EMEA, czy(li) druga Hiszpania

Osiemnaście lat temu, podobnie do wielu zarządzających powstającymi jak grzyby po deszczu przedstawicielstwami zagranicznych firm komputerowych, zacząłem jeździć na spotkania ludzi z tzw. EMEA. Tak zwanego, bo w praktyce, w każdym razie firmy Apple, były to raczej spotkania ludzi z EEMEA, czyli Europy Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki (dwa ostatnie rozumiane jako okolice Morza Śródziemnego).

Bardzo mnie denerwowało przypisywanie Polski do Europy Wschodniej. Zawsze tłumaczyłem komu się tylko dało, że geograficzny środek Europy znajduje się w Polsce. Co zapewne jest prawdą względną, zależną od definicji Europy. Dziś Polskę zalicza się już do Unii, co jednakże niewiele zmienia. W dalszym ciągu, tak naprawdę, nie należymy do kręgu rozwiniętej cywilizacji zachodniej.

Miesiąc temu Jakub Chabik w felietonie "Topless" zastanawiał się, dlaczego nie mamy w Polsce firm IT na miarę światową lub choćby europejską. Otóż, przez ostatnie dwadzieścia lat wiele się w Polsce zmieniło, ale świat dalej zasuwa do przodu. W gronie krajów EMEA nie powinniśmy porównywać się z czołówką, tylko raczej z ogonem. Zrozumiałem to jasno, rozmawiając kiedyś z przedstawicielami firmy Apple w takich potęgach gospodarczych i technicznych jak Portugalia, Grecja, a nawet Malta. Jeśli zajrzeć do statystyki, to nawet dziś średnie GDP tych krajów na głowę mieszkańca jest ciągle wyższe od naszego. Rozwijanie wysokich technologii wiąże się, właściwie nie wiadomo dlaczego, z wysokim poziomem życia. Być może dopiero bogate społeczeństwa mogą pozwolić sobie na bardzo drogie kształcenie kadr technicznych, które to kadry muszą jeszcze wykreować nieformalną infrastrukturę intelektualną. W każdym razie, żaden z krajów EEMEA (poza Izraelem, ale to jest wyjątek potwierdzający regułę) nie stworzył żadnych powszechnych produktów komputerowych, nie jest znany z wielkich firm IT, ani też nie aspiruje do tworzenia nowoczesnych technologii.

Być może jestem niesprawiedliwy w stosunku do Polski. Ostatecznie, ponad 38 milionów ludzi, bogactwa naturalne, dobre położenie geograficzne (to jednak jest środek Europy) muszą kiedyś zaowocować. Warto zrobić porównanie z krajem Europy zachodniej, który historię miał nieco podobną do naszej. Otóż, w Hiszpanii dyktatura, wprawdzie oświecona ale jednak dyktatura, skończyła się z grubsza ćwierć wieku przed naszym odzyskaniem suwerenności. Kraj ten ma dziś GDP dwa razy większe niż Polska, ale ze świecą byłoby w nim szukać znanych firm IT. Polecam, zresztą, guglowanie - okaże się, że największe firmy hiszpańskie szeroko rozumianego sektora IT, to Telvent GIT, Indra Systems oraz 3scale. Założę się, że poza ludźmi mającymi bieżące kontakty z Hiszpanią, nikt o nich nie słyszał. Choć Hiszpania do NATO oraz EU weszła 20 lat przed Polską. Jeśli, więc, myślimy o następnym ćwierćwieczu, to nie miejmy złudzeń. Owszem, zapewne wzrośnie nam poziom zamożności, ale nie przełoży się on na powstanie firm IT o zasięgu światowym. Oczywiście, chciałbym się mylić, ale trzeba być realistą. Powiedzenie o Rzymie, który nie od razu zbudowano, ma głębokie uzasadnienie. Rzym znany był nie tylko z akweduktów, ale przede wszystkim z dróg, które wszystkie do niego prowadziły. Były one ówczesnymi autostradami, także informacyjnymi. Stan polskich dróg jest dobrze znany każdemu kierowcy...

Nie byłoby wcale źle, gdybyśmy za dwadzieścia lat mogli w Polsce pochwalić się jakimiś narodowym specjalnościami, rozpoznawalnymi na całym świecie. Niekoniecznie z branży IT.


TOP 200