Czas oddać Big Blue to, co się mu należy

Zaprzyjaźniony ze mną pracownik firmy IBM wpadł do mnie pewnego dnia ze swoim kolegą i wszczął dyskusję na temat, jak to IBM wspiera środowisko pracy klient/serwer. Muszę w tym momencie zaznaczyć, że w chwilach takich staję się facetem cynicznym. Gotów jestem wtedy w każdej chwili rzucić takim interlokutorom w twarz ich Systems Application Architecture. A kiedy jestem w rzeczywiście już złym nastroju, to gotów jestem przypomnieć im IBM 8100 czy PC jr. Ale tym razem byłem bardzo grzeczny i cierpliwie słuchałem.

Zaprzyjaźniony ze mną pracownik firmy IBM wpadł do mnie pewnego dnia ze swoim kolegą i wszczął dyskusję na temat, jak to IBM wspiera środowisko pracy klient/serwer. Muszę w tym momencie zaznaczyć, że w chwilach takich staję się facetem cynicznym. Gotów jestem wtedy w każdej chwili rzucić takim interlokutorom w twarz ich Systems Application Architecture. A kiedy jestem w rzeczywiście już złym nastroju, to gotów jestem przypomnieć im IBM 8100 czy PC jr. Ale tym razem byłem bardzo grzeczny i cierpliwie słuchałem.

Moi rozmówcy wyjaśniali mi, jak to ich firma dba o rozwój systemów otwartych i współoperatywność produktów. Zapewniali, że tym razem sprawa ma się zupełnie inaczej i IBM gotowe jest spełnić to, czego oczekują od niej klienci. Przedstawili nową strategię firmy i tłumaczyli, że jest ona w stanie zadowolić każdego użytkownika, który zainteresowany jest rozproszonym przetwarzaniem danych. Cała rozmowa trwała 60 minut, po czym na odchodne zostawili mi kilka opracowań na ten temat i poprosili o ich przeczytanie oraz wyrażenie swojej opinii.

Tego samego dnia po południu zacząłem czytać te materiały. Muszę szczerze przyznać, że nastawiony byłem do nich od samego początku z pewnym sceptycyzmem. W jednym z artykułów, który ukazał się w zeszłym roku w "Computerworld" zacytowano moje stwierdzenie, że "poruszając temat systemów architektury klient/serwer, wykluczam z góry firmę IBM". Cytat ten wydrukowano w tym artykule dużymi, czerwonymi literami. IBM zareagował natychmiast i wysłał do mnie obszerną literaturę, w której starano się mnie przekonać, jak bardzo się mylę formułując takie opinie. Była tam mowa o tym, jak to firmie leży na sercu sprawa współoperatywności produktów. Przykładem tego miała być wg IBM możliwość obsługi relacyjnych baz danych DB2 przez systemy linii AS/400. Taki to był wtedy ogląd tej sprawy przez IBM, która dalej myślała, że cały świat musi mieć kolor niebieski, czyli dostosowywać się do i podążać za IBM.

Gdy jednak skończyłem czytać całą dokumentację, to mój stosunek do Big Blue zmienił się. I jeśli przeczytane przeze mnie materiały odzwierciedlają rzeczywiście aktualną strategię firmy, to można być pewnym, że wpłynie ona w decydujący sposób na kształt tego rynku (myślę o rozproszonym przetwarzaniu danych). Obrana przez IBM polityka wskazuje, że zamierza ona odegrać decydującą rolę przy tworzeniu standardów dla tego środowiska pracy. IBM chce to osiągnąć przez jasne określenie, jakie produkty i standardy znajdują się w polu jej zainteresowania i będą dalej rozwijane. Jest to polityka otwarta, dzięki której wszyscy wiedzą (a więc tak użytkownicy, jak i partnerzy czy konkurenci), czego się mogą spodziewać.

Opracowanie to jest czymś więcej, niż tylko kolejnym dokumentem nakreślającym strategię rynkową jednej z firm. Jest to cenna pomoc przy podejmowaniu decyzji, która wskazuje, jak należy postępować projektując systemy rozproszonego przetwarzania danych, aby stosowane w nich przemysłowe standardy zgodne były z zaleceniami organizacji ISO (International Standards Organization).

Dokument ten wskazuje też konkretnie, kto ponosi odpowiedzialność za wdrożenie do produkcji wymienionych tam produktów i usług. Wymienia się więc po nazwisku osoby, na których ciąży obowiązek zrealizowania poszczególnych zadań. Jest to rzeczywiście coś nowego.

Wydaje się, że przyjęta przez IBM strategia bierze pod uwagę potrzeby klientów i daje im poczucie pewności, że poczynione przez nich inwestycje nie pójdą na marne i będą należycie chronione. Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz widziałem dokument opracowany przez IBM, który chroniłby interesy klientów w podobny sposób.

Opracowanie to może być bardzo użyteczne dla tych osób, które zamierzają projektować środowiska pracy przetwarzania rozproszonego. Materiał jest klarowny i nie jest już tak zaściankowy, jak to bywało w przeszłości z innymi dokumentami tej firmy. IBM ma dużo do zaoferowania swoim klientom. Dobrze jest mieć tę firmę z powrotem w polu zainteresowania.

Frank Montelone jest dyrektorem jednej z firm na środkowym zachodzie USA


TOP 200