Czekając na jabłko

Newton siedział niedaleko jabłoni, albowiem wiedział, że jabłko pada niedaleko od niej. Usłyszał o tym zapewne od swych rodziców lub dziadków, lub - nie daj Boże - od kolegów z podwórka, jeśli rodzice nie mieli czasu bądź odwagi na przeprowadzanie z nim zasadniczych rozmów. Czemu uparł się akurat na jabłko, a nie na gruszkę - nie wiadomo. Prawdopodobnie brak doniesień o odległości spadania innych owoców - w tym i gruszek - od macierzy, mógł go do cna zniechęcić. Nie mówiąc już o trudnościach, występujących przy próbach odnalezienia gruszek na wierzbie.

Newton siedział niedaleko jabłoni, albowiem wiedział, że jabłko pada niedaleko od niej. Usłyszał o tym zapewne od swych rodziców lub dziadków, lub - nie daj Boże - od kolegów z podwórka, jeśli rodzice nie mieli czasu bądź odwagi na przeprowadzanie z nim zasadniczych rozmów. Czemu uparł się akurat na jabłko, a nie na gruszkę - nie wiadomo. Prawdopodobnie brak doniesień o odległości spadania innych owoców - w tym i gruszek - od macierzy, mógł go do cna zniechęcić. Nie mówiąc już o trudnościach, występujących przy próbach odnalezienia gruszek na wierzbie.

Dlatego też nie zasypiał ich w popiele. Powiedzenie, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, zdaje się sugerować, że obgadywany podmiot jest w miarę wierną kopią swego rodzica. Nie wiem, dlaczego kopia kojarzy mi się zawsze z ołówkiem kopiowym. Chyba jednak nie ma o co kopii kruszyć w tym przypadku.

Razu pewnego wziąłem do ręki instrukcję wielofunkcyjnego urządzenia - skaner, drukarka i kopiarka w jednym. Uwagę skupiłem na rozdziale poświęconym kopiowaniu małych przedmiotów, gdzie czarno na białym producent przekonywał mnie, że za pomocą tego fantastycznego urządzenia mogę przeprowadzić kopiowanie małych obiektów, takich jak kwiatki, pluszowe zabawki, monety, biżuteria, dzieła artystyczne. Aby nie być posądzonym o fałszowanie pieniędzy lub modyfikacje genetyczne na roślinach, postanowiłem skopiować biżuterię mojej żony. Na pierwszy ogień poszła drogocenna bransoleta - na oko jakieś 50 zł rozrzutności brutto. Niestety, w wyniku kopiowania otrzymałem jedynie rysunek przedmiotu na papierze - fakt, że ładny dosyć i kolorowy - ale jednak tylko rysunek. Kopii przedmiotu nie udało mi się uzyskać. Szkoda, gdyż oczyma wyobraźni widziałem już, jak otwieram dochodowy punkt dorabiania kluczy.

W dzisiejszych czasach już nawet dokumentacji nie można brać na serio. Jakoś nic nie chce być proste i jednoznaczne, ot choćby jak z równaniami matematycznymi bywa, gdzie o żadnej dowolności interpretacyjnej nie może być mowy. Jeśli na przykład weźmiemy pod uwagę następujące równanie: prezes plus komputer równa się problem, wówczas tylko jeden krok dzieli nas, aby na podstawie trywialnego przekształcenia otrzymać przepis na prezesa, będącego problemem bez komputera.

Zdecydowanie innym dla mnie problemem są faceci w czerni (najczęściej z komputerem). Zastanawiam się nieraz, czy to drużyna kelnerów czy zespół grabarzy, bo tacy do nich strojem upodobnieni. Nie - to zespół (re)prezentacyjny firmy informatycznej, najczęściej o rodowodzie zagranicznym, demonstrujący zalety produktu. Panowie! A marynarki w dużą kratę, a krawaty z palemką ubrać nie łaska?

W ten sposób nieudana prezentacja systemu informatycznego mniej kojarzyłaby się z jego pogrzebem.


TOP 200