Fanatyzm (nie)okiełznany

Fanatykom fanatyzm na ogół z czasem przechodzi, ale jak jednak nie przejdzie, to, przynajmniej u nas, zamiast na oddział psychiatryczny, fanatyk taki trafia do polityki. Sam szczęśliwie fanatykiem czegokolwiek nigdy nie byłem, co na szczęście blokuje drogę do polityki, ale nie zabezpiecza przed możliwością trafienia na wspomniany oddział.

Fanatykom fanatyzm na ogół z czasem przechodzi, ale jak jednak nie przejdzie, to, przynajmniej u nas, zamiast na oddział psychiatryczny, fanatyk taki trafia do polityki. Sam szczęśliwie fanatykiem czegokolwiek nigdy nie byłem, co na szczęście blokuje drogę do polityki, ale nie zabezpiecza przed możliwością trafienia na wspomniany oddział.

Różne jednak bywają fanatyzmy - wielkie i małe, a pośród tych ostatnich mieszczą się niektóre odłamy ruchu open source i posiadacze różnorodnych gadżetów typu samochody, komórki i w ogóle wszelka elektronika, którą można ostentacyjnie pokazywać. Są też tacy, którzy kilkadziesiąt metrów dzielących ich od najbliższego kiosku najchętniej pokonywaliby samochodem, oraz ci, którzy, w tym samym kiosku chcieliby płacić kartą płatniczą nawet za gazetę.

No i dwóch takich trafiło mi się ostatnio na tzw. niwie towarzyskiej. I tak się jeszcze złożyło, że ten od samochodów nieszczególnie cenił karty, a nawet - jak się okazało - był ich wrogiem. No i wyszło, że próbując ich jakoś godzić, chyba naraziłem się obu. Bo nie poruszam się samochodem i rzadko korzystam z kart płatniczych. A na dodatek, w przeciwieństwie do nich obu, pracuję w banku, a banki są teraz be.

Samochodziarz i karciarz najpierw próbowali wzajemnie wciągać się w dyskusję na swój ulubiony temat, ale jakoś karty zwyciężyły, może dlatego, że ten od kart, w przekonaniu tego drugiego, nie bardzo wiedział co to jest samochód, mimo że czymś takim jeździ.

Karciarz zaczął z wysokiego poziomu, bo wplótł w sprawę od razu całą gospodarkę narodową twierdząc, że gdyby nie ci, którzy płacą gotówką, zaoszczędzilibyśmy dużo na jej drukowaniu, liczeniu, ochronie i wożeniu. Na to ten drugi, że prędzej mu coś gdzieś tam wyrośnie, niż państwo obniży podatki tylko dlatego, że nie będzie kiedyś w użyciu żadnej gotówki.

No to ten od kart, że trzeba przecież być nowoczesnym, a symbolem tego jest właśnie posługiwanie się kartą wszędzie gdzie tylko można, a nawet stwarzanie sytuacji kłopotliwych tam, gdzie nie można i właśnie dlatego, że nie można.

Samochodziarz ripostował, że ładna mu to nowoczesność, za której poczucie trzeba płacić nic z tego nie mając i jeszcze dopłacać do tych, którzy z niej korzystają. Bo jak ostatnio kupował garnitur i coś tam jeszcze, to próbował się targować, a wtedy pan go zapytał, czy chce płacić kartą. Gdy odpowiedział, że nie, nie tylko zapłacił mniej, ale jeszcze mógł sobie wybrać krawat za friko.

Karciarz się nie poddawał i mówił, że karta jednak jest bezpieczniejsza od gotówki w kieszeni, na co ten drugi, że karty tak samo chętnie kradną. Gotówkę zabiorą i dadzą człowiekowi spokój, a w przypadku kart to sięgają jeszcze po tzw. środki perswazji, mające skłonić do wydania kodu PIN i nie puszczą zanim nie sprawdzą, że działa.

W tym momencie włączyłem się i mówię, że można trochę tak, a trochę inaczej. Płacę kartą, gdy kupuję telewizor czy sweter, ale na codzienne zakupy raz w tygodniu biorę pieniądze z bankomatu, używam więc karty, ale potem, przy kasie, płacę gotówką, bo kartą trwa to nieprzyzwoicie długo. Na poparcie przytaczam przykład Tajwanu, gdzie na próbę wprowadzono 100 tys. kart bezkontaktowych do opłat w komunikacji miejskiej. W praktyce okazało się, że reakcja systemu zajmuje tam od 0,6 do 0,7 s, co wystarczało w autobusach, ale hamowało ruch pasażerów w metrze. No i trzeba było usprawnić system, tak aby czas ten nie przekraczał 0,4 s.

"A kto to tak opieszale obsługuje nasze transakcje?" - odezwali się zgodnym nagle chórem.

Od początku czułem, że niby się kłócą, ale tak naprawdę mają coś do mnie.


TOP 200