Czuły stolec

Wymyśliłem sobie, że będę opisywał świat, w którym można żyć bez komputerów. Jak dotąd, udawało mi się znajdować tematy, nie napotykając specjalnych problemów. Wierni Czytelnicy wiedzą, że nie cofnąłem się przed żadnym zadaniem. Muszę się jednak przyznać, iż rzeczywistość kolejny raz przerosła moją wyobraźnię.

Wymyśliłem sobie, że będę opisywał świat, w którym można żyć bez komputerów. Jak dotąd, udawało mi się znajdować tematy, nie napotykając specjalnych problemów. Wierni Czytelnicy wiedzą, że nie cofnąłem się przed żadnym zadaniem. Muszę się jednak przyznać, iż rzeczywistość kolejny raz przerosła moją wyobraźnię.

Jednym z najmniej docenianych akcesoriów komputerowych jest siedzisko. Jeśli jednak zastanowią się Państwo choć przez chwilę, to łatwo zauważyć, że mebel, na którym spoczywa ta część ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, jest obarczony wyjątkową odpowiedzialnością. Przecież typowy użytkownik komputera spędza dziennie pewnie dobrze ponad 5 godzin, siedząc przed ekranem.

Właśnie, siedząc! A jak wiadomo czynność siedzenia nie jest naturalną dla naszego ciała: albo stoimy (homo erectus), albo leżymy (jak zauważył filozoficznie pewien mój znajomy - łóżko jest najbardziej niebezpiecznym meblem w każdym domu, bo ponad dwie trzecie ludzi w nim właśnie umiera). Siedzenie, poza sytuacją obywateli skazanych prawomocnymi wyrokami, jest nie zamierzoną torturą. Plecy wyginają się niczym u przeciągającego się kota, nogi zawisają w powietrzu albo krzyżują się z braku miejsca pod stołem, ręce zaś pozostają zgięte, choć muszą wykonywać wzmożoną pracę (klawiatura, mysz).

Jednym słowem dobra ergonomia powinna zaczynać się nim jeszcze włączymy komputer. Mój syn - jak wielu młodych ludzi - cierpi na niedorozwój mięśni kręgosłupa, co zwykle na starość kończy się charakterystycznym pochyleniem pleców (jak np. u byłego marszałka Chrzanowskiego). Lekarze zalecili mu, poza intensywną gimnastyką, także poprawne siedzenie. Udaliśmy się więc do pobliskiego sklepu z meblami biurowymi i tam właśnie doznałem owego olśnienia, wspomnianego na początku felietonu. Zobaczyłem mianowicie krzesło wyposażone w dyskietkę!

Firma HON wyprodukowała bowiem program pod nazwą "Sensible Seating, 6300 Series Task Chair, An Interactive Demo". Do każdego krzesła serii 6300 pod spodem przyklejono w eleganckiej kopercie dyskietkę z programem. Notabene nazwa Sensible Seating (odczuwalne, czułe siedzenie) jest zastrzeżonym znakiem towarowym firmy HON i jako taka została użyta w tym felietonie wyłącznie w celach informacyjnych, przy pełnym poszanowaniu praw wynikających z zarejestrowania tego znaku. Program zaś jest oczywiście chroniony prawem autorskim, nie mogę więc umieścić go na sieci, byście mieli Państwo tę samą radość obserwowania sposobów ustawiania kąta pochylenia oparcia, regulowania wysokości podparć pod ręce oraz samego siedziska, a nawet jego kąta nachylenia. To trzeba samemu zobaczyć!

Nie chcąc jednak pozbawiać wiernych Czytelników mojej rubryki szansy na osobiste przekonanie się o wyższości (chyba raczej powinienem napisać "regulowalności") nowoczesnych mebli, pozwalam sobie ogłosić minikonkurs na opis najciekawszego i najbardziej niespodziewanego zastosowania technologii komputerowej. Propozycje proszę przesyłać na mój adres poczty elektronicznej (tatarkiewicz@earthlink.net) w ciągu najbliższych dwu tygodni. Szczęśliwy zwycięzca zostanie wybrany w całkowicie niedemokratycznej procedurze jednoosobowej decyzji autora i otrzyma w nagrodę nie otwarte opakowanie z interaktywną prezentacją zalet siedziska model 6300. Niestety, krzesła nie mogę zagwarantować...