Cytowanie na wykopie

Kiedy rok temu, w maju 2008, napisałem felieton o śmierci gazet, to motywem przewodnim była proporcja powierzchni reklam do zawartości merytorycznej. Do głowy mi nie przyszło, że nie będzie to kwestią kilku lat.

Dziś wszystkie gazety, nie tylko lokalne, przeżywają poważne problemy. Ich źródłem jest brak reklam - niestety, bez nich prasa papierowa nie jest już w stanie ukazywać się. Opłaty pobierane od prenumeratorów oraz sprzedaż kioskowa nie przynoszą wystarczających dochodów. Jest to błędne koło: nakład gazety spada, więc reklamodawcy uciekają, a więc gazety nie można promować, co prowadzi do dalszego zmniejszenia jej nakładu.

W przypadku gazet o dużym udziale tekstów własnych (w odróżnieniu od tych, które bazują głównie na tekstach agencyjnych, dzisiaj również na wieściach z internetu), obrona idzie poprzez rozwijanie własnego portalu. Zamiast powierzchni reklam na papierze, zaczyna liczyć się kliknięcia. Wtedy też rozpoczyna się walka o prawa autorskie, a dokładniej o kopiowanie informacji od konkurencji. W papierowej wersji gazety jakoś nie wypada tak na chama przedrukowywać tekstów, choć prawie wszystkie gazet prowadzą rubryki z cytatami. W internecie zapanowała wolna amerykanka. Nawet najbardziej szacowne redakcje poddały się gorączce metody "copy-&-paste". Mimo, że same walczą o zakaz kopiowania swoich tekstów, nawet w postaci linków do nich. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy szukając czegoś zupełnie innego, w archiwum Gazety Wyborczej odnalazłem swój felieton sprzed lathttp://wyborcza.pl/1,76842,1770657.html. Niestety, ocenzurowany poprzez usunięcie linków do artykułów, także z GW. Żeby było śmieszniej, usunięto też cały akapit o uczeniu obsługi komputera oraz o robieniu kopii archiwalnych. Akurat w tym przypadku (chodziło o tzw. aferę Rywina) kluczowy dla sprawy, bo pani Jakubowska ich nie robiła. Przy okazji tekst oryginalny pocięto na inne akapity, bo tak pewnie lepiej wyglądało.

Dumny i blady z faktu zacytowania przez (kiedyś) największą polską gazetę mej pisaniny oraz zaznaczenie, że ukazała się ona w skromnym CW, zapytałem RedNacz, czy GW zechciała była uiścić opłaty za wykorzystanie moich praw autorskich. Zapewne niewielkie, ale to przecież o nie walczą dziś jak lwy jej redaktorzy. Walczą, bo to ich teksty coraz częściej kopiują inni, tym samym pozbawiając Agorę należnych zysków. Otrzymałem bardzo dyplomatyczną odpowiedź, żebym zajął się pisaniem kolejnych tekstów, najlepiej na tematy spraw amerykańskich. Aluzję zrozumiałem, ale postanowiłem jednak temat drążyć.

Tym bardziej, że w polskim internecie pojawiło się wiele portali-agregatów, których jedynym powodem istnienia jest odbieranie kliknięć oryginalnym stronom. O ile amerykański Digg bardzo prędko zrezygnował jednak z maniery pokazywania cudzych tekstów we własnej ramce (co powoduje w AdSense zaliczenie trafienia cytującemu zamiast cytowanemu), o tyle polski Wykop dalej ją stosuje. Przy pełnej aprobacie wspomnianej tu Gazety Wyborczej:http://technologie.gazeta.pl/technologie/1,81010,6612989,Wykop_Effect.html. Mam wrażenie, że w redakcji GW nie wie lewica co czyni prawica. A raczej nie wie lewica, co czyni dalsza lewica. Albowiem popieranie Wykopu jest prostą drogą do śmierci portalu Agory. Gdybym był złośliwy, to poprosiłbym o umieszczenie powyższego odnośnika w ramce CW...

W dalszej perspektywie metoda ramkowa oznacza także śmierć Wykopu. Jak długo bowiem można żyć z przechwytywania cudzych kliknięć?! To jest tak samo jak z epidemią wirusową: w pewnym momencie może zabraknąć świń oraz ludzi do dalszego jej rozwoju. No nie, świń chyba jednak nie zabraknie!


TOP 200