Drukarka-pisuarka

Nieodżałowany Kazimierz Górski zawsze będzie pamiętany za słynną i prostą definicję futbolu: "Piłka jest okrągła, a bramki są dwie".

Nieodżałowany Kazimierz Górski zawsze będzie pamiętany za słynną i prostą definicję futbolu: "Piłka jest okrągła, a bramki są dwie".

Zachowując wszelkie proporcje chciałbym, aby zapamiętali mnie Państwo jako autora stwierdzenia, że kartka papieru ma dwie strony. Tym razem nie przywołuję jednak starego nadtytułu moich felietonów (przypominam: "Z Drugiej Strony"), tylko podaję zasadę, która bardzo ułatwia drukowanie na nowoczesnych . Otóż jak zauważyłem, zdecydowana większość ludzi nie wie, że papier do drukarek dwustronnych, a takie są dziś w powszechnym użyciu, ma dwie nierówne sobie strony. Proszę zresztą popatrzeć na opakowanie jakiegoś papieru, a powinni Państwo zauważyć na nim małą strzałkę pokazującą, która strona ryzy musi być pierwsza zadrukowana. Nie ma w tym żadnej tajemnicy. Drukowanie laserowe nie jest niczym innym niż przypalaniem papieru, który odmiennie zachowuje się po utrwaleniu obrazu z pierwszej strony.

Niestety, w praktyce mało kto zwraca uwagę na owe małe strzałeczki na opakowaniach ryz z papierem. Efektem jest zakleszczanie się kartek w trakcie drukowania. Nieumiejętne próby usunięcia zakleszczeń prowadzą do mikro-uszkodzeń drukarek, co z kolei tym łatwiej powoduje kolejne awarie. Nie ma nic bardziej frustrującego niż wezwanie do drukarki, która "znowu się zapchała". Szczególnie gdy widzi się obok niej rozerwane opakowanie papieru z prawie całą ryzą w środku. Z jakichś atawistycznych powodów człowiek, który musi uzupełnić papier w trakcie drukowania trzech stron, zawsze dodaje tylko kilka arkuszy. Choć we współczesnych drukarkach szuflady na papier mają - o dziwo, prawda? - pojemność dokładnie jednej ryzy. Taką jak typowe opakowanie, czyli 500 kartek. Wieloletnia obserwacja publicznych drukarek w setkach różnych firm przekonała mnie, że z drukarkami jest tak jak z toaletami.

Odwiedzając znajomych i korzystając z ich domowej ubikacji zapewne zdziwiliby się Państwo, gdyby na podłodze zobaczyli walające się kawałki papieru toaletowego, uświnioną deskę oraz od dawna nie czyszczony sedes. Ba, mogę założyć się o dolary przeciwko orzechom, że w Państwa własnym mieszkaniu takie rzeczy nigdy się nie zdarzają. Tymczasem wizyta w publicznej toalecie w nawet najbardziej ekskluzywnych miejscach, jak na przykład muzea, drogie restauracje, a zapewne także w budynku Rady Ministrów (byłem tam tylko raz kilkanaście lat temu) ujawnia drugą stronę naszej natury. Oczywiście, w przybytkach najwyższej jakości po prostu ciągle ktoś sprząta, więc ilość walającego się papieru oraz rozlanego moczu nie przeraża, ale jest znacząca. Znaczy po prostu tyle, że inaczej traktujemy miejsca publiczne niż prywatne.

Z drukarkami jest dokładnie tak samo. Jeśli ktoś weźmie do swego pokoju drukarkę regularnie zakleszczającą się, to prawie zawsze przechodzi ona dziwną metamorfozę. Przestaje szwankować. Czasami wystarczy wstawić drukarkę do sali, gdzie pracuje kilka osób i poprosić jedną z nich, aby stale opiekowała się maszyną. Cud natury objawia się natychmiast - nagle nie ma żadnych problemów z drukowaniem. Ale gdy tylko opiekun uda się na urlop, ta sama drukarka zaczyna się zapychać. Zapewne domyślają się Państwo, że za moimi obserwacjami schowana jest, ledwie zamaskowana, wieloletnia frustracja. Ostatnio przeżyłem swoiste katarsis. Po prostu patrzę na każdą, podległą mi służbowo drukarkę jak na publiczny urynał. Wiem, że prędzej lub później zapcha się papierem.

Piłka jest okrągła, a kartka papieru ma dwie strony.