Czekając na deszcz

Nasi parlamentarzyści obecnej kadencji wykazują się niespotykaną wręcz dbałością o kraj, która może nie jest fizycznymi rezultatami zbytnio owocna, niemniej w sferze chęci i zamierzeń sięga daleko, a co istotniejsze, bardzo wysoko.

Nasi parlamentarzyści obecnej kadencji wykazują się niespotykaną wręcz dbałością o kraj, która może nie jest fizycznymi rezultatami zbytnio owocna, niemniej w sferze chęci i zamierzeń sięga daleko, a co istotniejsze, bardzo wysoko.

W połowie lipca tego roku Sejm raczył wstawić do swego oficjalnego porządku dziennego modlitwę w intencji deszczu. Kilka dni później spadły deszcze, co prawda głównie u naszych wschodnich sąsiadów, zahaczając o Suwalszczyznę, niemniej opady były niezwykle obfite, a więc szczere. Wydaje się, że kwestią wymagającą jak najszybszego wyjaśnienia jest, komu tak naprawdę sprzyjają parlamentarzyści, skoro reszta terytorium kraju pozostawała nadal sucha jak szczapa. Tymczasem, gdy przedstawiciele naszego narodu wznoszą modły w intencji opadów, inne kraje hołdują zgoła szatańskim wynalazkom, zamiast modlitwy stosując technikę.

W kwietniu Pekin został nawiedzony szczególnie ciężkimi burzami piaskowymi, co pozostawiło w stolicy Chin ślad w postaci pustynnego piachu i kurzu. Aby pozbyć się tego dywanu naleciałości aż z pustyni Gobi, chińscy naukowcy postanowili sprowokować deszcz. Jakimi metodami, wiadomo. Toż to kraj z głęboko osadzonymi naleciałościami komunistycznymi, co nie przeszkadza, że ekonomicznie rozwija się bardzo dynamicznie. Na pewno nie przyszłoby tam nikomu do głowy, aby oficjalnie występować o względy Najwyższego, stąd bez oporu zastosowano metody naukowe, sprawdzone zresztą niejeden raz w północnych regionach Chin, gnębionych częstymi suszami. Do tego celu stosuje się kapsuły z jodkiem srebra, co zrobiono i tym razem, wywołując najsilniejsze od lat opady. A więc można i tak, bez względu na to czy intencje są właściwe.

W meteorologii stosuje się różnorakie metody przewidywania. W Japonii na przykład zamierzają wykorzystać najnowsze technologie w celu prognozowania pogody na 30 lat wprzód. Pozwoli to na przewidzenie z dużym wyprzedzeniem wszelkiego rodzaju kataklizmów i anomalii o mniejszym bądź większym zasięgu. W tym celu Japończycy mają zamiar wykorzystać "szatańskie narzędzie", czyli superkomputer "Earth Simulator", zasilany danymi z całego świata. Roczny koszt tego przedsięwzięcia jest szacowany na 26 mln dolarów. W badaniach tych chodzi także o stwierdzenie zależności między ciśnieniem atmosferycznym, temperaturą, prądami morskimi itd. Myślę, że trzeba Japończykom delikatnie podpowiedzieć o innych influencjach, bardziej duchowych, których jakoś nie przewidzieli. Przecież cała ta naukowa symulacja pogodowa może zostać zniweczona kolejnymi sesjami modlitewnymi w polskim Sejmie. I kto wówczas pokryje koszty błędów analitycznych? I znowu będzie się nazywało, że komputer pomylił się przy dodawaniu. Tyle milionów USD wyrzuconych w błoto z powodu nieuwzględniania czynnika fal duchowych. A oddziaływanie takie z pewnością objawi swą moc, tylko parlamentarzyści muszą nieco potrenować, zjednoczyć się w modlitwie, oczyścić serca z żółci i efekt jak malowany, a raczej jak zalany. Oby tylko nie przesadzić ilościowo, bo powtórka powodzi z 1997 też nikomu nie jest w smak.

Tak czy siak, modlenie się o deszcz jest znacznie tańsze aniżeli stosowanie technologii. Gremialne obnoszenie się ze swymi dobrymi intencjami przy jednoczesnym braku ich skutków powoduje tyle, że piekło jest coraz lepiej wybrukowane. Niemniej trzeba by się wreszcie na coś zdecydować: czy idziemy drogą szamanizmu czy logiki. Jeśli wybieramy to pierwsze, to należa łoby orzec, kto zostanie naczelnym szamanem i czy ma odpowiedni certyfikat z kursu w wiosce afrykańskiej.


TOP 200