DZiK na tropie,czyli rzadki pożytek z posiadania dwu imion

Zapewne niewielu Czytelników wie, że tak naprawdę na pierwsze imię mam Jan i że jest ono wpisane we wszystkich moich dokumentach osobistych.

Zapewne niewielu Czytelników wie, że tak naprawdę na pierwsze imię mam Jan i że jest ono wpisane we wszystkich moich dokumentach osobistych.

Kubą, a właściwie Jakubem, bo pół wieku temu nikt nie używał przy chrzcie zdrobnień, zostałem na drugie imię w wyniku sprzeczki moich Rodziców o to, jak mam się nazywać. Szybko zresztą ich znajomy zaczął cytować francuskie powiedzonko, że można być i Janem i Jakubem, i rudym (fr. roux) i głupim (fr. sot), ale nie być Janem Jakubem Rousseau1). Rzeczywiście, jestem rudy, może jednak kiedyś jeszcze napiszę Wyznania, choć ustrojem Polski na pewno nie będę się zajmował2). Przez lata strasznie cierpiałem z powodu posiadania dwu imion, bo wolałem używać drugiego i przy każdej oficjalnej okazji wywoływałem zdumienie, że jestem Jasio, por. także felieton o Kubie Rozpruwaczu3).

Niedawno okazało się jednak, że posiadanie tajnego pierwszego imienia ma także zalety i być może ochroni mnie przed zapudłowaniem przez rodzimych jakobinów IV RP. Otóż, jak doniosła mi córka, otrzymałem był pismo od Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji numer DZiK-VI-633-54 w sprawie Fundacji Przeciwdziałania Przestępczości Komputerowej. W oficjalnym piśmie ministerstwa, na papierze firmowym z orłem w koronie, w nagłówku jak byk stoi "Pan jakub Tatarkiewicz". Oprócz mnie jako członków zarządu wyż. wym. fundacji wyliczono kilka innych osób, z których znam tylko jedną, a mianowicie Romana Dolczewskiego. W roku 1991, wraz ze ŚP Markiem Carem i kilkoma innymi osobami, założyliśmy razem Stowarzyszenie Polski Rynek Oprogramowania PRO, w którym to stowarzyszeniu krótko pełniłem rolę wiceprezesa. Szybko jednak mi przeszło, szczególnie po konferencji prasowej ówczesnego premiera Pawlaka, który początkowo nawet uśmiechał się do mnie (znamy się z czasów, gdy odsługiwał wojsko w Warszawie). Przestał, gdy wręczyłem mu plakat reklamowy stowarzyszenia z hasłem "Siódme: Nie Kradnij" i komentarzem, że właśnie zarządza firmą, która jest największym złodziejem oprogramowania w naszym kraju.

Po rezygnacji z pracy w PRO szybko wyjechałem z Polski, więc wiem tylko z sieci, że Stowarzyszenie dalej działa4). Roman Dolczewski nie jest już jego prezesem od wielu lat, ale został członkiem honorowym, podobnie jak i ŚP Marek Car. Zapewne na jakimś zakręcie historii PRO postanowiło utworzyć fundację i zaocznie dopisano mnie do jej zarządu. Jednak nie mogłem być w nim formalnie, bo we wszelkich dokumentach urzędowych, jak to opisałem na wstępie, zawsze używam wszystkich imion, które wpisano mi do aktu urodzenia i jakie mam w dowodzie osobistym oraz w paszporcie. Tak więc jestem kryty przed dziką inkwizycją Departamentu Zezwoleń i Koncesji (DZiK) MSWiA dzięki różnicy zdań moich rodziców sprzed pięćdziesięciu pięciu lat. Nie każdy może mówić o takim szczęściu w IV RP na skutek PRL-owskiej przeszłości.

Jest interesujące, dlaczego zarząd Fundacji, jakby nie było Przeciwdziałania Przestępczości Komputerowej, nie zarejestrował się w (skomputeryzowanym) Krajowym Rejestrze Sądowym. Jak wynika z pisma, które otrzymałem z MSWiA, gdzieś się jednak wpisał. Mam nadzieję, że przyspieszona ścieżka śledcza, tak miła ministrowi Ziobro, spowoduje, że już niedługo zobaczą Państwo w Wiadomościach kilku facetów w kajdankach, a także dzielnych antyterrorystów wynoszących komputery. Komentarz będzie wskazywał, jak to pewna fundacja "przeciwdziałała" przestępczości komputerowej, ale już więcej nie będzie.

W imieniu aresztowanych z góry dziękuję za przysyłanie mejli z pociechą - podobno w polskich więzieniach można domagać się WiFi, o ile ma się zaświadczenie lekarskie o konieczności posiadania laptopa "pod celą".

  1. http://en.wikipedia.org/wiki/Jean-Jacques_Rousseau
  2. http://www.constitution.org/jjr/poland.htm
  3. http://www.computerworld.pl/artykuly/artykul.asp?id=46615
  4. http://www.pro.org.pl