Crazy times

Ian Mitroff, znany myśliciel i autor książek z zakresu zarządzania i biznesu, wydał w 1998 r. nową książkę1 zachęcającą nas do głębokiej zadumy nad produktami naszej pracy, nieraz bardzo zaawansowanej, chociaż nie zawsze celowej i przemyślanej. Przy okazji np. wprowadzania reformy systemu ubezpieczeń społecznych pod auspicjami ZUSu wymyślono i przeprowadzono tyle bezsensownych, bezcelowych, czasochłonnych i absurdalnie kosztownych niewiele usprawniających bzdur, że aż szkoda zastanawiać się po co.

Ian Mitroff, znany myśliciel i autor książek z zakresu zarządzania i biznesu, wydał w 1998 r. nową książkę1 zachęcającą nas do głębokiej zadumy nad produktami naszej pracy, nieraz bardzo zaawansowanej, chociaż nie zawsze celowej i przemyślanej. Przy okazji np. wprowadzania reformy systemu ubezpieczeń społecznych pod auspicjami ZUSu wymyślono i przeprowadzono tyle bezsensownych, bezcelowych, czasochłonnych i absurdalnie kosztownych niewiele usprawniających bzdur, że aż szkoda zastanawiać się po co.

W ubiegłym roku wprowadzono modyfikację systemu identyfikacji i rejestrowania wszystkich ubezpieczonych (zobowiązanych do ubezpieczenia). Efektem tego wiekopomnego zamierzenia było utracenie jedynego źródła danych o utrzymujących system ubezpieczeniowy. Wcześniej, na początku 1999 r. zebrano od ubezpieczonych "kompletne dane" z tzw. zakładów pracy ogromnym nakładem pracy milionów pracowników zmuszonych do marnowania zasobów pracy w oczekiwaniu na przyjęcie w siedzibie ZUS. To oczywiście nie wyczerpuje rejestru kosztów, do których poniesienia ZUS zmusił w wątpliwym celu dziesiątki tysięcy ludzi - przedsiębiorczych, pracowitych i ofiarnych - do marnotrawienia cennego czasu. Od przedsiębiorców ZUS zażądał złożenia rocznych deklaracji wpłat na ubezpieczenia, przy czym główną racją tego wymagania przez ZUS jest niekompletność danych, które w mininym roku wszyscy przedsiębiorcy musieli co miesiąc doręczać ZUS-owi. Czyżby nie dostarczali Zakładowi deklaracji, czy też Zakład ten dane gubił albo wyrzucał? A może nie potrafił tych danych rejestrować albo też nie wiedział, po co i jak rejestrować. Potwierdzałby to fakt wydania wielkich pieniędzy na usługę informatyczną, dostarczoną przez znanego i - wynika niesolidnego - dostawcę.

Ten ostatni przyzwyczaił się do tego, że można spisać umowę na komputeryzację, przy czym nie wiadomo czego. Trzeba "skomputeryzować" - podpisuje się umowę, a potem doprecyzuje, co i po co. Inaczej mówiąc, kontrahent wykonuje każde zlecenie na "komputeryzację" - czy jest sens, czy nie - później się zweryfikuje. Tymczasem zdrowy rozsądek mówi, że najpierw trzeba znać cel, a dopiero potem ponosić wydatki i podejmować działania. To samo podpowiada Mitroff: żeby uniknąć błędu trzeciego rodzaju - precyzyjnego rozwiązania niewłaściwego problemu, należy podjąć wszelkie możliwe działania, takie jak uwzględnienie wszystkich zainteresowanych, odpowiednio pełne uwzględnienie zakresu możliwości, poprawne sformułowanie problemu, poprawne ustalenie granic problemu i systematyczne myślenie. To są podstawowe reguły projektowania rzeczywistego, kompletnego i kompetentnego rozwiązania problemu.

Wszyscy mogli słuchać komentarzy w telewizji. Większość z nich pochodziła od ludzi umiejących wykonywać swą pracę i wystawiała fatalne świadectwo autorom całego rozwiązania. Czy można nazwać dobrym rozwiązaniem takie, które w opinii pracowników ZUS-u miało przynieść 25-proc. udział błędnych deklaracji. Czy przedsiębiorcy samodzielnie zarabiający pieniądze i płacący podatki (ubezpieczenia) nie potrafią sami poprawnie wypełnić poprawnego formularza w języku polskim? Czy nie potrafią zrozumieć wyjaś-nień w języku ojczystym? A może formularz jest niekomunikatywny, przegadany, bełkotliwy - niepoprawny? Trudno spokojnie słuchać opinii komentatorów i ich podejrzeń o możliwe składanie deklaracji ponownie za rok. To brzmi jak crazy times. A może uda się wcześniej pomyśleć?

--------------------------------------------------------------------------------

1 I. Mitroff: Smart Thinking for Crazy Times. The Art of Solving the Right Problems, Berrett-Koehler Publishers, Inc. San Francisco.