Dwa sektory informatyczne

Codziennie rano budzę się, przeglądam wiadomości ze świata informatyki i wpadam w chwilowe rozdwojenie jaźni. Wygląda na to, że mamy w kraju dwa sektory IT, bardzo różne od siebie.

Jeden z nich gości w prasie specjalistycznej i portalach branżowych. Jego przedstawiciele opowiadają o realizacji największych przedsięwzięć informatycznych w kraju i rysują wizję nowej generacji usług informatycznych, które są wspaniałe, tylko jakoś nie mogą powstać - z przyczyn obiektywnych, oczywiście. Drugi na żadnych łamach nie gości. Nie ma czasu, bo w pocie czoła pracuje nad produktami i usługami. Przedpremierowe zapowiedzi dozuje oszczędnie, za to potem okazuje się, że liczba pozyskanych klientów przekroczyła prognozy.

Pierwszy sektor IT pełen jest poważnych firm, notowanych na parkietach, posiadających zarządy, wartości i kodeks korporacyjny. Chodzi w garniturach, jeździ leksusem, ma wizytówki z wypukłym drukiem i osiągnięcia w klubach golfowych. Drugi sektor IT ma nazwy nieznane. Jego właścicielami są ludzie niewiele starsi od licealistów, na co dzień ubierający się w dżinsy i t-shirty. Jeździ przechodzonym oplem, a na rozmowy biznesowe leci klasą ekonomiczną.

Pierwszy z sektorów wspierany jest przez rządowe strategie, polityki i dokumenty. Pełną garścią czerpie z unijnych funduszy. Drugi z sektorów nie ma żadnych górnolotnych dokumentów, a założony został za pieniądze zarobione na wakacjach za granicą albo pożyczone od rodziców. Żyje z tego, co zapłacą klienci - a ci za dobre produkty płacą dużo i chętnie.

Pierwszy z sektorów znany jest doskonale w Polsce, a poza nią istnieje jedynie jako pozycja w zestawieniach dużych korporacji. Drugi, znany jest głównie za granicą, w Polsce - tylko w gronie fanów. Nie gości prawie na łamach prasy branżowej, dużo częściej - w prasie popularnej.

Ale to przedstawiciele drugiego sektora odbierają na targach w Las Vegas albo w Osace nagrody za swoje osiągnięcia, a ich produkty osiągają milionowe nakłady. W tym czasie ludzie z pierwszego sektora wyprowadzani są w kajdankach i z zasłoniętymi oczami. Ich nazwiska nagle skracają się do C., M. oraz D., a my wreszcie rozumiemy, czemu wielkie projekty informatyczne nie mogły się przez lata zakończyć.

Tak, zgadli Państwo. Ten pierwszy to polski "poważny" sektor informatyczny, krajowych integratorów oraz międzynarodowych korporacji. Ten drugi - to "niepoważna" grupa producentów gier komputerowych i twórców dotcomów.

Czy tylko ja mam poczucie, że to trochę schizofreniczne, a krajowe media, autorytety i rządowe programy rozwojowe zajmują się nie tą informatyką, co trzeba?


TOP 200