych przez Navigatora (później znanego jako Netscape Communicator) ze względu na brak kompatybilności między standardami. Gdy już zmieniłem środowisko na nowe, trudno było mnie z kolei przekonać do czegoś innego. Mój konserwatyzm w sferze narzędzi usługowych wynika z prostego wygodnictwa - po co zawracać sobie głowę czymś, co działa.

Teraz czuję, że chyba przyszedł wreszcie czas na zmianę, chociaż dla mnie cały czas największe znaczenie ma wartość informacyjna zawarta w zasobach internetowych aniżeli klienckie narzędzie, które w gruncie rzeczy jest tylko okienkowym interfejsem na świat.