Cztery razy "działa!"

Każdy informatyk zna to słowo doskonale. Na pewno nie raz i nie dwa razy wykrzyknęliśmy je w ekstazie, gdy błąd niemożliwy do znalezienia przez długie godziny lub dni został wreszcie usunięty.

Każdy informatyk zna to słowo doskonale. Na pewno nie raz i nie dwa razy wykrzyknęliśmy je w ekstazie, gdy błąd niemożliwy do znalezienia przez długie godziny lub dni został wreszcie usunięty.

Albo w momencie, gdy rozwiązanie informatyczne, pracowicie budowane z hardware'owych i software'owych "klocków" przez miesiące, po raz pierwszy zrealizowało to, do czego zostało stworzone: rozliczyło pierwszą transakcję, zakończyło pierwsze obliczenia, pokazało pierwsze raporty. Satysfakcję, którą czuje wtedy inżynier, mogę porównać jedynie do... umówmy się, że pozostawię to Państwa wyobraźni.

Wiele lat po rozpoczęciu pracy informatyka zrozumiałem, że owych "działa!" jest kilka i każde znaczy co innego. Pierwsze, wypowiadane przez informatyka - programistę, administratora, inżyniera sieci - oznacza jedynie, że element, który uważał za najbardziej kluczowy, zachowuje się zgodnie z techniczną specyfikacją lub jego inżynierskimi oczekiwaniami. Drugie, wypowiadane jest przez innego informatyka, odpowiedzialnego za dostarczenie rozwiązania. Oznacza, że można je pokazać klientowi i nie narobić sobie wielkiego wstydu. Trzecie "działa!" pochodzi już od odbiorcy - i czas, jaki upływa między drugim a trzecim określany jest przez informatyków słowami "krew, pot i łzy". Testy, uwagi, zmiany, poprawki, nagle wyskakujące błędy i wreszcie przekazanie - znamy to doskonale, nieprawdaż? I wreszcie czwarte "działa!". Wypowiada je odbiorca systemu, kiedy spełni pokładane w nim nadzieje i przynosi mierzalną korzyść biznesową w jego organizacji.

Rozróżnianie tych czterech rodzajów okrzyków to zasadnicza umiejętność menedżera informatyki. Wiele pisze się o przekroczonych budżetach i harmonogramach projektów, niekończących się testach i chybionych wdrożeniach. Ale są przecież historie udanych projektów i wdrożeń. Zdradzę Państwu ich tajemnicę - ich liderzy doskonale potrafią odróżniać poszczególne "działa!" od siebie. Jak w muzyce - liczy się dobry słuch. Trzeba mieć odrobinę talentu; jeśli ktoś ma go dużo - subtelności owego okrzyku słyszy od razu, jeśli mniej - uczy się na cudzych albo własnych niepowodzeniach. Są też tacy, którym przysłowiowy słoń nadepnął na ucho - i to oni zostają bohaterami modnych ostatnio książek z gatunku Anti-patterns.

Znam menedżerów, którzy stosują prostą zasadę: czekają na pierwsze "działa!", mnożą razy cztery dotychczasowe nakłady na przedsięwzięcie i dopiero wtedy podają termin zakończenia i ostateczny budżet projektu. I mimo wszystkich racjonalnych metod estymacji, mylą się nie bardziej niż inni.


TOP 200