Co robi twój tatuś

W pewnej renomowanej warszawskiej szkole poproszono uczęszczającą doń młódź o opisanie, a następnie narysowanie tematu (w szkole od zawsze omawia się tematy): czym zajmuje się mamusia, tatuś, babcie i dziadkowie. Widać wiedza takowa do czegoś wychowawcom jest potrzebna, a skądinąd wiadomo, że dorastające dzieci odpowiedzą na zadane zadanie szczerze i dogłębnie.

W pewnej renomowanej warszawskiej szkole poproszono uczęszczającą doń młódź o opisanie, a następnie narysowanie tematu (w szkole od zawsze omawia się tematy): czym zajmuje się mamusia, tatuś, babcie i dziadkowie. Widać wiedza takowa do czegoś wychowawcom jest potrzebna, a skądinąd wiadomo, że dorastające dzieci odpowiedzą na zadane zadanie szczerze i dogłębnie.

Przekrój zawodowy rodziców we wspomnianej renomowanej szkole jest - jak można się domyślać - szeroki. Dlatego, poza problemem uzyskania wiedzy przez wychowawców czym to zajmuje się tatuś i mamusia podopiecznego, wszystko wskazywało na to, że prace będą ciekawe.

Postawmy się w roli - mających wspaniałe pole do popisu - dzieci. Narysujmy na przykład tatę reżysera filmowego. Albo tatę architekta, projektanta mody, adwokata, tatę właściciela sporego zakładu produkującego meble, tatę wykładowcę na uniwersytecie, tatę dziennikarza radiowego, tatę trenera piłki ręcznej, tatę właściciela sieci sklepów, tatę sędziego, tatę szefa agencji reklamowej czy tatę zasiadającego w zarządzie banku, albo muzyka zespołu rockowego.

Teraz mama. Mama okulista, mama radca prawny, scenograf, aktorka, mama projektantka wnętrz, dziennikarka, biolog, mama psycholog, mama wysoki urzędnik państwowy czy mama nauczycielka w gimnazjum. Nie są to oczywiście wszystkie zawody reprezentowane przez rodziców dziatwy tejże szkoły. Są one jednak na tyle ciekawe, że zdolne pobudzić wyobraźnię kilkunastoletnich dzieci.

Gdyby nie to, co narysowały dzieci, nigdy nie uwierzyłbym w taki efekt zadanego zadania. Wszystkie dzieci - jak jeden mąż - narysowały swoich tatusiów i swe mamusie pracujące przed komputerem. I zaiste nie potrafię w żaden sposób sobie tego wytłumaczyć (wykluczając ewentualność ściągania), jak to się mogło stać, że przy takiej różnorodności zawodów wszystkie one sprowadzają się do komputera, a żeby było prościej: do komputera na biurku, nad którym zwisa lampa. Zwyczajnie na wyjaśnienie takiego przypadku nic nie przychodzi mi do głowy.

Na dodatek byłbym bardzo smutny, gdyby moje dzieci narysowały mnie przed komputerem opisując to, co robię. Mogłyby narysować mnie w dowolnej sytuacji; jak siedzę i myślę przy piwie, rozmawiam, piszę, niechby i ołówkiem, leżę i rozmyślam, nie mogę wstać rano, rozmawiam przez telefon z nogami na biurku, tonę w stosach gazet i książek. Cokolwiek mogłyby narysować, byle nie przed komputerem. Bo gdyby tak narysowały, znaczyłoby to, że całkowicie pozbawione są wyobraźni. A co niszczy wyobraźnię?