Dysleksja, dysgrafia i dysertacja

Kanclerz Zamojski mówił, że takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Ponad dwieście lat temu, w ostatnim momencie, jak to w naszym leży zwyczaju, przypomnieliśmy sobie tę, jakże prostą, uwagę Kanclerza. W ostatnim momencie nasi przywódcy i światli ludzie zorientowali się, że Ojczyzna w niebezpieczeństwie i że coś zrobić trzeba. Z tego, co wiemy z przekazu historycznego, zaproponowali oni reformy i wprowadzili je w życie. Niestety, za późno.

Kanclerz Zamojski mówił, że takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Ponad dwieście lat temu, w ostatnim momencie, jak to w naszym leży zwyczaju, przypomnieliśmy sobie tę, jakże prostą, uwagę Kanclerza. W ostatnim momencie nasi przywódcy i światli ludzie zorientowali się, że Ojczyzna w niebezpieczeństwie i że coś zrobić trzeba. Z tego, co wiemy z przekazu historycznego, zaproponowali oni reformy i wprowadzili je w życie. Niestety, za późno.

My wciąż wcale nie jesteśmy przekonani, że musimy dokonać zmian w edukacji. Przez lata wmawiano nam, że dzięki Józefowi Stalinowi mamy świetną edukację i za nic nie dajemy się przekonać, iż jest zupełnie odwrotnie. Wierzymy, że stworzona przez Wilhelma von Humboldta wizja tradycyjnego uniwersytetu: Forschung und Lehre oraz tradycyjnego profesora Einsamkeit und Freiheit to niezmienny ideał. Wizję Humboldta zreformował Stalin, podnosząc (?) jakość (?) badań (?) i "racjonalizując proces dydaktyczny" (?). Profesorom ujęto nieco niepotrzebnej Freiheit, zabezpieczając nieodzowną Einsamkeit. W ten sposób profesorowie nie muszą konsultować się z kolegami, co mniej kosztuje, i nie zajmują się głupotami, co groziłoby, gdyby mogli sami decydować o tematyce badań. Ten ideał nauki i naukowca pielęgnujemy.

Sukcesy takiego systemu nauki musiały przyjść, ale aż dziw, że nie są zauważane. 7% ludzi z wyższym wykształceniem, 40-70% funkcjonalnych analfabetów, 3% populacji w pełni rozumiejących czytane proste teksty, zaledwie trzecia dziesiątka pod względem publikacji naukowych, a pod względem liczby patentów jeszcze w pierwszej pięćdziesiątce. Wysokość produktu krajowego per capita (świetny miernik poziomu edukacji) wcale nie daje powodów do samozadowolenia i optymizmu. Za to szkoły uczą, że Tajwan, Hongkong i Singapur to kraje Trzeciego Świata i mają niski dochód narodowy. Cóż więc mamy robić? Trwać w przekonaniu o rzekomym wysokim poziomie i wciąż doskonalić naszą wspaniałość? Opowiadać o systemach jakości, które nie dotyczą zupełnie sfery nauki? Zwiększyć nakłady? Na co? Nauczycielom płacić jak połowie górnika? Za co? Intensyfikować wykorzystanie komputerów? Do czego?

Przecież my nie potrafimy wykorzystać komputerów. Spryciarz-informatyk wciśnie każdemu urzędnikowi oprogramowanie "automatyzacji dziekanatu" zgodnego z przepisami z lat 60., ale całkowicie niezgodnego z rozumem. I co? I nic. Nie ma obawy, że studenci włamią się do takiego systemu i sfałszują oceny albo dane zostaną zniszczone. I tak podstawą jest papier, który w trzech egzemplarzach posłuży do odtworzenia pożądanego stanu. Wprowadzenie "komputeryzacji dziekanatu" nazywa się tu i ówdzie reengineeringiem (autentyczne!). Ma on oznaczać uzupełnienie, opisanie i optymalizację (?) procedur i ich komputeryzację. I tego tu i ówdzie uczy się studentów. Takie są skutki braku środków na zakup książek i opłacenie czasu zapewniającego przygotowanie się uczących do zajęć. Swoją drogą to iście "uniwersyteckie" uczyć czegoś, czego nie potrafi się (ani nie próbuje) zrobić u siebie.

Tymczasem na świecie, gdzie od dziesiątek lat dba się o powszechność i przydatność wykształcenia (państwo) oraz powagę i pozycję uniwersytetu (każdy uniwersytet), zmiany trwają od lat. W czerwcowym numerze CACM Denis Tzichritzis zamieścił świetny artykuł o potrzebie przebudowy UNIWERSYTETU. Instytucja naukowa musi być twórcza, innowacyjna i niezależna. Finansowana z budżetu nigdy taka nie będzie. Jeśli nie potrafi taką być, trzeba zakazać jej kształcenia. Nie możemy skazywać się na głupotę i nędzę w przyszłości.


TOP 200