E-maile w biurze - dla kogo?

Nowe technologie stawiają wciąż nowe problemy także przed prawnikami i ustawodawcami. Jednym z nich jest określenie, jakie są granice sekretu e-maili. I to nie na poziomie państwowym, z punktu widzenia walki z przestępczością czy terroryzmem, lecz na poziomie pojedynczej firmy czy biura.

Nowe technologie stawiają wciąż nowe problemy także przed prawnikami i ustawodawcami. Jednym z nich jest określenie, jakie są granice sekretu e-maili. I to nie na poziomie państwowym, z punktu widzenia walki z przestępczością czy terroryzmem, lecz na poziomie pojedynczej firmy czy biura.

Wiadomo, że skrzynki pocztowe pracowników mają nieraz foldery oznaczone jako "osobiste" czy "prywatne". Nie jest też tajemnicą, że chronią się tam wymieniane między kolegami krytyczne i złośliwe uwagi o szefach, plotki i dowcipy. Są więc tacy, którzy zakazują wykorzystywania w pracy poczty elektronicznej dla celów prywatnych. Niektórzy szefowie podejrzewają jednak, że nielojalni pracownicy przekazują tą drogą również informacje stanowiące tajemnicę handlową.

W Europie Zachodniej trwa na ten temat żywa dyskusja, zapadły nawet w takich sprawach wyroki sądowe. Powiedzmy od razu, że poglądy nie są bynajmniej zgodne i w różnych krajach obowiązują odmienne rozwiązania prawne.

Głośnym echem odbił się we Francji wyrok Sądu Najwyższego w sprawie firmy Nikon. Z polecenia dyrekcji przeszukano pocztę elektroniczną jednego z pracowników i zarzucono mu, że w godzinach pracy prowadzi działalność "dodatkową" czy, jeśli kto woli, "równoległą". Zwolniony z pracy odwołał się do sądu. Sprawa przeszła kolejne instancje i ostatecznie zakończyła się werdyktem brzmiącym:

Nawet w czasie i miejscu pracy pracownik ma prawo do ochrony tajemnic swego życia prywatnego, co obejmuje również tajemnicę korespondencji.

Jak można było się spodziewać, wyrok wywołał liczne i sprzeczne komentarze. Co do przedsiębiorców, nie mieli oni powodów, by z nim polemizować. Podzielone są natomiast opinie w środowisku prawniczym. Zdaniem profesora Jean-Emmanuela Raya, specjalisty w zakresie prawa pracy: tajemnicę korespondencji należy traktować równoważnie z interesami przedsiębiorstwa. Przedstawiciel firmy Renault, cytowany w artykule tygodnika "Le Nouvel Observateur", podkreślił: A co zrobić, jeśli pracownik podejmuje pracę dla konkurencji, wykorzystując do tego celu folder "prywatne"? Zdjęcia nowych modeli samochodów sprzedaje się bardzo drogo. Ochrona interesów firmy jest zarazem ochroną interesów wszystkich jej pracowników. Inny ekspert zwrócił uwagę, że wielkie przedsiębiorstwa padają często ofiarą hakerów, ich komputery są atakowane przez wirusy. W pewnych okolicznościach trudno sobie wyobrazić, by nie było dostępu do zawartości komputera zainstalowanego w biurze. I raz jeszcze profesor Ray: przedsiębiorstwu grozi zarzut zaniechania, np. w przypadku pedofilii lub molestowania seksualnego, gdyby się okazało, że adresem kontaktowym była skrzynka poczty elektronicznej zainstalowana w tym przedsiębiorstwie.

To, co wywołuje ostre kontrowersje we Francji, jest lub wkrótce będzie regułą w innych krajach. I tak w Wielkiej Brytanii już od kilkunastu miesięcy przysługuje pracodawcom niemal nieograniczone prawo zaglądania do e-maili swoich pracowników. W podobnym kierunku zmierza projekt ustawy wniesionej niedawno do parlamentu belgijskiego. W Stanach Zjednoczonych taka kontrola jest od dawna uświęconą praktyką. Według ankiety przeprowadzonej na zlecenie spółki Websense, zajmującej się dostawą internetowych programów filtrujących, aż 75 proc. wielkich i średnich przedsiębiorstw amerykańskich kontroluje regularnie pocztę elektroniczną swoich pracowników. I więcej: co trzecie zwalniało pracownika, który miał na sumieniu wykorzystywanie Internetu do załatwiania swoich spraw prywatnych.

Ankiety wspomnianej Websense dotyczące Europy ujawniają inne interesujące dane porównawcze. Jeśli wierzyć ich dokładności, Francuzi, którym teraz Sąd Najwyższy zapewnił immunitet prywatnej korespondencji przesyłanej z biurowego komputera, bynajmniej nie należą pod tym względem do europejskiej czołówki. Np. we Włoszech 51 proc. wejść do Internetu - oczywiście, nie licząc komputerów domowych - nie ma związku ze sprawami służbowymi. Analogiczny wskaźnik wynosi w Wielkiej Brytanii 44, a we Francji jedynie 29.

Autorka wspomnianego artykułu we francuskim tygodniku, Jacqueline de Linares, ironizuje, że jej ankietowani rodacy albo kłamią, albo rzeczywiście nie należą do szczególnie ciekawych tego, co wykracza poza ich obowiązki pracownicze.

Niemniej są już we Francji firmy, które wprowadzają rygorystyczne zasady posługiwania się komputerem w pracy. Kartę użytkowania Internetu wprowadziła w lipcu ub.r. dyrekcja Renaulta, podobne dokumenty przygotowują m.in. Vivendi i France Telecom. Przyznają one pracownikom prawo do wykorzystania komputera poza obowiązkami służbowymi jedynie w sytuacjach wymagających natychmiastowej interwencji. Skoro jednak, w myśl cytowanego orzeczenia Sądu Najwyższego, pracodawca nie ma prawa kontrolować e-maili swoich pracowników, jak będzie mógł sprawdzić, czy jest to sytuacja wymagająca natychmiastowej interwencji?

Ciekawość jest wprawdzie pierwszym stopniem do wiedzy, ale bywa też czasem pierwszym stopniem do piekła. Czy ankieta Websense przeprowadzona w Polsce powiększyłaby przysłowiowe polskie piekło o nowe rewiry?


TOP 200