Drugi

W dniu w którym piszę ten felieton, mija dokładnie 25 lat temu od dnia, gdy po ciężkiej chorobie zmarł Janusz A. Zajdel.

Generalnie, polskie SF lat komunizmu było dość specyficzne, bo klasyczna fantastyka naukowa często oddawała pole fantastyce społecznej, a dokładniej - społecznej antyutopii. W swoich powieściach po mistrzowsku opisywał społeczeństwa poddane kontroli przez zaawansowane środki technologiczne.

Cylinder Van Troffa, Paradyzja, Cała prawda o planecie Ksi czy arcydzieło tego gatunku, Limes Inferior, w latach 70-tych i 80-tych były subtelną krytyką komunistycznego zniewolenia, która tylko w przebraniu fantastyki naukowej mogła przejść przez cenzorskie sito stanu wojennego. Dzisiaj warto przypomnieć te książki, bo nie straciły nic na aktualności, mimo iż kompletnie zmieniły się realia. Ukryty przekaz stracił aktualność, za to technologiczna fasada coraz bardziej staje się rzeczywistością.

Popatrzmy na przykład mojej ulubionej powieści Zajdla, Limes Inferior (uwaga: spojlery). Akcja dzieje się w metropolii Argoland. Pozorną władzę dzierżą tam pseudo-intelektualiści, z których duża część ma lewą kwalifikację (tzw. klasę) uzyskaną dzięki lifterom - czyli prawdziwym bystrzakom działającym w podziemiu. Owa nowa klasa średnio-wyższa rządzi masami za pomocą piwa z domieszką ogłupiaczy, automatów do gry i telewizji. Realną władzę mają tzw. nadzerowcy, ale sprawują ją z ramienia i w interesie kosmitów, którzy poprzez miękką samookupację elit kontrolują życie na Ziemi. Człowiek podlega totalnej kontroli poprzez indywidualny Klucz, ni to elektroniczny dowód osobisty, ni to kartę kredytową, ni to szpiega.

Brzmi znajomo dla użytkownika przeglądarki wysyłającej pliki cookie, telefonu komórkowego i spersonalizowanej karty miejskiej, prawda? Widzimy w tym świecie karykaturę współczesnej rzeczywistości, z ogłupiającą telewizją, dopalaczami, manią stopni naukowych, tytułów zawodowych i elektronicznych gadżetów wyznaczających status społeczny? A jakże! A może ktoś dopatrzy się krytyki współczesnego liberalizmu, w którym władzę de facto sprawują korporacje poprzez demokratyczną fasadę sterowaną przez sprzedajnych polityków i armię posłusznych wykształciuchów? Ależ oczywiście, dobra literatura ma to do siebie, że samo życie dopisuje nowe interpretacje, a dylematy pozostają aktualne.

Jeśli Stanisław Lem w polskiej literaturze science-fiction był Pierwszym, to Zajdel z całą pewnością był Drugim. W cyfrowej Rzeczywistości 2.0 jego twórczość jest nie mniej aktualna niż wtedy, gdy została napisana. On również czeka na swoich braci Wachowskich, którzy odkryją jego twórczość dla cyber-popkultury.