Czemu ja?

Jakże często zdarza się, że w przededniu wdrożenia oprogramowania ciągle jeszcze nie są znane wszystkie przepisy wykonawcze. I co w związku z tym? Ano nic, wdraża się wg stanu obowiązującego. Za resztę i tak zapłacą użytkownicy.

O ile nasze krajowe ustawodawstwo swą bezwładnością i brakiem orientacji często kładło na łopatki wiele projektów informatycznych, o tyle podobne zjawiska mają miejsce w różnych firmach, ale nie są to problemy na tyle sztandarowe, aby huczało o nich w mediach branżowych.

W firmie, gdzie znalazł zatrudnienie Lokalny, kończył się projekt nowego systemu . Jak zwykle, tak i tym razem (ale zupełnie bez związku z projektem CRM) zebrała się Dyrekcja. "Trzeba opracować nowe wzorce dokumentów, które emituje system. Szczególnie dotyczy to nowej postaci umów sporządzanych dla naszych klientów" - rozpoczął dyskusję Naczelny. "Co, może znowu ja?" - zaczęła się handryczyć Dyrektorowa, zupełnie bez powodu, bo przecież nikt w tym kontekście nie wymienił jej z tytułu ani nawet z nazwiska. Inna sprawa, że oczy wszystkich zebranych zwróciły się na nią, gdy tylko Naczelny zaczął przebąkiwać o nowych umowach. "Ja już mam tego dosyć! Co roku to samo. Ciągle nowe umowy i zawsze ja to muszę robić" - Dyrektorowa histeryzowała już w najlepsze. "Ależ koteczku! Nie rób z tego problemu" - Naczelny (prywatnie mąż Dyrektorowej) próbował załagodzić sytuację. "Przecież wszyscy wiemy, że ty najlepiej to umiesz; już znasz się na tym. Kto z nas zrobiłby to lepiej?" - ton Naczelnego brzmiał aż nadto fałszywie. "Nie będę tego robić i już!" - ostro ucięła Dyrektorowa, po czym kontynuowała - "skoro powstaje nowy system CRM, to niech oni tam te umowy włożą i będzie po krzyku". "Oni" oznaczało ni mniej, ni więcej tylko informatyków, a Lokalnego, jako ogólnozakładową ofiarę Dyrekcyjnej niewiedzy organizacyjnej, w szczególności.

Koniec końców stanęło na tym, że nowy system CRM ruszył, bo musiał ruszyć w ustalonym terminie. Nowych umów nie podpięto, gdyż informatycy nie otrzymali stosownych szablonów. Wstawiono więc umowy stare, które generalnie były już nic nie warte z prawnego punktu widzenia. Na następnej naradzie Dyrekcyjnej podniesiono kwestię umów. Ponieważ nie można było znaleźć winnych braku właściwych umów produkowanych przez nowy system, przywołano Lokalnego i porozmawiano z nim całkiem poważnie, sugerując coś o właściwym i konstruktywnym podejściu do zajęć służbowych. Następnie zajęto się omawianiem planów na najbliższy sezon urlopowy.

Lokalny wrócił do swego pokoju zupełnie ogłupiały. Z jednej strony chciałby coś dobrego zrobić, z drugiej zaś miał kompletnie związane ręce. W związku z tym, jak zwykle w takich sytuacjach zajął się rozwojem własnym, czyli układaniem pasjansa.