Interes stulecia

Tykanie zegara odmierzającego czas do feralnej daty 1 stycznia 2000 r. dobiega końca. Ten numer jest ostatnim, jaki będą Państwo mogli przeczytać przed Nowym Rokiem. Tym samym dobiegają końca wielomiesięczne, a czasem wieloletnie przystosowywania systemów informatycznych do przekroczenia magicznej bariery.

Tykanie zegara odmierzającego czas do feralnej daty 1 stycznia 2000 r. dobiega końca. Ten numer jest ostatnim, jaki będą Państwo mogli przeczytać przed Nowym Rokiem. Tym samym dobiegają końca wielomiesięczne, a czasem wieloletnie przystosowywania systemów informatycznych do przekroczenia magicznej bariery.

Nie wiem, czy należy się cieszyć z tego powodu, czy martwić. Nie wiem, co stanie się o północy, oczywiście poza wystrzeleniem korków od szampana i kanonadą petard. Ale co by się nie stało, informatycy zrobili interes stulecia. Jeżeli zawiodą kluczowe systemy (na co się nie zanosi), będziemy mogli powiedzieć światu: "Patrzcie, za mało pieniędzy wydajecie na informatykę i potem macie problemy". Jeżeli wszystko będzie działać gładko lub w miarę przyzwoicie, będziemy mogli powiedzieć: "Patrzcie, ocaliliśmy świat, musicie bardziej szanować informatyków". Tak czy owak, wychodzi na nasze.

Chodzi oczywiście nie tylko o prestiż, ale i wielkie pieniądze. Gartner Group szacowała łączną wartość światowych nakładów na rozwiązanie problemu roku 2000 na 600 mld USD. Same tylko polskie banki wyłożyły ponad miliard złotych, a TP SA połowę tej sumy. Zapewne za kilka miesięcy skrupulatni księgowi wyliczą, jaka była w rzeczywistości to kwota, a także jakie dodatkowe straty poniosły te przedsiębiorstwa i instytucje, które przygotowały się słabo albo wcale. Znaczna część tych pieniędzy, drogie Panie i szanowni Panowie, przepłynęła do kieszeni informatyków, czyli naszych.

Wzbogaciły się firmy audytorskie, które sprawdzały zgodność systemów w przedsiębiorstwach. Większe instytucje wyznaczyły odpowiedzialnego pracownika (czy wręcz zespół pracowników), którzy w pełnym wymiarze godzin zajmowali się tylko tym problemem. Niektórzy wykorzystali problem do sprzedaży dodatkowych pakietów albo wręcz przymuszenia klientów do całkowitej wymiany systemów informatycznych - tak na przykład zachowała się część producentów narzędzi klasy ERP. Z tych samych względów zapewne wielu posiadaczy starych komputerów zdecydowało się na całkowitą wymianę posiadanych zestawów na nowe. Obłowiły się firmy telekomunikacyjne, po łączach których miliony użytkowników popularnego oprogramowania ściągały kolejne zestawy poprawek zapewniające "tym razem już na pewno całkowitą" zgodność z Y2K. Wreszcie, wielkie pieniądze zrobiły media, najpierw umiejętnie podgrzewając atmosferę, a potem serwując mniej lub bardziej kompetentne wiadomości związane z tematem.

Gdy ciepło myślę o rzeszach menedżerów i programistów, którzy podejmowali decyzję o zapisie roku w dwóch cyfrach, zamiast czterech, spokój mój burzą tylko słowa prof. Władysława Turskiego. Na konferencji poświęconej problemowi roku 2000 powiedział on (cytuję z pamięci): Gdyby programiści konstruowali swoje programy tak, jak od wielu lat uczymy naszych studentów, do problemu nigdy by nie doszło. Myślę więc, że przeciętny informatyk ma też lekkiego kaca, bo interes stulecia zrobił tylko dlatego że on sam albo jego koledzy po fachu przejawili karygodne niechlujstwo.

Sądzę jednak, że wyrzuty sumienia powinni mieć nie tylko informatycy. Nie, żebym kogoś rozgrzeszał, ale nie tylko oni zawinili. Przyczyny problemu upatruję bowiem bardzo głęboko, bo w permanentnym kryzysie inżynierii oprogramowania. Ten zaś jest w znacznej mierze zawiniony przez użytkowników, ponieważ swo-imi pieniędzmi głosują oni za nowinkami, na dalekim miejscu stawiając jakość. I otrzymują dokładnie to, czego chcieli.

Życzę równie udanych interesów w Nowym Roku!


TOP 200