Internet lokalny

Dobre intencje ale nieprzemyślana czy fatalna ich realizacja, to nieraz gwóźdź do trumny dla prowadzonego biznesu. A przynajmniej powód do zrywania boków ze śmiechu.

W firmie postanowiono iść z duchem czasu (a w zasadzie z powodu dosyć sporego opóźnienia podążać za duchem, gdyż ten zdążył się mocno wysforować do przodu) i skoncentrować się na stosowaniu nowych technologii w sferze obsługi klienta. Dyrekcja dosyć jasno klarowała swoje poglądy w tym zakresie, z których przebijała troska o dobro firmy, jak również o zadowolenie klienta. Jak to się nieraz mawiało: "dobro klienta, to nasze dobra". Różne natomiast były koncepcje na drogę wiodącą ku polepszeniu sytuacji. Nie bez kozery będzie stwierdzić, że spiritus movens tego działania stanowiła Wicedyrekcja, czyli szanowna małżonka samej Dyrekcji Głównej. Otóż małżonka raczyła w ostatnich czasach coraz częściej suszyć mężowi głowę, że ma już dosyć tych wakacyjnych wyjazdów na Wyspy Kanaryjskie, bo przez ile lat można ciągle jeździć na te durne wyspy. Tak więc małżonek poczuł się zobligowany do walki o lepsze jutro i lepsze lato dla swej połowicy. Zapewnienie spędzania wolnego czasu w warunkach luksusu wraz z chodzeniem do jaskiń hazardu wymaga po prostu stosownych nakładów finansowych. Aby zdobyć pieniądze, trzeba je ukraść, wygrać lub zarobić. Dyrekcyjna uczciwość, co się chwali, dopuszczała jedynie to trzecie rozwiązanie (chociaż druga opcja też była niezła, ale metoda pozostawała ciągle nieznana). Naczelną kwestią było więc, jak tu wydusić jeszcze trochę grosza z biznesu. Najlepiej wzbogacić go o jakąś wartość, która poprawi jakość usług świadczonych klientom. Ale jak to przeprowadzić w firmie, kiedy kadra jest jaka jest, a zakres merytoryczny coraz trudniej rozwijalny? Najlepiej więc postawić na osławiony Internet, bo jest to nowoczesne i zawsze (zdaniem Dyrekcji) musi przynieść profit. Klamka więc zapadła i postawiono na nowoczesność. Zamówiono więc specjalne oprogramowanie służące do rejestracji potencjalnych klientów poprzez Internet. Postanowiono także, że rejestracją przez Internet ma się zając kadrowa, która i tak się nudzi. Proces biznesowy tego zakresu działalności został pomyślany tak, że potencjalni klienci mieli zgłaszać się do kadrowej, która osobiście będzie ich w tym internetowym systemie rejestrować. Aby uzyskało to jeszcze bardziej profesjonalny wymiar, na drzwiach pokoju kadrowej pojawiła się dumnie brzmiąca winieta: Internetowy Dział Rejestracji Klientów, czynny w godzinach 9.00 -14.00, od poniedziałku do piątku. Lokalny Informatyk, ilekroć przechodzi koło tych drzwi, nadziwić się nie może i zawsze targają nim konwulsje śmiechu, co wskazuje, że jego odczucia pozostają zgoła odmienne aniżeli Dyrekcyjne powody do puszenia się z powodu nowatorskiego pomysłu.

Lokalny Informatyk zastanawia się teraz, jak Dyrekcja, w celu poprawienia jakości obsługi klienta, zacznie organizować transport dowożący ludzi do tego internetowego działu w celu osobistej rejestracji.


TOP 200