Czarno widzę

Naszym krajem zarządzają (chyba rządzą) wielkie systemy informatyczne - dowiedziałem się z niezwykle interesującej audycji w TVP1 (wtorek, 1999/12/21, godz. ok. 14.50). Wzbudziło to moje krańcowe przerażenie. Przed ponad dwoma laty przygotowałem się do wyborów - czytałem informacje na temat kandydatów, programy ugrupowań, sięgałem po informacje do różnych archiwów, aż wreszcie nadszedł dzień wyborów.

Naszym krajem zarządzają (chyba rządzą) wielkie systemy informatyczne - dowiedziałem się z niezwykle interesującej audycji w TVP1 (wtorek, 1999/12/21, godz. ok. 14.50). Wzbudziło to moje krańcowe przerażenie. Przed ponad dwoma laty przygotowałem się do wyborów - czytałem informacje na temat kandydatów, programy ugrupowań, sięgałem po informacje do różnych archiwów, aż wreszcie nadszedł dzień wyborów.

W godzinach otwarcia odwiedziłem właściwy lokal wyborczy i oddałem głos na właściwych - według mnie - kandydatów. Na tym moja rola się zakończyła. Potem wiele godzin trwało liczenie głosów przy zaangażowaniu sztabu fachowców świetnie wyposażonego w systemy informatyczne. Bez tych komputerów i odpowiedniego oprogramowania pewnie nie potrafilibyśmy sobie poradzić z liczeniem. A może my sami nie potrafilibyśmy bez komputerów zliczyć? A może jednak zliczylibyśmy i to szybciej niż w Polsce w roku 1997? Czyżbyśmy mieli takie marne przygotowanie podstawowe, że trzeba nam kilku dni i kilku nocy na to, co inni robią w nieco więcej niż dwie doby?

Ostatnio komputery od paru miesięcy wcale nie występują jako czynnik nowoczesności. Raczej jako gadżet - zabawka, którą specjaliści świecą po oczach profanom uważającym, że szkoda nadmiernych nakładów na urządzenia techniczne o możliwościach funkcjonalnych przekraczających potrzeby. Z drugiej strony zwykle rozsądni ludzie, jakich ci u nas niemało, mówią: a po co będziemy komputer kupować, skoro drogi on jak nieszczęście, w kasie mało pieniędzy, fachowcy zaś niewielki z niego pożytek zrobią. Tak już się utarło wśród naszych wykształconych specjalistów, że najchętniej zlecają oni pracę twórczą, odpowiedzialność i myślenie komputerom. Zlecanie zadań i odpowiedzialności maszynom świadczy o braku tej drugiej, gdyż komputery nie myślą, a tego przede wszystkim potrzeba do rządzenia jakimkolwiek krajem.

Systemy informatyczne rządzącym mogą oddać nieocenione przysługi dostarczając im danych źródłowych, a przede wszystkim różnorakich potrzebnych stworzonych z nich syntez. Rządzący, jak już powiedziano, mają poświęcać swój cenny czas rządzeniu, kompleksowym działaniom, których celem jest zapewnienie integralności i wszelkiego powodzenia wspólnoty. Rządzący muszą być ludzcy, mądrzy i dobrzy, a żaden za przeproszeniem komputer łask takich nie posiądzie, choćby mu najnowszy procesor zainstalować i dodać hektobajty pamięci. Taka wielka jest różnica między możliwościami człowieka a ograniczeniami komputera.

Jeśli chcemy mieć korzyści z informatyki, nauczmy się wreszcie, że to ludzie muszą umieć rządzić i zarządzać, a komputery są tyko narzędziem do wspomagania rządzenia i zarządzania. I należałoby zakazać propagowania reklamowych bzdur zapowiadających koniec kłopotów z zarządzaniem z chwilą zakupienia reklamowanych produktów informatycznych.


TOP 200