E-powieści i e-romanse

"Haker włamał się do osobistego komputera Ojca Świętego..." pierwsze zdanie sensacyjnej powieści hiszpańskiego pisarza Artura Perez-Reverte, w Polsce wydanej pod zmienionym zresztą tytułem jako Ostatnia bitwa templariusza (Muza), wabi czytelnika opisem zdarzenia oczywiście fikcyjnego, ale kto wie, w nieodległej przyszłości może najzupełniej prawdopodobnego. Co prawda papież pojawia się tylko w bardzo dalekim planie, ale główny bohater, jezuita z kurii rzymskiej wysłany z ważnym zadaniem do Sewilli, komunikuje się ze swoimi przełożonymi rzeczywiście za pośrednictwem e-maili.

"Haker włamał się do osobistego komputera Ojca Świętego..." pierwsze zdanie sensacyjnej powieści hiszpańskiego pisarza Artura Perez-Reverte, w Polsce wydanej pod zmienionym zresztą tytułem jako Ostatnia bitwa templariusza (Muza), wabi czytelnika opisem zdarzenia oczywiście fikcyjnego, ale kto wie, w nieodległej przyszłości może najzupełniej prawdopodobnego. Co prawda papież pojawia się tylko w bardzo dalekim planie, ale główny bohater, jezuita z kurii rzymskiej wysłany z ważnym zadaniem do Sewilli, komunikuje się ze swoimi przełożonymi rzeczywiście za pośrednictwem e-maili.

Trudno przewidzieć, jak historia literatury oceni kiedyś te powieści czy opowiadania, w których komputer i Internet należą do najważniejszych rekwizytów, a nierzadko odgrywają nawet rolę czynnika sprawczego. Zawsze chyba jednak będzie się liczyć przede wszystkim umiejętność rozwijania intrygi, budowania napięcia czy nastroju, rysunek psychologiczny postaci. Ale równie trudno byłoby wyobrazić sobie realistyczny opis najnowszej współczesności bez PC-eta lub laptopa, co bez samochodu i telefonu komórkowego. Zanim wiek XIX i zwłaszcza XX nie rozpoczęły szaleńczego wyścigu wynalazków rewolucjonizujących nasze życie, powszechnym środkiem komunikacji społecznej był, i to oczywiście ręcznie pisany, list. Dwa stulecia wcześniej był nawet uznaną formą literacką, jak pod piórem Madame de Sevigne czy Woltera.

Natomiast dziś coraz częściej mamy już do czynienia z czymś, co można by nazwać e-powieścią, chociaż niekoniecznie jej treścią bywają romansowe perypetie czy ciąg sensacyjnych zdarzeń. Na polskim rynku literackim bodaj pierwszym takim utworem była... dysputa teologiczna, ujęta w formę elektronicznej korespondencji. To - nomen omen - Sieć (Znak) autorstwa ks. Tomasza Węcławskiego, znanego katolickiego teologa i publicysty, by nie było wątpliwości, mająca w podtytule Pytania o Jezusa. Wymiana argumentów i kontrargumentów odbywa się tam właśnie za pomocą e-maili, zresztą nie bez nieuniknionych i trzymających czytelnika w niezbędnym napięciu komplikacji.

To samo wydawnictwo zapowiada literacką nowość, tłumaczenie powieści amerykańskiej autorki Fiony Walker Tu Lucy, w swoim anonsie zwracając uwagę na to, że "w stu procentach składa się ona z listów e-mailowych, dokumentów wordowskich, notek przyczepianych do lodówki oraz menu ekstrawaganckich obiadów". Takie są realia zapracowanej trzydziestolatki z działu marketingu, mieszkającej z kilkoma przyjaciółkami pogubionymi w swoim życiu i wplątanymi w burzliwe romanse. Jest to sytuacja przypominająca powieść i film Bridget Jones, ale jak zapewnia wydawca, książka wychodzi poza tamten schemat formalny i obyczajowy, "tchnie świeżością i jest oryginalna od początku do końca". Może wkrótce czytelnicy przekonają się sami.

Tymczasem we Francji z dużym zainteresowaniem spotkały się dwie debiutanckie powieści, o których jeden z recenzentów napisał, że to "podróże do serca Sieci". Istotnie, w jednej z nich Minitel, francuski poprzednik Internetu, odgrywa rolę agencji towarzyskiej, umożliwiającej bohaterce wyszukiwać wciąż nowych, przygodnych amantów. W drugiej - klawiatura komputera jest narzędziem próby zabójstwa, zaplanowanego w szlachetnej intencji wymierzenia sprawiedliwości technokracie, podejrzanemu o spowodowanie ekologicznej katastrofy. Mówiąc słowami recenzenta, to miłość w Minitelu i śmierć w Internecie.

Catherine Clemenson, autorka Intime Connexion (Maurice Nadeau), swoją bohaterkę przedstawia jako porzuconą przez męża matkę dwojga dzieci, kobietę pięćdziesięcioletnią, spragnioną niezaznanego szczęścia i zaskakujących wrażeń. Spotkania poprzedza elektroniczna korespondencja, wzajemne poznawanie się przyszłych partnerów, prowadzące do wiadomego i nie mającego ciągu dalszego finału. Literackie koneksje autorki są dobrej, choć nieco jednostronnej, skandalizującej marki, ale w gruncie rzeczy fabuła pozostałaby ta sama, gdyby bohaterowie posługiwali się poczciwym telefonem czy nawet wymieniali tylko zwyczajne listy.

Powieść Martiny Wachendorff Le baiser electrique (Gallimard) umieszcza sensacyjną i kryminalną intrygę w środowisku radykalnych ekologów. Na pokładzie luksusowego statku pasażerskiego, krążącego u wybrzeży Szkocji, spędza swój urlop, wraz z żoną, dwójką dzieci i ich wychowawcą, wyższy funkcjonariusz francuskiego przemysłu atomowego, odpowiedzialny za bezpieczeństwo instalacji. Z treści e-maili, które są bezustannie wymieniane ze światem zewnętrznym i nawet między pasażerami statku, wynika, że ekolodzy obwiniają go o spowodowanie nuklearnej tragedii. A ów wychowawca jest działaczem ruchu ekologicznego w misji specjalnej. I to bardzo specjalnej: ma wykonać na podejrzanym wyrok kapturowego sądu. Tytułowy "pocałunek elektryczny" staje się nowym kryptonimem zbrodni popełnianych w imię wzniosłych ideałów, w myśl zasady: cel uświęca środki. Postępy bowiem techniki i technologii bynajmniej nie unieważniają starych jak cywilizowany świat dylematów moralnych.