Guglarz

Czy guglujecie Państwo? Nie pytam o kuglowanie, czyli o powszechną dziś w Polsce czynność zachachmęcania (patrz np. komentarz nt. lekarzy http://info.onet.pl/1,15,11,1229707,3691685,forum.html), choć i tego słowa także nie ma w słownikach współczesnej polszczyzny. Na sieci guglowanie już jest (http://www.bajo.pl/search/pomoc.htm), rozumiane jako poszukiwanie z pomocą Google (http://www.google.com). Na co można nakierować tę niezwykle skuteczną maszynkę internetową? Na prawie wszystko, ale prawdziwy guglownik przede wszystkim szuka swego nazwiska, by wyniki potem porównywać z kolegami.

Czy guglujecie Państwo? Nie pytam o kuglowanie, czyli o powszechną dziś w Polsce czynność zachachmęcania (patrz np. komentarz nt. lekarzyhttp://info.onet.pl/1,15,11,1229707,3691685,forum.html), choć i tego słowa także nie ma w słownikach współczesnej polszczyzny. Na sieci guglowanie już jest (http://www.bajo.pl/search/pomoc.htm), rozumiane jako poszukiwanie z pomocą Google (http://www.google.com). Na co można nakierować tę niezwykle skuteczną maszynkę internetową? Na prawie wszystko, ale prawdziwy guglownik przede wszystkim szuka swego nazwiska, by wyniki potem porównywać z kolegami.

Od razu przyznam się: mam bardzo słaby guglarz. Jak wpiszę "Kuba Tatarkiewicz", to otrzymuję niecałe osiemset pozycji. Z tego znacznie więcej niż połowa to felietony dla CW, które w jakiś dziwny sposób pomieszane są numerami, tak jakby Google wyłapywał początkowo tylko niektóre z nich, a potem w kolejnych iteracjach dodawał następne. Daleko mi nie tylko do polityków (Prezydent RP ma guglarz około dwudziestu tysięcy) albo idoli pop kultury (jak Ich Troje podzielimy przez trzy, to ciągle na głowę mają prawie dziesięć tysięcy). Nawet kolega redakcyjny Piotr Kowalski ma dobrze ponad dwa tysiące.

Przyjrzenie się jego rezultatom ujawnia jednak bardzo ciekawe zjawisko. Otóż nasz Piotr Kowalski z CW w naturalny sposób zbiega się z wieloma innymi Piotrami Kowalskimi i bardzo trudno jest ich odseparować. Ba, przysłowiowy Jan Kowalski nabija ponad pięć tysięcy. Jak porównam pana Piotra z innymi felietonistami z łamów CW, to sprawa zaraz staje się jasna: mój imiennik Jakub Chabik tylko 362, zaś Bogdan Pilawski ledwie 215. Oczywiście moje 782 to prosty efekt publikowania tych samych felietonów na stronie osobistej oraz odnośników w tych felietonach do innych moich felietonów, czego - o ile wiem - koledzy nie robią.

Dzięki guglowaniu znalazłem jednak na sieci imiennika robiącego na Mazowszu tłumaczenia (http://www.tlumaczenia.pl/tlumacz.php?id=294) i dyspozycyjnego 24 godziny na dobę. Są też śmieszne efekty umieszczania wpisu praw autorskich w foncie, który jest zawarty w dokumencie PDF, patrzhttp://www.szczecin-expo.org/template/getfile.php?pid=114, a także wyciąg z logu serwera, w którym figuruję jako poszukiwany ciąg znakówhttp://www.gust.org.pl/gustwwwstat/search_200210.html. W sumie najciekawszy dla mnie okazał się wpis z forum pingwinowców (http://linux.cgs.pl/rwo-list/2002-03/0405.html), z którego to wątku wreszcie dowiedziałem się kim jestem. Jakoś sami dyskutanci nie mieli odwagi do mnie o tym napisać, choć znalezienie mego adresu pocztowego właśnie przez Google wcale nie jest trudne.

Czy cała ta zabawa ma jakiś sens? Ano, pewnie taki jak stosowane w nauce tzw. indeksy cytowań, czyli wyliczanki, ile razy prace jednego badacza są wspominane przez innych. W czasach ostrej konkurencji fakt, że czyjeś artykuły mają więcej odnośników może oznaczać przyznanie dodatkowych pieniędzy, karierę i sławę. Może jednak być także efektem opublikowania fałszywych wyników, które inni potem skrytykowali. Podobnie jak chwilowa sława medialna podbiła guglarz Lwa Rywina do ponad czterech tysięcy, zaś Adam Michnik ma już ponad siedem tysięcy wspominek. A jaki guglarz Państwo mają?!