Czarnowidztwo?

- Z kartą żyje się lepiej! -krzyczy reklama na przystanku.

- Z kartą żyje się lepiej - myśli zapewne młody człowiek, którego w chwilę później widzę, jak kartą właśnie płaci w pociągu za bilet.

- Z kartą żyje się jako-tako - powiedziałaby pani, która dzień wcześniej, wieczorem, odeszła z niczym spod placówki banku, gdzie aż dwa bankomaty naraz przepraszały za swą chwilową niesprawność.

- Z kartą żyje się fatalnie - pomyślał zapewne każdy ze stu tysięcy klientów niemieckich banków, gdy nagle, właśnie przy próbie zapłaty kartą, przekonał się, że jego karta nie działa i - co więcej i gorzej - dowiedział się też wkrótce, że - właśnie w związku z tą kartą - jego wspaniałe wakacje gdzieś w Hiszpanii, wcale nie były takie idylliczne, jak mu się dotąd wydawało.

Później okazało się, że sprawa dotyczy nie tylko Niemców, ale właściwie wszystkich, którzy, będąc latem tego roku w Hiszpanii płacili tam za coś kartą. Bo kolejny, trudno zliczyć który już raz, jedno z ogniw w licznych łańcuchach obsługi transakcji kartowych okazało się słabe. Słabość ta polegała na udostępnieniu komuś danych o kartach płatniczych, umożliwiających potem korzystanie z nich bez wiedzy i zgody właściwego posiadacza. Sprawa jest świeża, w kategoriach dochodzeniowych - "rozwojowa". Oprócz banków niemieckich, które sam koszt wymiany kart, zablokowanych w związku z tym przypadkiem, szacują na ponad milion euro, o sprawie mówią także Czesi i Słowacy. Do strat trzeba też doliczyć to, co stracili klienci bezpośrednio, bo nawet jak bank im to zwróci, to i tak koszt ten jakimś rykoszetem później ich trafi. Ale są też i straty pośrednie, jak chociażby kłopoty z powodu nagłej niemożności korzystania z zablokowanej karty. Stąd zaś krok już tylko do wspomnianej konkluzji: - Z kartą żyje się fatalnie!

A miało być tak dobrze, łatwo, przyjemnie i bezpiecznie - higieniczny i miły dla oka kawałek plastiku, zamiast brudnych i pomiętych banknotów, które przeszły wcześniej przez milion rąk.

Tym razem nawet eksperci, odpytywani w audycji radiowej BBC zajmującej się tylko tą sprawą, nie próbowali uspokajać, lecz tłumaczyli, że jak z wszystkim, z kartami trzeba bardzo uważać gdzie, kto i z kim. Jako miejsca podwyższonego ryzyka wskazywali bary, restauracje i stacje benzynowe, i to nawet te, firmowane przez znane marki. Mówili też, że ogólnie lepsza jest karta kredytowa niż debetowa, bo w przypadku tej pierwszej większe jest prawdopodobieństwo, że bank zwróci ewentualną stratę.

Tak, czy inaczej - opinie te podważają samą istotę swobodnego korzystania z kart, gdzie pojawia się nagle ten sam dylemat, jaki występuje w przypadku plików komputerowych zawierających programy, obrazy, teksty książek czy muzykę. Banknot może być w posiadaniu zawsze jednej tylko osoby, zapis elektroniczny może mieć posiadaczy nieskończenie wielu. I każdy z nich może zrobić z takiego zapisu taki sam użytek: np. posłuchać muzyki z pliku mp3, albo posłużyć się kompletem danych z czyjejś karty płatniczej.

Skala nadużyć z udziałem danych z kart dość szybko rośnie, a wraz z nią rosną koszty - również te, postrzegane w kategorii kosztów społecznych. Z jednej strony, zmniejsza to zaufanie do obrotu elektronicznego tego rodzaju, z drugiej zaś może przynieść skutki, jakie znamy już z rozwoju motoryzacji.

Rosnąca liczba samochodów, ich kradzieży i powodowanych przez nie wypadków spowodowała kiedyś (za naszej jeszcze pamięci) wprowadzenie obowiązku ubezpieczeniowego, rozkładającego związane z tym koszty na wszystkich zmotoryzowanych, na czym najwięcej skorzystały firmy ubezpieczeniowe. Czy to samo czeka nas z kartami, które zbliżą się przy okazji do kategorii dóbr luksusowych?


TOP 200