Heinrich von pierer, pramod mahajan i pasquale pistorio

Nie zamierzam popisywać się rzekomą erudycją - do niedawna znałem tylko pierwsze z tytułowych nazwisk. Wszystkie one jednak łączą się z czwartym - Tima Sebastiana, jednego z najlepszych dziennikarzy radiowych i telewizyjnych.

Nie zamierzam popisywać się rzekomą erudycją - do niedawna znałem tylko pierwsze z tytułowych nazwisk. Wszystkie one jednak łączą się z czwartym - Tima Sebastiana, jednego z najlepszych dziennikarzy radiowych i telewizyjnych.

Był on m.in. korespondentem Radia BBC w Polsce, podczas trudnego początku lat 80. Obecnie - już od ładnych kilku lat - prowadzi, tym razem w telewizji BBC, codzienne audycje "Hard talk". Są to półgodzinne rozmowy ze znanymi osobami, rozmowy czasem naprawdę bardzo trudne. Raz w roku, w ciągu jednego tygodnia, rozmówcami Tima Sebastiana są postacie ze świata informatyki. W tym roku był to ostatni tydzień września, a przed kamerami BBC wystąpili kolejno m.in. trzej wymienieni w tytule panowie.

W zachodniej części Berlina leży dzielnica o nazwie Siemensstadt. Kiedyś mieszkańcy mogli jej właściwie nie opuszczać - od narodzin do śmierci. Mieli na miejscu mieszkania, szkoły, pracę, sklepy, szpitale, rozrywkę i co tam jeszcze człowiekowi trzeba. Wszystko pod szyldem Siemensa. Do dziś nieco się tam zmieniło, ale miasteczko Siemensa nadal łatwo odróżnić od reszty Berlina.

W różnych fabrykach Siemensa na świecie pracuje blisko pół miliona ludzi (z czego prawie 200 tys. w Niemczech). Siemens wypłaca emerytury 120 tysiącom swych byłych pracowników. Oznacza to, że - wraz z rodzinami - z firmą tą związany jest los co najmniej półtora miliona ludzi. Czy tak opiekuńcza firma może istnieć w warunkach współczesnej, coraz bardziej drapieżnej gospodarki?

Zdaniem jej szefa - Heinricha von Pierera, umiejętnie działając w kilku dziedzinach, firma nie tylko trwa, ale rocznie inwestuje ponad 10 mld USD w badania i rozwój. Podkreśla on z dumą, że telefonia GSM to wynalazek europejski, a nie amerykański, a Siemens miał znaczący udział w jej powstaniu. Kolejną fabrykę telefonów komórkowych firma ta otworzyła niedawno w Szanghaju. Sam von Pierer twierdzi, że nie zna zawiłości obsługi tych urządzeń i zdaje się w tym względzie na wnuki. Według niego już niebawem pojawi się na rynku telefon komórkowy w jednej obudowie z fotograficznym. Bardzo krytycznie natomiast ocenia on technikę WAP. Jego zdaniem WAP jest, jak dotąd, zbyt wolny, nudny i w ogóle nie wart zachodu.

Opinię tę podziela Pasquale Pistorio, szef włoskiej firmy ST Microelectronics, znaczącego producenta układów scalonych (ósme miejsce na świecie): 9 ośrodków badawczych, 35 biur projektowych, 18 fabryk, 62 biura sprzedaży w 24 krajach świata. Wśród odbiorców: Alcatel, Bosch, Daimler-Chrysler, Ford, IBM, Motorola, Nokia, Seagate, Sony i Thomson. Ponad 3000 produktów, w tym układy bardzo specjalizowane. Zapytany o Internet, Pistorio ma jedną zdecydowaną odpowiedź: zastanów się kilka razy, zanim prześlesz tą drogą pieniądze.

Problemy zupełnie różne od europejskich ma Pramod Mahajan, indyjski minister informatyki. Po 15 latach inwestowania w edukację informatyczną, każdego roku przybywa w Indiach 100 tys. nowych specjalistów z tej dziedziny, a w roku 2008 informatyka ma się stać największym źródłem przychodów w eksporcie. Jednak w kraju, gdzie połowa ludzi to analfabeci, nie chodzi o komputer dla każdego. Głównym zmartwieniem ministra Mahajana są... elektrownie, a właściwie ciągłość dostaw prądu. Awarie zasilania są tam powodem 31% przerw w działaniu sieci informatycznych i - w ten sposób - główną zmorą firm informatycznych.

Możliwości indyjskiej informatyki odkryto, gdy nie było komu zlecać prac związanych z problemem roku 2000: Hindusi robili to sprawnie, dobrze i tanio. Obecnie znów dowodzą, jak szybko potrafią się uczyć. Nie bawi ich już pisanie programów - programy się sprzedaje, a ich pisanie zleca Wietnamczykom.