Informatyka kontra wieszcz

W ostatnich dniach kilka razy nierozważnie włączyłem telewizor, żeby w wiadomościach usłyszeć biadolenie nauczycieli i różnych oświatowych urzędników, narzekających, że młodzież gimnazjalna ma czelność składać papiery do kilku szkół średnich po to, aby ostatecznie wybrać tylko jedną z nich.

W ostatnich dniach kilka razy nierozważnie włączyłem telewizor, żeby w wiadomościach usłyszeć biadolenie nauczycieli i różnych oświatowych urzędników, narzekających, że młodzież gimnazjalna ma czelność składać papiery do kilku szkół średnich po to, aby ostatecznie wybrać tylko jedną z nich.

Kiedy już szkoła ułoży listę rankingową, okazuje się, że połowa z nich woli inne liceum i listę trzeba układać od nowa. Dezorganizuje to pracę szkół, kuratorium i Bóg wie kogo jeszcze. Jeden z baronów oświaty był nawet uprzejmy powołać się na wieszcza, który kazał mierzyć siły na zamiary. Niechybny z tego wniosek, że składanie wielu podań do wielu szkół w nadziei, że do którejś przyjmą, to sprzeniewierzenie się wartościom literatury narodowej.

Wieszcz powiedział, rzecz święta; słowa wieszcza plus urzędnicza opinia - to mądrość do kwadratu i podważyć ją nie w ludzkiej mocy. Już wkrótce pewnie wejdzie w życie specjalne rozporządzenie minister Łybackiej, które ukróci nieodpowiedzialne praktyki gimnazjalistów. Każdy będzie mógł złożyć jedno podanie do jednej szkoły średniej, a jak go nie przyjmą, to won do tłuczenia kamieni. W końcu z byle powodu nie będą jacyś smarkacze psuć spokojnego letargu nauczycieli i oświatowych urzędników.

Słysząc słowa płynące z telewizora, myślę sobie, że nawet w tak prostej i oczywistej sprawie nikt nie wpadł na to, że problem znika, gdy zastosować do niego informatykę. Każdy z uczniów zgłasza np. pięć szkół (albo profilowanych klas w szkołach), do których chce się dostać, w kolejności, w jakiej mu one odpowiadają. Przy każdym uczniu zapisana jest liczba punktów, które uzyskał na egzaminie gimnazjalnym, a także moment zgłoszenia preferencji. Dla poszczególnej szkoły (klasy) wybiera się 30 osób z najwyższymi wynikami, a tam, gdzie liczba punktów z egzaminu jest jednakowa, decyduje numer danej szkoły na liście ucznia i moment zgłoszenia. Zapytanie w SQL, które realizowałoby taki przydział, wyglądałoby mniej więcej tak: "select distinct top 30 u.imie, u.nazwisko, u.pesel from uczen u inner join preferencje_ucznia p on u.id = p.uczenid where klasa = order by u.liczba_punktow, p.pozycja, u.zgloszenie". Uczeń już raz przydzielony do szkoły (klasy) byłby eliminowany z dalszych wyborów. Po wszystkim listy przyjętych byłyby rozsyłane do szkół i prezentowane w Internecie.

Skonstruowanie takiej bazy danych i towarzyszącego programu zajęłoby średnio biegłemu informatykowi jeden dzień. Na dorobienie serwisu internetowego, pozwalającego uczniom na rejestrację swoich preferencji online i prezentację wyników w Internecie, potrzebny byłby drugi dzień. Trzy następne dni warto by poświęcić na gruntowne testy serwisu i to wszystko. System spłaciłby się w pierwszym roku działania, a każdy następny rok byłby czystym zyskiem.

Oczywiście nie wierzę, że szkoły średnie zechcą skorzystać z przedstawionej tu propozycji. Nie tylko dlatego że nie zdają sobie sprawy z tego, iż nawet niezbyt wyszukane narzędzie informatyczne potrafi oszczędzić wiele pracy i wielu kłopotów. Stworzenie i wdrożenie serwisu scentralizowanej rekrutacji do szkół średnich naruszyłoby żywotne interesy baronów oświaty: nie dałoby się w dobrych szkołach upychać krewnych i znajomych królika, trzeba by jakoś zagospodarować te setki godzin roboczych, które dziś idą na bałagan przy rekrutacji, a urzędnicy nie mogliby robić tego, co kochają najbardziej - czyli narzekać przed kamerami telewizyjnymi. No i trzeba by przyznać, że komputer robi coś lepiej niż doświadczeni pedagodzy, a przecież wieszcz powiedział...