Cyfrowy świat

Wszystko robi się coraz bardziej cyfrowe. Chociaż może nie wszystko, bo liczby, składając się z cyfr, same cyframi nigdy nie będą.

Taki swoisty dualizm bądź nieokreśloność powoduje, że ludzie często mylą znaczenia.

Kiedy w firmie powstaje problem, jak rozdzielić sprawiedliwie wśród klientów promocyjny towar, to znaczy, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Oznacza to, że jest popyt przekraczający podaż, że nie ma kryzysu i że władze firmy myślą, jak nie skrzywdzić klienta. Z drugiej strony patrząc, są to sygnały niepokojące, gdyż zasady sprawiedliwej reglamentacji jakoś dziwnie przypominają czasy komuny.

Zgodnie z obawami władz firmy może dojść do tłoku, przepychanek i innych haniebnych incydentów w obliczu sprzedaży promocyjnej. Lokalny Informatyk wystąpił wobec tego z wnioskiem, aby sprzedaży promocyjnej nie organizować w sposób nieuporządkowany, na żywo, tylko przez internet, gdzie każdy sobie zarezerwuje bez tłoku i pracy łokciami. Władze natomiast wątpiły, czy to aby sprawiedliwe, bo przecież klienci od razu wszystko rozchwytają, dostanie ten, który szybszy, gdyż internet nie stwarza żadnych barier. Lokalny Informatyk stwierdził na to, że fizyczna kolejka wcale sprawiedliwsza nie jest, a dodatkowo do głosu dochodzą tu tak zamierzchłe umiejętności, jak spryt i siła. Czas trwania tradycyjnej kolejki jest z definicji dłuższy, przez co może sprawiać ona wrażenie dostojnego monumentu sprawiedliwości, co jest tylko złudzeniem.

W sumie zastosowano rozwiązanie pośrednie: klienci będą drukować przez internet bilecik z kodem uprawniającym i na tej podstawie będą mogli zgłosić się po odbiór towaru - bez pośpiechu i przepychania, czyli w luksusie. Oczywiście, uchwalenie tego rozwiązania nie przyszło łatwo, gdyż władze od razu poddały w wątpliwość, czy "tak dużą cyfrę klientów" można obsłużyć jakimiś kodami. Lokalny niechcący wdał się w szczegóły, prostując "cyfrę klientów" na "liczbę", co wywołało tylko niepotrzebną dyskusję i zrównanie Lokalnego z glebą za wymądrzanie się. Jednym słowem, dostał po głowie, że niby wszystkie rozumy pozjadał i wcale mądrzejszy od tego się nie zrobił, tylko grubszy. Poza tym Lokalny dowiedział się, że teraz wszystko jest cyfrowe, są też cyfry arabskie i rzymskie, w związku z czym liczby też.

W efekcie na promocji szału nie było. Na ofertę reflektowała w sumie niewielka "cyfra klientów". W związku z tym promocja "rozciągnęła swój czas trwania" na długie, długie miesiące.

Wydaje się, że żyjemy nie tylko w dobie cyfryzacji, ale także chronicznej promocji wszędzie i wszystkiego. Niestety, promocji podlegają tylko dobra użytkowe, natomiast jakoś cicho o promocjach kultury, sztuki, dobrego wychowania, ogłady, logiki i im podobnych wartości.