Czterdzieści i cztery pornoski, czyli ogonek

W dobie internetu pisanie felietonów jest znacznie łatwiejsze niżby to się mogło wydawać laikom.

Wystarczy napisać kilka tekstów, a potem już zabawa sama się rozkręca, bo czytelnicy zasugerują kolejne tematy. Jeśli zaś autor pisze jeszcze codzienny blog, to prawdopodobnie nigdy już nie będzie musiał nic wymyślać. Ba, utonie w propozycjach, których nie będzie mógł w żaden sposób wykorzystać. Ale wśród zalewu pomysłów trafiają się perełki, które warte są nie tylko krótkiego skwitowania, ale być może nawet poważnych badań naukowych, a w rezultacie dużej monografii. Tylko, kto by ją wydał? Na felieton jednak miejsce zawsze się znajdzie.

Swego czasu czytelnik mego blogu o wdzięcznym pseudonimie "Jas Wedrowniczek", zapewne wiele znaczącym, zasugerował mi temat rozważań: "Jakie wybiegi stosują autorzy i wydawcy aby sensacyjną zajawką przyciągnąć czytelnika do zupełnie pustej treści?" Otóż, dzięki uprzejmości administratorów portalu IDG (serdecznie podziękowania dla Panów Webmasterów!), mogę od jakiegoś czasu korzystać z wyników badania ruchu na moim blogu. Badania prowadzi firma Gemius i robi to naprawdę profesjonalnie, mierząc prawie wszystko, poza numerem kołnierzyka odwiedzających oraz ich predylekcją do napojów wyskokowych (niestety, Panie Jasiu, niestety). Wśród całej masy danych, dostępnych autorom oraz wydawcy, znalazłem prawdziwe diamenty, którymi postanowiłem się z Państwem podzielić. Na przykład zestawienie, skąd na strony mego blogu wchodzą czytelnicy. A także jakie słowa kluczowe, czyli tzw. odsyłacze, wpisane w wyszukiwarkach, najczęściej prowadzą do moich tekstów.

Otóż, gołym okiem widać, że z miesiąca na miesiąc nic tak nie napędza ruchu jak seks oraz bardzo potoczne słówko "pornoski". Oczywiście, w sprawozdaniach pojawiają się różne inne słowa, niektóre z nich powszechnie uważane za obelżywe, które jak wiadomo uwielbiam stosować nie tylko w tekstach, także zajawek, ale przede wszystkim w tytułach. Tak na marginesie, to szczerze podejrzewam, że zajawek nikt nie czyta, gdyż są to zwykle zdania mechanicznie wycięte z początku tekstu, w moim przypadku często kiedyś zawierające odnośnik do jakiejś strony. Na szczęście zostałem publicznie przywołany do porządku przed RedNacz i już od ładnych kilku miesięcy w ogóle w moich tekstach nie używam żadnych odsyłaczy, co podobno bardzo ułatwia czytanie.

Tymczasem uważne przyjrzenie się wspomnianej powyżej pełnej liście słów kluczowych ujawnia, że co miesiąc znajduje się na niej liczba 44, albo też jej wariant słowny, jak dziś w tytule. Uważni Czytelnicy zapewne pamiętają, że napisałem kiedyś felieton pod tytułem "Bohaterskie litery, czyli czterdzieści i cztery". Otóż, ten jeden jedyny tekst z roku 2006 jest obecnie odpowiedzialny za sporą część ruchu czytelniczego na moim blogu. Natomiast niepozorny tytuł wpisu sprzed kilku tygodni "Ogonek na łysinie" przyciąga jak mucha rosyjskich spamerów od pornosków. Co powoduje, że zmuszony byłem poprosić wspomnianych powyżej Panów Webmasterów o założenie dodatkowego filtra na komentarze.

Dodając jedno do drugiego, czyli polskie wyszukiwarki do zagranicznych usług erotycznych, dochodzę do wniosku, że dzisiejszy tytuł felietonu będzie hitem sezonu letniego 2009. A może nawet i wszechczasów. O czym oczywiście nie omieszkam Państwa powiadomić w kolejnym felietonie za pół roku. Mam przy tym nadzieję, że na swoich stronach prywatnych i firmowych bynajmniej nie unikają Państwo słów dziś tu przeze mnie przywołanych. Albowiem, nawet najlepszy towar nie reklamuje się sam!