Infostradą na autostrady

Ten sektor rynku samochodowego rozwija się bardzo dynamicznie: sprzedaż samochodów w Internecie. Zarówno nowych, jak i używanych. Szacuje się, że w Ameryce, oczywiście w USA, co najmniej 5-10 procent aut z bieżącej produkcji sprzedaje się za pośrednictwem Internetu. Europa pozostaje, jak dotąd, daleko w tyle.

Ten sektor rynku samochodowego rozwija się bardzo dynamicznie: sprzedaż samochodów w Internecie. Zarówno nowych, jak i używanych. Szacuje się, że w Ameryce, oczywiście w USA, co najmniej 5-10 procent aut z bieżącej produkcji sprzedaje się za pośrednictwem Internetu. Europa pozostaje, jak dotąd, daleko w tyle.

Ale i tu zdarzają się już zaskakujące niespodzianki. Tak np. w Niemczech firma Opel oferuje trzy modele, przy czym do wyboru jest pięć kolorów karoserii oraz dwa rodzaje obić wnętrza samochodu, nie mówiąc o rozmaitych wariantach dodatkowego wyposażenia. Kto by jednak chciał obejrzeć u dealera samochód figurujący w katalogu jako Corsa [email protected], doznałby rozczarowania, z tym modelem bowiem można się zapoznać jedynie na stronie internetowej. Co prawda i tak transakcji trzeba dokonywać w salonie sprzedaży. Tego wymagają obowiązujące przepisy.

W Stanach Zjednoczonych działa kilka firm zajmujących się sprzedażą aut via Internet, ale jest charakterystyczne, że ci dealerzy nie są związani z jakimś określonym producentem. Ich obroty są przy tym wcale znaczące. Czołowe miejsce zajmuje Auto-by-Tel (w Internecie: www.autobytel.com), która sprzedaje co najmniej 30 tys. nowych samochodów miesięcznie. Trzy inne firmy - Autovantage, Microsoft Carpoint i Autoweb - mają na swoim koncie co miesiąc po 10 tys. sprzedanych aut. Interes funkcjonuje tak sprawnie, że zamówione auta często już na drugi dzień są podstawiane pod dom nabywcy.

Nic dziwnego, że kursy akcji wirtualnych dealerów samochodowych pną się nieustannie w górę, a znany miesięcznik ekonomiczny "Fortune" porównał ten sektor rynku z internetową sprzedażą książek i postawił pytanie, która z tych firm stanie się odpowiednikiem amerykańskiego nr 1 wirtualnego księgarstwa - słynnej amazon.com?

W Niemczech trudno jeszcze mówić o masowym kupowaniu aut przez Internet, który jest tam raczej tylko jedną z form marketingu. Własne strony informacyjne otworzyli więc wszyscy producenci, od BMW po VW.

Zainteresowani mogą na nich oglądać kolorystykę karoserii i wnętrza oraz rozmaite dodatki do standardowego wyposażenia. Fachowcy oceniają, że mniej więcej co dziesiąty Niemiec byłby gotów zastąpić wizytę u dealera kliknięciem komputerowej myszy, aby dokonać wyboru wymarzonego modelu.

Warto dodać, że powstały już internetowe kluby fanów określonych marek samochodów. Do jednego z takich klubów można wejść klikając: www.newbeetle.de. Chodzi oczywiście o typ beetle firmy Volkswagen. Ponad 80 tys. internautów prowadzi na tej stronie niekończące się rozmowy, oczywiście o zaletach (ale może i o wadach?) swego ulubionego modelu.

Wracając jeszcze do Ameryki... Koreański koncern Daewoo posunął się chyba najdalej w wykorzystywaniu Internetu w swojej strategii handlowej. Nie bez trudności, ale w końcu jednak uzyskał, na razie jedynie w Kalifornii, prawo sprzedaży samochodów bezpośrednio przez sieć, pomijając ogniwo dealerów.

Eksperci przewidują, że w Europie stanie się to możliwe już za dwa lata.

Jednocześnie rozwija się, i to nawet znacznie szybciej, internetowy rynek obrotu samochodami używanymi. W Niemczech na stronach WWW oferuje się już przeszło 200 tys. aut różnych marek i typów. Wystarczy jedno kliknięcie, by na ekranie monitora pojawił się w całej okazałości wybrany egzemplarz.

Interesujące, że właścicielem jednej z tych stron jest magazyn „Stern”, który pod hasłem www.stern.de/auto przedstawia chętnym 33 tys. pojazdów. Jest to jedna z największych ofert handlowych z tej dziedziny na niemieckojęzycznych stronach Internetu. Są, co prawda, jeszcze większe: mastercar.de dysponuje 60 tys. samochodów, autodrom.de - 44 tys., bmw.de - 35 tys. Niewiele mniej proponują ford.de (30 tys.) i volkswagen.de (27 tys.). Tą formą sprzedaży posługują się przeważnie osoby prywatne, ale z pośrednictwa Internetu korzystają również producenci samochodów - np. Volkswagen czy Opel - oraz wielcy dealerzy.

Autor artykułu w jednym z zeszłorocznych numerów wspomnianego tygodnika „Stern”, skąd pochodzą nasze informacje, zwrócił uwagę na charakterystyczną różnicę w podejściu Amerykanów i Niemców do kupna samochodu. Dla Amerykanów najważniejsza jest, jak twierdzi, cena: jeśli im tylko odpowiada, gotowi są dokonać transakcji niemal na ślepo. Tymczasem Niemcy są ostrożniejsi albo po prostu samochód jest dla nich wciąż jeszcze piękną zabawką i nie wyobrażają sobie zakupu bez uprzedniej obowiązkowej jazdy próbnej. Oraz, jak dodaje ten autor nieco złośliwie, bez starannego strzepnięcia kurzu z błotnika. Tu Internet okazuje się bezużyteczny.


TOP 200