Gdyby inżynier mylił się tylko raz

O hotelach mógłbym napisać książkę. O hotelach, do których wkraczam popołudniami, wieczorami, nocami. O hotelach takich i owakich, o takiej i owakiej obsłudze, hotelach tu i za wieloma rzekami. O hotelach, które w dobie Internetu nie oferują telefonu w pokoju, ale też o hotelach, które "podają" w pokoju Internet.

O hotelach mógłbym napisać książkę. O hotelach, do których wkraczam popołudniami, wieczorami, nocami. O hotelach takich i owakich, o takiej i owakiej obsłudze, hotelach tu i za wieloma rzekami. O hotelach, które w dobie Internetu nie oferują telefonu w pokoju, ale też o hotelach, które "podają" w pokoju Internet.

Zajeżdżam późną nocą ostatnio pod jeden z hoteli, a jak się później okazuje, pod hotel ekskluzywny zajeżdżam. Parkuję z ledwością między samochodami niemal nie z tej ziemi. Wydobywam z bagażnika rzeczy niezbędne do przetrwania do poranka; o poranku udać się planuję do następnego hotelu; wydobywam książkę, gazety, toaletowe przybory, te ostanie wydobywam, mimo iż hotele oferują różne płyny do kąpieli, czepki na głowę, kapcie, jednak nie oferują szczoteczek do zębów, nie wspominając o paście do tych, a te dwie rzeczy najczęściej zdarza mi się zapominać i byłoby doskonale, gdyby zamiast innych niezbędnych do codziennej toalety rzeczy, hotele oferowały choć malutkie do zębów szczoteczki i równie małe pasty. Według mojej teorii nie oferują, bo z tego ludzie najczęściej by korzystali, tak jak nie korzystają z czepków czy płynów do kąpieli. Ale widać jakaś musi być w tym ukryta strategia albo przemyślane działanie marketingowe, ale ja ich nie pochwalam.

Tak więc wydobywam się z windy, która zatrzymała się łagodnie na trzecim piętrze, na którym cmentarna cisza panuje. Bezszelestnie, po bezszelestnych chodnikach dochodzę do pokoju i elektroniczny klucz do drzwi wkładam. Te się otwierają, klucz następnie wkładam w schowek specjalny i pokój cały jasnoś-cią w jednym momencie rozbłyskuje. Trochę się obmywam, drzwi na balkon szeroko otwieram, kładę się i mapy studiuję. Podkusiło mnie po czasie jakimś, aby telewizyjny pilot podnieść, godnie spoczywający na nocnej szafce. Pilot ów leżał, jak się okazało, na "Instrukcji obsługi sejfu elektronicznego" i jak to przeczytałem, to aż wstałem i pomyślałem: pierwszy raz w życiu mam w hotelowym pokoju sejf, pal licho te szczoteczki, jest sejf. Oczywiście szukać sejfu zacząłem, otwierając szafy i szafki po kolei, aż sejf znalazłem w szafie przy wejściu na najniższej półce, i aby go ujrzeć, musiałem w pas się schylić.

I jak można było w takiej sytuacji, kiedy jest sejf, z sejfu nie skorzystać. Zamknę, ale myślę pustego sejfu zamykać nie wypada, ale co w nim zamknąć, skoro nic do zamknięcia w sejfie nie posiadam. Papierosy myślę zamknę i przez godzinę nie palić postanawiam w ramach strategii walki z tym brzydkim nałogiem. Punkt pierwszy instrukcji czytam powoli: "Programowanie kodu: nacisnąć czerwony przycisk znajdujący się od strony wewnętrznej drzwi" (naciskam); "zaczekać na krótki sygnał i żółte światełko" (były); "wprowadzić na klawiaturze swój kod - od 3 do 8 cyfr" (wprowadziłem i żeby nie komplikować i nie zapomnieć przypadkiem wprowadziłem 12345678); "potwierdzić swój kod, naciskając na przycisk A" (nacisnąłem). Tym sposobem do punktu drugiego dotarłem zatytułowanego "Zamykanie drzwi". "Zamknąć drzwi sejfu" (spojrzałem jeszcze raz na papierosy - żegnajcie na godzinę); "przekręcić gałkę do końca w lewą stronę" (przekręciłem); "w tym momencie drzwi do sejfu są zablokowane" (sprawdziłem - rzeczywiście były zablokowane). Nie ukrywam, że zadowolony wyszedłem na balkon i dla potwierdzenia zadowolenia zapalić papierosa chciałem, ale... Godzinę oglądałem telewizję.

Podchodzę do sejfu z instrukcją i czytam punkt trzeci: "Jak otworzyć drzwi". "Wstukać swój kod na klawiaturze" (12345678), "przycisnąć przycisk A" (przycisnąłem); "zaczekać aż zaświeci się zielone światełko" - czekam i czekam, a zielone światełko nie świeci się, a dalej w instrukcji jest napisane "podczas gdy zielone światełko się świeci, można otworzyć drzwi sejfu, przekręcając gałkę w prawo, ciągnąć" i nie pamiętam, ile razy ciągnąłem, kod swój 12345678 wprowadzałem, a zielonego światełka jak nie było, tak nie było. Każdy, kto uległ nałogowi palenia papierosów, potrafi sobie wyobrazić, jak z każdą minutą coraz mocniej trzęsły mi się ręce. Na końcu instrukcji wygrubionym drukiem napisane było "UWAGA: należy wybrać kod od 3 do 8 cyfr i koniecznie go ZAPAMIĘTAĆ!!!" i myślę, że nie jest możliwe, abym zapomniał swój kod 12345678, ale niestety skorzystać musiałem z ostatniego zalecenia instrukcji "w przypadku jakichkolwiek problemów proszę skontaktować się z recepcją!!!" (też wygrubione).

Dzwonię na recepcję. Tłumaczę, choć pora, jak na zaglądanie do sejfu taka sobie (druga osiem), przychodzi młoda pani recepcjonistka, zdradzam jej swój kod (12345678), razem rozpracowujemy sejf kolejne piętnaście minut. Pada pytanie: "Czy ma pan w sejfie coś cennego?", odpowiadam, że nie, ale byłbym zadowolony, gdyby się otworzył, przy czym czuję się nieswojo, gdy młoda kobieta otwiera za mnie sejf. Ostatecznie rozstajemy się z miłą panią recepcjonistką, ustalając, że niedaleko hotelu jest stacja benzynowa i tam będę mógł kupić sobie czekoladę (aż strach pomyśleć, co myślała o mnie młoda pani recepcjonistka). Rano ma przyjść konserwator i otworzyć sejf. Na stacji kupiłem dla pewności dwie paczki papierosów i po powrocie do pokoju (paląc papierosa) jeszcze raz...

Konserwator rano: "Bardzo pana przepraszamy, ale czy ma pan coś cennego w sejfie, bo będziemy musieli go wymontować i rozbroić". Co się stało - pytam. "Najprawdopodobniej rozładowały się baterie, które wkłada się do wewnętrznej strony drzwi" - słyszę. Zostawiłem sejf i papierosy i w potoku słów "przepraszamy", śmiejąc się, wyjechałem. I do dziś jest mi smutno, gdy myślę o inżynierach/konstruktorach sejfu elektronicznego (ponoć z procesorem), że tak spartaczyli robotę. Pocieszam się, że nad moim komputerem pracowali inni inżynierowie... Odpukać... Gdyby inżynier mylił się tylko raz...